Własne podejście do muzyki, opinie i mówienie tego, co uważa za słuszne. Mateusz Gędek doskonale zdaje sobie sprawę z wagi słów. Używa ich w sposób wywarzony, inteligentny, jednocześnie nie bojąc się mocnych wyznań. EP-ka „PO FAKCIE” to w całości pomysł i koncepcja Mateusza, zarówno od strony muzycznej jak i wizualnej, a efekt końcowy zachwyca w każdym calu. Co sprawiło, że Mateusz nie waha się nawiązywać w swojej twórczości do tematów politycznych? Czy wydawnictwo jest spowiedzią Artysty i jest on tak samo szczery w muzyce, jak i w życiu? Kto razem z Mateuszem pracował nad albumem oraz czy uważa się za czujnego obserwatora społeczeństwa?
Zapowiedz siebie!
Mateusz Gędek, wokalista, twórca, producent, próbujący coś zwojować na rynku muzycznym. Przy okazji student – sporadycznie (śmiech).
Uważasz się za czujnego obserwatora społeczeństwa?
Wydaje mi się, że teraz tak. Kiedyś taki nie byłem, rzeczywiście mniej zwracałem uwagę na to, co dzieje się wokół mnie. Byłem raczej bardzo skupiony na tym, co dzieje się ze mną, jak powinno mi być, czy jest mi okej. Z perspektywy czasu zauważyłem jednak, że warto obserwować otoczenie, patrzeć, co się dzieje, i w razie potrzeby interweniować. Bo to środowisko również wpływa na to, jak ja będę się czuł w świecie.
Co sprawiło, że to się u Ciebie zmieniło?
Moja przeprowadzka do dużego miasta. W momencie, kiedy musiałem i chciałem się usamodzielnić – przeprowadziłem się do Warszawy, zaczęły się studia, praca – zacząłem przykładać dużo większą uwagę do tego, co dzieje się dookoła. Bo jednak ludzie, z którymi się zadaję i panująca sytuacja mają duży wpływ na to, co mogę, a czego nie mogę. Wydaje mi się, że jako młody człowiek, który próbuje coś zdziałać w dużym mieście, studiuje, chce mieć jakieś perspektywy – powinienem obserwować, co się dzieje w polityce. Bo to właśnie ci panowie decydują, czy mam szansę na dalszy rozwój, czy jej nie mam. Czy będę mógł sobie w przyszłości sprawić mieszkanie, czy nie. Dlatego definitywnie przeprowadzka do Warszawy była punktem zwrotnym, w którym stwierdziłem: okej, jesteś dojrzałym, samodzielnym człowiekiem i powinieneś interesować się tym, co dzieje się dookoła, żeby zapewnić sobie jak najlepszą przyszłość.
W utworze „Garnitury” opisujesz to, co niektórzy chcieliby powiedzieć. Niewielu młodych artystów podejmuje się tematów związanych z polityką. Dlaczego zdecydowałeś się na takie wyznanie, to wyszło od Ciebie naturalnie? Nie obawiałeś się tego?
Teraz rzeczywiście wyszło to naturalnie. Na pewno, gdybyśmy rozmawiali jeszcze nawet rok temu, tak by nie było. Wydawało mi się wtedy, że polityka to coś, w co nie powinienem się mieszać. Tworzę muzykę i nie powinno się do niej wplatać politycznych treści. Ale dziś uważam, że muzykę należy traktować również jako medium, źródło przekazu i powinno się mówić o rzeczach ważnych, nawet jeśli są one niewygodne.
Tworząc tę EP-kę, dojrzałem do takiego podejścia, w którym bardzo nie lubię i nie chcę godzić się na niewygodne kompromisy – zarówno twórcze, jak i życiowe. Cały ten album jest jednym wielkim buntem przeciwko takim kompromisom. Powiedziałem sobie, że przestanę bać się mówić o rzeczach, które mi nie pasują. I „Garnitury” są tego najlepszym przykładem. Nie było tam żadnych hamulców. Jednocześnie nie ma w tym utworze bezpośredniego przytyku do jednej konkretnej opcji politycznej, bo absolutnie nie zamierzam nikomu narzucać, kogo ma popierać. Ale wydaje mi się, że warto skłaniać ludzi do przemyśleń, trochę ich „szturchnąć” i powiedzieć: „Słuchajcie, zainteresujcie się tym, bo to jest dla was istotne. Nawet jeśli wydaje wam się, że nie jest – to nieprawda. To ma realny wpływ na to, co się z wami dzieje”.
„PO FAKCIE” to bardzo intymny i dojrzały album. Który z utworów na EP uznałbyś za flagowy dla tego wydawnictwa?
Każdy z utworów opowiada o zupełnie innej emocji, zupełnie innym problemie, który mnie dotyczył. Ale chyba najbardziej osobistym, do którego można się też odnieść w swojej sytuacji życiowej – bo wydaje mi się, że jest to dość powszechne i mogło dotknąć każdego – jest rozpad człowieka. Kiedy dzieje się coś niedobrego, zaczynamy się gorzej czuć, gorzej spać, pojawia się stres. I w naszym życiu pojawia się taka osoba, która potrafi nas rozłożyć na części pierwsze i poskładać na nowo. Dlatego wydaje mi się, że „Na części pierwsze” jest takim utworem. Najbardziej oddaje moją dotychczasową sytuację, bo rzeczywiście, funkcjonując tutaj przez dwa lata, doprowadziłem się do takiego stanu, że mój zegar biologiczny całkowicie wysiadł, „spadł z rowerka”. Miałem nieregularne godziny snu. Sam fakt, że nie pamiętałem swoich snów. Nie miewałem dobrych snów, w dosłownym tego słowa znaczeniu. Potrafiłem mieć sen, który wybudzał mnie z szybszym oddechem, był stresujący i po prostu nieprzyjemny. Zaniedbałem siebie od strony psychicznej, mentalnej i trwało to naprawdę długo. Aż w końcu pojawiła się taka osoba, która mnie zebrała do porządku. Dlatego wydaje mi się, że jest to najprawdziwszy i najintymniejszy numer z całego wydawnictwa.
Jak otworzyć się na takie tematy, które uwierają?
Wydaje mi się, że zrobiłem to w nie do końca zdrowy sposób, bo dowiedziałem się o tych wszystkich trudnych dla mnie rzeczach, zrozumiałem ich znaczenie i to, że rzeczywiście są złe – to śmiesznie zabrzmi, ale właśnie po fakcie. W momencie, gdy wszystkie konsekwencje moich działań do mnie dotarły, było już totalnie za późno, żeby cokolwiek z tym zrobić – jakieś relacje międzyludzkie, które zaniedbałem, protesty czy zmiany podejścia do pewnych spraw. Powinienem był to zrobić wcześniej, choć tego się nie da przewidzieć – każdy ma indywidualne podejście do takich rzeczy. Wydaje mi się, że wypadałoby mieć w sobie wypracowaną umiejętność autorefleksji, czyli analizowania, czy nasza decyzja jest dla nas dobra materialnie, mentalnie, psychicznie i fizycznie. Czy na dłuższą metę nie przyniesie wyrzutów sumienia lub innych niekorzystnych skutków.
Fajnie jest mieć kogoś, z kim można o tym porozmawiać, bo rozmowa z samym sobą o takich sprawach jest często bardzo trudna i wiele rzeczy się wypacza. Odkłada się je na bok – słoń w pokoju jest, ale staramy się go ignorować. Według mnie, jeśli pojawiają się pierwsze oznaki, że coś wpływa na nas negatywnie, nie można tego odkładać na bok – trzeba o tym pomyśleć i porozmawiać.
Ja zrobiłem sobie terapeutkę z muzyki i do mikrofonu powiedziałem te wszystkie rzeczy, ale nie każdy tworzy muzykę i ma taką formę terapii. Dlatego warto o tym rozmawiać, mówić głośno i zrozumieć, że to, co sami czujemy, jest często dla nas najlepszą wskazówką. Bo każdy nasz znajomy, osoba, która chce dla nas dobrze lub tak twierdzi, ma swoje zdanie, i jeśli jedna osoba powie jedno, a druga co innego, można się w tym pogubić. A nie można się wstydzić tego, co się czuje i trzeba iść przez życie zdroworozsądkowo, zgodnie ze sobą.

Czy tę EP-kę można uznać poniekąd jako Twoją spowiedź?
Na pewno tak jest. Każda z tych piosenek to jest jeden problem, jedna konkretna zła decyzja, czy jakaś rzecz, która nie powinna się wydarzyć w moim życiu. Trochę musiałem się z tego rozliczyć właśnie sam ze sobą. Otwarcie chyba nikomu bym tego nie powiedział. Byłoby to dziwne, gdybym usiadł z moim znajomym i powiedział: „no generalnie zrobiłem to, to i to i to było mega chamstwo i strasznie mnie męczy, że tak się stało”. Więc jest to spowiedź, rozliczenie się z błędami, zapisanie ich oraz umieszczenie w jednym miejscu, żebym miał świadomość: okej, zrobiłeś coś, co było naprawdę głupie, zapisałeś to tutaj, więc nie rób tego drugi raz. Miałem kolegę, który zawsze mówił, jeśli zrobiło się coś głupiego w stosunku do niego i powiedziało „przepraszam” – „nie przepraszaj, tylko więcej tak nie rób”. Ja tutaj też siebie nie przepraszam za to, co robiłem, tylko mówię sobie, żeby więcej tego nie robić.
Jesteś tak samo szczery i otwarty zarówno w muzyce, jak i w życiu? Czy jednak muzyka pozwala Ci się bardziej otworzyć?
Teraz jestem szczery wobec ludzi i wobec siebie. Jestem szczery w swoich poglądach i podejmowaniu decyzji. Ale kiedyś tak nie było. Nie wiem, z czego to wynikało, ale miałem takie podejście, że bardzo chciałem się lubić z każdym, nikogo nie urażać, zależało mi na tym, aby wszyscy czuli się komfortowo w moim towarzystwie. Pisząc jednak ten album, zrozumiałem, że nie zawsze się tak da. Nie zawsze komuś będzie pasował nasz pogląd, nie warto się podpasowywać pod drugą osobę, bo to my mamy być zadowoleni z tego, jakimi jesteśmy ludźmi. I w tym momencie jest tak, że bardzo otwarcie mówię o tym, co mi nie pasuje, co jest dla mnie okej, a co nie. Jestem rzeczywiście szczery, może nie do przesady, nie do bólu, nie jest to niezręczne czy niekomfortowe – staram się to jakoś równoważyć. Ale generalnie za każdym razem, gdy ktoś mnie teraz o coś zapyta, zawsze powiem, co uważam i nie będzie to myśl podpasowana pod daną osobę. Swego czasu zdarzało mi się kłamać, sporo, właśnie po to, żeby uniknąć konfrontacji czy niezręcznej sytuacji. Jednak stwierdziłem, że nie warto, bo wyrzuty sumienia i nieprzespane nocki nie są tego warte.
Myślisz, że współczesny rynek muzyczny, potrzebuje dziś tak głębokiej formy ekspresji?
Cały rynek na pewno tego nie potrzebuje. Dla niektórych muzyka jest bardzo prostą rozrywką, a dla innych to coś, co potrafi zmienić ich życie i wpłynąć na nich. Nie wiem, która grupa jest większa i która dominuje, chociaż mam pewne podejrzenia. Jednak wydaje mi się, że jest to potrzebne i są osoby, które chciałyby, aby muzyka przywoływała w nich jakieś wspomnienia, emocje, skłaniała do przemyśleń. Była swego rodzaju wyższą kulturą, a nie sprowadzała się tylko do tego, że potupię sobie nóżką. Zawsze mogę potupać, a jednocześnie poruszyć ważny temat, jak na przykład w „Garniturach”. Chcę wierzyć i wierzę, że rynek muzyczny potrzebuje takich rzeczy.
Podkreślasz, że EP-ka „PO FAKCIE” to jest Twój koncept od początku do końca, łącznie z częścią wizualną. Wspominasz również, że w końcu możesz współpracować z osobami, które lubisz i z którymi chcesz tworzyć. Chciałbyś o nich opowiedzieć więcej?
Przede wszystkim najbardziej dumny jestem z tego, że ta EP-ka jest w pełni zgodna ze mną. Przy moich wcześniejszych wydawnictwach, na początku kariery solowej, często brakowało mi własnego zdania. Miałem poczucie, że są ludzie, którzy wiedzą lepiej, mają większe doświadczenie – i choć nie chcę powiedzieć, że kończyło się to źle, bo to były naprawdę fajne rzeczy – to zależało mi, by przy tej EP-ce było jak najmniej pośredników. Wierzę, że jeśli moja wizja przechodzi przez zbyt wiele osób, to po drodze traci się coś z jej emocjonalnej wartości, bo nie da się wszystkiego przekazać w stu procentach tak, jak się czuje.
Dlatego ograniczyłem się do bardzo hermetycznego grona – dosłownie dwóch osób, które współtworzyły ten projekt ze mną: Krzysiu Baranowski i Tomek Kamiński, czyli TYNSKY. To oni pomogli mi przy produkcji. Proces twórczy wyglądał tak, że pisałem utwór, przychodziłem z demówką, która miała gotową formę, tekst i całą resztę, a ta dwójka była takim bezpiecznikiem i pomocą, bo jednak chłopaki mają większe doświadczenie jeśli chodzi o wykształcenie muzyczne czy wiedzę produkcyjną. Trochę dobarwiali to, co chciałem przekazać. W powstanie albumu był też zaangażowany Emil Wolski, który grał nam żywe bębny do „Płaszcza” i „Garniturów”. „Garnitury” zmiksował Janek Łukowski, który jest członkiem zespołu. Całą część garderobianą obrobił na EP-ce (śmiech). Ale naprawdę – to było niewielkie grono.

Tak samo z estetyką całej EP-ki. Miałem na to konkretny pomysł, jeżeli chodzi o okładki, czy samą wizję, czyli o charakter tego wszystkiego. Przykładowo przy „Garniturach” powiedziałem fotografce Moni Sadłos: „słuchaj, ogarnąłem mównicę, wchodzimy tam z garniturem, robimy coś w stylu przemówienia na wiecu”. Więc te projekty są też mojego autorstwa i z tego jestem dumny, bo dosłownie wszystko wygląda tak jak sobie wymarzyłem. Mam też ogromną satysfakcję z tego, że dowiozłem, jak na moje możliwości i umiejętności, tak duży projekt. Byłem w zasadzie dyrektorem przewodniczącym tego przedsięwzięcia. Jest to dla mnie duży sukces. Bardzo się cieszę, że zrobiłem to z fantastycznymi ludźmi, z którymi mam bardzo dobry przelot. Z Krzysztofem jesteśmy też współlokatorami. Dodatkowo cała EP-ka powstała w mieszkaniu, nie jeździliśmy do studia, tylko graliśmy wszystko u siebie w domu, więc atmosfera pracy, również nie sugerowała, że to jest poważna rzecz i projekt, który trzeba dopiąć. Dzięki temu te numery wychodziły bardzo z serducha. Nawet to, że mocniejsze wokale nagrywaliśmy pod szlafrokiem, żeby się nie niosły po pokoju, miało niepowtarzalny klimat. Myślę, że zostanę przy takim procesie twórczym, bo jest on dla mnie bardzo wygodny i ludzki, a ja cenię bardzo w muzyce ludzkie rzeczy, które można dopasowywać do siebie, swojej historii i przeżyć. Jest to wtedy najprawdziwsze.
Czego możemy się od Ciebie spodziewać w przyszłości?
Mam nadzieję, że czerwiec będzie dla mnie miesiącem odpoczynku i odsypiania nocek, które zarwałem robiąc ten album. Nierzadko robiliśmy go w godzinach 22 do 4 nad ranem. Dlatego chcę odpocząć trochę i pocieszyć się tym, że ten album wyszedł, jest fajnie odbierany i ludzie rozumieją te moje historie. A później są plany na długogrający album, jakieś pierwsze poważniejsze koncerty, więc na pewno będę walczył z próbami, żeby przygotować ten materiał do grania na żywo, bo robi fantastyczną robotę. Po koncercie na NEXT FEST w Poznaniu stwierdzam, że te numery zyskują jeszcze bardziej do energii, jeśli gramy je na żywo. A jeśli chodzi o długogrający album, chcąc go zrobić sam, muszę się liczyć z tym, że potrzebuję funduszy i ogarnięcia sytuacji od strony biznesowo-organizacyjnej. Dlatego trochę mi to zajmie, ale są pomysły. Jest chyba nawet tytuł albumu. Wymyśliłem go sobie już.
Chcesz zdradzić?
Na razie nie (śmiech). Może się zmieni, choć jest ze mną już długo. Przy procesie powstawania EP-ki miałem już pomysł na długogrający album i wiedziałem, co tam mogłoby się znaleźć. Mam nadzieję, że rozwinę też procesy twórcze o produkcję i współprace z innymi artystami, bo nie ukrywam – podoba mi się również siedzenie przy komputerze od tej drugiej strony i sam proces tworzenia dla kogoś będzie dla mnie interesujący. Zaczynam powoli takie rzeczy, na razie z mniejszymi projektami, aczkolwiek powolutku do przodu. Są też pewne rozmowy w kwestii ewentualnych duetów i myślę, że to będą fajne współprace, bo odzywam się do naprawdę ciekawych ludzi i o dziwo mi odpisują (śmiech). Powiedziałem bardzo głośne „A” i wypada powiedzieć jeszcze głośniejsze „B”, więc będę pracował na to, żeby ten komunikat, który nadałem na końcu EP-ki wybrzmiewał bardzo konkretnie i każdy kolejny był jeszcze głośniejszy niż poprzedni.
Chciałbyś na koniec przekazać coś jeszcze naszym Czytelnikom i Czytelniczkom?
Mam szczerą nadzieję, że te utwory z EP-ki „PO FAKCIE” do Was trafią, znajdziecie w nich swoje historie. Jeśli faktycznie doświadczyliście czegoś podobnego i możecie przeżywać te numery po swojemu, to będzie największa wartość dla tych piosenek. Dbajcie o siebie, myślcie o sobie oraz rzeczach, które robicie, żeby później nie musieć mówić, że coś wydarzyło się „po fakcie”.
Zachęcamy Was serdecznie do wysłuchania EP-ki „PO FAKCIE”, a także do obserwowania Mateusza Gędka na Facebooku i Instagramie.
Zobacz także inne Rozmowy oraz artykuły z cyklu Poznaj Muzyków.









Tutaj możesz zostawić komentarz: