Nowe życie starych naczyń – wywiad z Ewą z Vintage Candle

fot. Katarzyna Stefanowska

Styl vintage to żywioł Ewy. Podróżując po różnych krajach odwiedza tamtejsze targi staroci w poszukiwaniu przedmiotów, w których zaklęte są historie. Następnie zaś w znalezionych, starych przedmiotach zalewa świece sojowe. Początek jej przygody ze świecami był niepozorny, gdyż podczas pandemii na jednej z facebookowych grup wystawiła na sprzedaż zalane przez siebie świece. Dziś jest właścicielką marki Vintage Candle. Co sprawia, że vintage tak bardzo fascynuje Ewę, jakie emocje towarzyszą jej podczas zalewania świec w naczyniach, będących rodzinnymi pamiątkami i w końcu czego możemy spodziewać się na tegorocznych Targach Jedwab w Krakowie.

Zapowiedz siebie!

Mam na imię Ewa. Urodziłam się 31 lat temu w Elblągu. Obecnie mieszkam w Krakowie. Wcześniej mieszkałam także w Bari na południu Włoch, w Warszawie, a od kilku lat ponownie w Krakowie. Od dwóch lat prowadzę swoją ukochaną markę Vintage Candle, w której upcyclinguję naczynia z drugiego obiegu i zalewam w nich świece sojowe. Oprócz tego organizuję z Patrycją z We are Vintyl Targi Jedwab, co zawsze było moim marzeniem. Uwielbiam vintage w każdej formie. Jestem również dekoratorką sklepów. W wolnym czasie chodzę do kina, kocham też tańczyć. 

Mówisz, że uwielbiasz vintage. Co Cię w nim fascynuje?

Przede wszystkim to, że te rzeczy cały czas działają. Są starsze ode mnie, ktoś je stworzył zanim ja się urodziłam, a one wciąż mają się świetnie. Być może także po mnie ktoś będzie mógł nadal się nimi cieszyć. Fascynuje mnie to, że te rzeczy mają w sobie zaklętych tyle historii. Poza tym, różnorodność wzornictwa jaka jest dostępna w rzeczach używanych, jest zupełnie niespotykana na rynku przedmiotów z pierwszego obiegu. Może w nich być również odzwierciedlona historia danego kraju. Bardzo wyraźnie widzę to podróżując po różnych krajach i odwiedzając tamtejsze targi staroci. Te targi totalnie się różnią od siebie w zależności od kraju. To taka trochę miniarcheologia.

Co w takim razie odróżnia targi staroci w Polsce, od tych gdzie byłaś ostatnio, np. w Amsterdamie i Stambule? 

Na przykład Turcja stoi mosiądzem. Tam to wzornictwo jest oparte na dosyć tradycyjnej, właściwie konserwatywnej sztuce robienia rzeczy z mosiądzu. Oczywiście one są piękne, ale trochę na jedno kopyto. W Turcji ciężko znaleźć coś, co nie krzyczy: jestem z Turcji. Natomiast w Holandii albo we Włoszech jest niesamowita różnorodność. Można dostać tam alabaster, ceramikę, mosiądz i szkło. Włosi oczywiście słyną ze sztuki, wzornictwa i designu, co bardzo dobrze widać właśnie na ich pchlich targach. Natomiast w Amsterdamie rzeczy są schludne, ładne, ale dość drogo wyceniane. To kolejna różnica. W niektórych krajach ludzie naprawdę bardzo cenią rzeczy z drugiej ręki.

U nas w Polsce tego typu rzeczy również cenione są coraz bardziej. Jednak czy wystarczająco?

To zależy gdzie przyłożyć ucho. Niektórzy po prostu wyrzucają te rzeczy na śmietnik i niemal brzydzą się rzeczy z drugiej ręki. Gdyby ktoś dostał prezent ze świadomością, że jest to kupione na targach starości to mógłby być wręcz urażony. Natomiast są ludzie, którzy znajdują się na drugim końcu amplitudy, czyli akceptują już rzeczy wyłącznie z drugiego obiegu. Myślę, że się rozwijamy i ta świadomość jest coraz większa. 

fot. Katarzyna Stefanowska

Mówiłaś o targach staroci. Czy to jest jedyne miejsce, gdzie poszukujesz materiałów do swojej pracy, w tym do tworzenia świec?

Kocham buszować też po OLX. Uwielbiam to! Jest to dla mnie sposób na odstresowanie się. Mam chyba setki zapisanych rzeczy w ulubionych. Nauczyłam się już nie kupować ich od razu po znalezieniu, tylko po kilku dniach, żeby ten pierwszy zachwyt trochę opadł. I jeśli za drugim razem jestem zachwycona tak samo, to dopiero wtedy dokonuję zakupu. Rzeczy szukam też w stacjonarnych sklepikach ze starociami. Dużo ceramiki można znaleźć także w lumpeksach. 

A kiedy pozyskujesz ubrania z drugiej ręki, przerabiasz je jakoś? Ulepszasz?

Nauczyłam się kupować wyłącznie rzeczy, które są tip-top. Wiadomo, że jak miałam 16 lat to brałam wszystko jak leci, a później trzeba było rozporządzić tymi tonami ubrań. Nic nie naprawiam, bo kupuję rzeczy tylko w bardzo dobrym stanie.

Miłość do ubrań vintage trwa już jakiś czas. A kiedy zrodziła się miłość do świec? 

Miłość do świec zaczęła się, gdy pracowałam w butiku z polskimi markami Cloudmine w Warszawie. Były tam świeczki marki Soyoosh, które mają swoją bardzo wierną rzeszę klientek. Dziewczyny regularnie wracały po swoje ukochane zapachy i  strasznie mnie to zaintrygowało. Pomyślałam wtedy: jak trudne może być zrobienie zapachowej świeczki? Podjęłam więc pierwsze próby stworzenia świeczek w domu. Zawsze miałam na stanie trochę starej ceramiki, więc nigdy nie zalewałam świec w słoikach. Właściwie pierwsze pięć miseczek do świec kupiłam jeszcze 2 lata przed powstaniem Vintage Candle. Zupełnie na własne potrzeby. Bardzo często dawałam świeczki na prezent, zawsze w naczyniach z drugiego obiegu. 

Co Cię pchnęło do tego, żeby założyć firmę i uczynić z tej pasji źródło dochodu?

W lutym 2020 roku założyłam firmę, żeby zajmować się dekoracją sklepów. Miesiąc później sklepy stacjonarne zaczęły się zamykać, a moje oszczędności kurczyć. Mieszkałam wtedy na Mokotowie, gdzie funkcjonuje sąsiedzka grupa na Facebooku. Wiele ludzi na początku pandemii znalazło się w ciężkiej sytuacji finansowej i właśnie na tej grupie mogli sprzedać na przykład 5 słoików miodu z rodzinnej pasieki, dżem czy ręcznie robione skarpetki. Ja zalałam kilka świeczek, a potem wystawiłam je na tę grupę. To były dokładnie cztery miodowe miseczki z Pruszkowa. I one się sprzedały. Zobaczyłam wtedy, że to może zadziałać, więc za to co zarobiłam, kupiłam więcej wosku i zalałam więcej świeczek. 

Sama zalewasz świece, ale i uczysz innych jak to robić. Jak myślisz, co jest dla osób początkujących najtrudniejsze i dlaczego w ogóle ludzie decydują się na udział w takich warsztatach?

Z tego co słyszę od moich warsztatowiczek, to ludzie strasznie tęsknią za zrobieniem czegoś namacalnego. Świeca nie jest wyklikana na klawiaturze i nie widać jej na ekranie. Możesz ją za to wziąć w dłonie, obrócić. W dodatku masz świadomość, że sama ją zrobiłaś. Nie jest to kolejny mail wysłany w eter. Jest to bycie tu i teraz. Wydaje mi się, że ludzie lubią mieć poczucie sprawczości. Poza tym, naczynie, które wykorzystali będzie miało drugie życie. 

fot. Katarzyna Stefanowska

Do Ciebie można też wysyłać własne naczynia. Nie obawiasz się, że jeżeli są one rodzinną pamiątką, może stać się im krzywda w trakcie podróży?

Nie. Zawsze tłumaczę jak dobrze zapakować przesyłkę. Jeśli coś zapakujesz odpowiednio bezpiecznie to podróże nie są straszne. Na początku bardzo się wzbraniałam przed używaniem folii bąbelkowej, do kiedy pękła świeca w trakcie transportu. Korzystam więc z folii bąbelkowej, natomiast przez dwa lata działalności ani razu nie kupiłam nowej folii. Cały czas korzystam z tej, która przychodzi wraz z naczyniami jakie kupuję.

Czy wraz z naczyniami trafiają do Ciebie historie rodzinne? Czujesz, że to co robisz ma także inny wymiar, poniekąd duchowy?

Na pewno tak jest w przypadku naczyń po ludziach, których już nie ma wśród nas. Bardzo wzrusza mnie gdy mogę zalać coś po babci lub po dziadku. To jest dla mnie zaszczyt, że ta rzecz w dalszym ciągu będzie stała w czyimś domu, ale w trochę innym wymiarze.

fot. Katarzyna Stefanowska

Pytamy nie bez powodu. Jedną z pierwszych opinii, jaką zobaczyłyśmy na temat Twoich świec było zdanie, że dzięki nim możemy poczuć „zapach piękna i historii”. Ludzie widzą i czują, że te świece to coś więcej niż wosk i knot. 

Jest mi bardzo miło. Powiem Ci, że jak przedsiębiorczyni prowadząc działalność jednoosobową w Polsce słyszy takie słowa, to robi jej to dzień albo i tydzień. Ja to oczywiście wszystko wiem, ale jak widzę, że ktoś też to rozumie, patrzy na ten produkt i widzi to co ja, to jestem bardzo szczęśliwa. Właśnie o to mi chodziło. 

fot. Katarzyna Stefanowska

Oprócz miłości do ubrań i naczyń vintage, dekorujesz też witryny sklepowe. Skąd pomysł na taki rodzaj działalności w Polsce?

Skończyłam krakowską szkołę Visual Merchandisingu. Po tej szkole można pracować w sieciówce, natomiast ja nigdy nie chciałam tego robić. Ale są też na szczęście inne ścieżki, żeby pracować w tym zawodzie. Można mieć swoją agencję – małą albo dużą, można być wolnym strzelcem. Jest to droga pod górkę, ale idę nią. Natomiast tak naprawdę najwięcej pracowałam w zawodzie za granicą jako dekoratorka-freelancerka. Taka ciekawostka, że przez kilka lat robiłam szkolenia i metamorfozy sklepów z motocyklami w różnych krajach Europy

A kiedy pracowałaś jako freelancerka, które kraje dawały Ci największą wolność w tym, co robisz?

Bez różnicy. Wszędzie czułam się tak samo free. Współpracowałam wtedy z agencją z Niemiec, która była fenomenalna. Tam poznałam cywilizowane standardy pracy, których nie znałam wcześniej. Nie wiedziałam, że można pracować w tak miłej atmosferze i tak dobrze się czuć w pracy. To było niesamowite. Każdemu polecam pracować chociaż raz w życiu w pracy, gdzie ktoś cię szanuje i ci ufa.

Zwieńczeniem Twoich prac są Targi Jedwab. Chcesz powiedzieć coś więcej na ten temat? 

Jedwab powstał z mojej potrzeby osobistego kontaktu z klientami. Niestety pandemia bardzo uniemożliwiała mi uczestnictwo w targach, na których mogłabym pokazać moje świece. Po drugie brakowało mi takiego wydarzenia na mapie Krakowa, na które mogłabym zapraszać zaprzyjaźnione marki vintage. Tego samego dnia, gdy wpadłam na pomysł organizowania własnych targów, skontaktowałam się Patrycją Polis, która bardzo aktywnie działa w social mediach promując zakupy z drugiej ręki. Wiedziałam, że nie chcę organizować targów sama, a Patrycja natychmiast podłapała pomysł. Dalszy ciąg już znacie. Właśnie przygotowujemy z Patrycją czwartą edycję, która odbędzie się 10 lipca w Przestrzeni Pełnej Czasu na ulicy Wawrzyńca 19 w Krakowie. 

fot. Katarzyna Stefanowska

Czego możemy się spodziewać na czwartej edycji Targów Jedwab?

To będzie kameralne wydarzenie w sercu Kazimierza w pięknej, nieco industrialnej przestrzeni. Jednocześnie będzie to moja ostatnia okazja spotkać się osobiście przed moim kilkumiesięcznym wyjazdem na Jamajkę, gdzie będę mieszkać do listopada. 

Czy chciałabyś coś przekazać na koniec naszym Czytelnikom?

Na pewno chciałabym zaprosić na Jedwab i na swoje warsztaty z zalewania świec sojowych. Ponadto wszystkich zachęcam do eksplorowania lumpeksów, charity shopów i do korzystania z Vinted czy OLX-a! 

Zapraszamy Was również do odwiedzenia strony Vintage Candle, Facebooka i Instagrama. 🙂

Zobacz także inne rozmowy.