Łagodne lekcje życia, czyli o szeroko pojętym bogactwie

Bogatym można być mając zdrowie, przyjaciół, ogromną kolekcję LEGO czy… suknię ślubną z lumpeksu, która w latach 90. opuściła salony wielkiego projektanta, aby osiąść na Podlasiu. Styczniowe wydarzenia dookoła popkultury przypomniały nam, że małe rzeczy budują wielkie historie, a proste pomysły czy kolaboracje przynoszą ogromną radość zarówno dużym, jak i małym dzieciom. Czy styczeń ułatwiał nam łagodnienie? A może przeciwnie, był pełen emocji i absurdalnych zwrotów akcji?

Niech zabawa trwa!

Gdyby Zapowiedz było człowiekiem to wkraczałoby już pewnym krokiem w stronę szkolnej edukacji. Dostawałybyśmy stempelki za poprawne przeczytanie czytanki, a rodzice pakowaliby nam kanapki do śniadaniówki, abyśmy miały co jeść w szkole. Co nam przyniesie przyszłość? Mamy nadzieję, że dużo artystycznych działań i jeszcze więcej super ludzi wokół, ale jedno jest pewne – w 2026 roku, 6 stycznia Zapowiedz skończyło 6 lat.

Dla małych i tych większych dzieci styczeń był miesiącem obfitującym w ciekawe spojrzenia na zabawę. Fanów LEGO i Pokémonów z pewnością ucieszyła kolaboracja obu marek. Efekt? Trzy nowe zestawy, przeznaczone dla dorosłych: Pokémon Pikachu i Pokéball (2050 elementów), Pokémon Venusaur, Charizard i Blastoise (6838 elementów) oraz Pokémon Eevee (587 elementów). Całość dopełnia kampania reklamowa ze spotem pełnym nostalgii i przypominającym czasy, gdy wiele z nas chciało być jak Ash Ketchum. I choć najbliżej tego młodego chłopca i tak był Janusz Radek, śpiewający polską wersję piosenki z czołówki serialu, nic nie stoi na przeszkodzie, by dziś złożyć własnego Pokéballa i kilka Pokémonów. Tym razem, w odróżnieniu do roku 2016, do którego jeszcze wrócimy, wszystko może odbyć się w domu, a nie jest porozrzucane po całym świecie. To dużo spokojniejsze. No, chyba że przez przypadek nadepnie się gołą stopą na jeden z elementów z któregoś zestawu – wtedy wychodzenie na zewnątrz w butach wydaje się bardziej komfortowe.

Zabawa i wrażliwość?

Od kilku lat firma Mattel stara się pokazywać, że bywamy różni. I chociaż sam stosunek do Barbie można mieć niejednoznaczny, zwłaszcza ze względu na utrwalanie wizerunku kobiet jako tych, które muszą zawsze być idealne, trzeba przyznać, ruchy promocyjne marki wydają się ciekawe. Mieliśmy już Barbie z protezą nogi, Barbie na wózku, Barbie w ciąży, a także niewidomą czy niesłyszącą. Teraz przyszedł czas na Barbie w spektrum autyzmu. Ambasadorką projektu w Polsce została influencerka Red Lipstick Monster, która również została zdiagnozowana kilka lat temu.

Lalka ma lekko skierowane w bok spojrzenie, słuchawki, fidget spinner i luźne niekrępujące ruchów ubranie. Internauci są podzieleni. Jedni cieszą się z takiej reprezentacji wśród zabawek dziecięcych, inni widzą w tym tylko zwykły ruch marketingowy. A tak naprawdę i jedni, i drudzy mają trochę racji. Potrzebujemy normalizacji różnic między nami – zarówno psychicznych, jak i fizycznych. Niezależnie od intencji stojących za tym działaniem, podobnych inicjatyw wciąż brakuje. I to nie tylko w marketingu czy branży zabawkarskiej, ale w całym otaczającym nas świecie.

To jakiś kosmos! Albo dron?

Skoro już o wrażliwości mowa, jako Polacy jesteśmy niesamowicie wrażliwi na dokonania rodaków. Niczym Barbie w spektrum autyzmu, nasz kraj podzielił Sławosz Uznański-Wiśniewski i to aż na trzy grupy. Pierwsza to zachwycona grupa fanów, kibicująca i wspierająca Sławosza na każdym kroku. Druga – niby obojętna, ale co jakiś czas oglądająca Polaka jedzącego pierogi w kosmosie. Trzecia zaś to obywatele wątpiący, wszędzie doszukujący się spisku i przekłamania. Tak czy inaczej na każdym wylot w kosmos naszego astronauty zrobił wrażenie – mniejsze lub większe. Do tego stopnia, że słowem roku 2025, według internautów, został „kosmos”. Nieco innego zdania byli jednak językoznawcy, którzy postawili na „dron”. To tylko pokazuje, że język zmienia się dokładnie tak, jak nasza codzienność. I chociaż tu mamy przykład na skalę Polski, na naszą codzienną, mniejszą skalę, język również ma duży wpływ. Warto więc uważać na to, co i jak się mówi. Bo słowa mają moc większą, niż nam się wydaje.

Nie tylko słowa, ale też gesty i działania

Oprócz słów znaczenie mają też gesty i działania. Przykładem mogą być powracające niczym morska fala plotki o ponownym rozgrzaniu sceny przez zespół Måneskin. Powód? Basistka Victoria De Angelis zaktualizowała swoje bio na Instagramie, ponownie dodając do niego informację o pełnionej w zespole funkcji, a solowa kariera Damiano Davida nieco się wycisza.

Czy warto jednak traktować to poważnie? Okaże się! Natomiast spragnieni powrotu zespołu fani, co miesiąc znajdują inne znaki świadczące o ponownym wejściu do studia czy na scenę fantastycznej czwórki.

Styczeń to również wyjątkowe premiery muzyczne. O dwóch chcemy wspomnieć nieco więcej. Pierwsza z nich to utwór „Zima” Karoliny Charko, do tej pory dostępny jedynie dla posiadaczy płyty fizycznej. Jednak po wkroczeniu na streamingi znalazł całkiem zacne grono słuchaczy, które cały czas rośnie. I to bardzo cieszy, bo twórczość Karoliny nie tylko jest niczym „Hamak” dla naszej duszy, ale też „Upaja” i sprawia, że przy tych dźwiękach człowiek myśli, że „Może przeżyje to”. A chyba o to w muzyce chodzi, prawda?

Duży, ale i bardzo zrozumiały zachwyt wywołał również najnowszy utwór Mroza i Julii Pietruchy, czyli ballada „Anioły”, która promuje film „Pojedynek”. Połączenie tych dwóch światów, ich wrażliwości i stylu bycia to z pewnością coś, na co wielu czekało już długi czas. A sam utwór – piękny!

WOŚP – po prostu

25 stycznia miał miejsce natomiast kolejny finał WOŚP. I tak w tym roku Maciej Musiał zmęczony sprzątaniem do „Explosion”, zmienił rytm na poloneza. Dodatkowo, zaoferował się wykonać wspólny taniec w stroju z „Pana Tadeusza”. Pomysł okazał się na tyle dobry, że aukcja przekroczyła 100 000 złotych. W zbieranie funduszy dla WOŚP zaangażowała się też m.in. Julia Wieniawa. Nie postawiła jednak na wspólny taniec, a… nocowankę. Jak można było przeczytać na aukcji Allegro: „W planie m.in kolacja, wspólny maraton filmowy, karaoke, zdrowe przekąski i poranne aeroby”. Nieco mniej rozdmuchana, ale bardzo kusząca okazała się aukcja Michała Wiśniewskiego. Gwiazdor z czerwonymi włosami zaproponował 6-godzinne spotkanie, podczas którego zamieni się w szofera prowadzącego Rolls-Royce’a. Pod koniec stycznia licytacja sięgnęła 10 000 zł.

Wyobraźcie to sobie: podjeżdża fura, której ubezpieczenie kosztuje więcej niż moje pierwsze trzy teledyski, szyba idzie w dół, a tam ja. Pytam: „Dokąd, szefie?” – czytamy w opisie aukcji i nie ukrywamy, taka podwózka na większe zakupy spożywcze mogłaby się przydać. Gdyby tylko te 6 godzin móc rozdzielić na kilka mniejszych akcji… No cóż. Już teraz szczęśliwcom, którzy nie tylko wygrają tę aukcje, ale również pomagają w szczytnym celu, serdecznie gratulujemy.

Takie rzeczy tylko na Podlasiu! A może i nie?

Nie bez echa rozeszła się również historia pewnej sukni ślubnej, którą kupił Daniel Olender i to bynajmniej dla swojej wybranki. Podczas wizyty w second handzie na jednym z wieszaków wisiała ona. Biała suknia ślubna, która długo nie mogła znaleźć nikogo, kto chciałby zabrać ją do domu. Aż tu nagle, pewnego dnia ujrzał ją Daniel – potencjalny nabywca. Tyle, że widząc cenę 37 złotych za suknię na jeden raz, zdecydował się odpuścić zakup. Zerknął tylko na metkę, gdzie zobaczył imię i nazwisko słynnego projektanta. Jednak, jako rozsądny nabywca, postanowił najpierw upewnić się, czy nie jest to podróbka. Smutna suknia ślubna straciła swoją okazję i dalej czekała na uszczęśliwienie kogoś, w jednym z ważniejszych dni w życiu. Nie wiedziała jednak, że między nią, a Danielem, wywiązała się chemia.

Po powrocie do domu Daniel sprawdził autentyczność metki, na której widniało nazwisko francuskiego kostiumografa filmowego i projektanta mody – Christiana Diora. Śledztwo wykazało, że suknia z lumpeksu pochodziła z kolekcji domu mody z lat 90. Daniel zdecydował się zadzwonić do osoby prowadzącej sklep, w międzyczasie targując cenę z 37 do 30 złotych i prosząc o to, aby ją dla niego odłożono. Po tym zakupie czekał 4 lata, aż na „Vinted dla bogatych”, znajdzie się osoba, która zobaczy w niej potencjał. Tak też się stało! Ktoś wycenił suknię na 12 000 złotych. Daniel nie czekał na lepszą okazję. Zgodził się.

Suknia sprzedana – a opinie internautów, jak zwykle – różne. Od szukania sensu istnienia lumpeksów, po zachwyt nad sprytem sprzedawców z Podlasia. No cóż, ile ludzi, tyle opinii i tyle smutnych, luksusowych rzeczy w lumpeksach, czekających na swoich wybawców.

Powroty i pożegnania

Suknia Dior to powrót do lat 90. A internauci wracają do roku 2016. Po co? Bo podobno gwiazdy mówią, że 2026 to nowy 2016 i jako ludzie będziemy przeżywać podobne emocje, historie i tak jak wtedy, mamy przesyt perfekcjonizmu. Internauci publikują swoje zdjęcia sprzed 10 lat, a specjaliści od AI przestrzegają, że w ten sposób uczymy algorytmy, karmiąc je naszymi twarzami i zmianami jakie zaszły w naszym wyglądzie.

Nie wiemy czy za kolejne 10 lat z podobnym sentymentem będziemy wracać do 2026 roku, ale jedno wydarzenie z pewnością na długo uczyni ten rok wyjątkowym. Ze skocznią narciarską postanowił się bowiem pożegnać trzeci najbardziej utytułowany polski sportowiec w historii igrzysk, czyli Kamil Stoch. I chociaż ostatnio jego forma nie była tak wspaniała, jak w najlepszych latach, wzruszenie wielokrotnie odbiera wiernym kibicom, jak i samemu skoczkowi mowę.

Mowę odebrało też nie tak dawno na skoczni wszystkim, którzy zobaczyli… skaczące narty Domena Prevca. Postanowiły one zjechać samodzielnie, bez swojego właściciela. Słoweniec musiał czekać na sprzęt zastępczy, ale z racji tego, że dostał go za późno, do skoku nie doszło.

No cóż, skoki tak jak i całe życie, bywają nieprzewidywalne.

Łagodność i spostrzegawczość

Wydarzenia w pierwszym miesiącu nowego roku pokazały nam, że spostrzegawczość i to szeroko pojęta może przynieść niespodziewane rezultaty. Czasami dzięki niej możemy pomóc innym w codziennym funkcjonowaniu, zrobić komuś dzień albo zarobić niepostrzeżenie kilkanaście tysięcy. Ważne jednak jest to, aby dostrzegać nie tylko innych, ale też własne potrzeby. Być dla siebie łagodnym i wyrozumiałym. Czasem wystarczy zauważyć, że kawa już nie działa, a „nie muszę dziś odpoczywać” było kłamstwem dnia. Uważność pomaga też wychwycić moment, w którym lepiej odpuścić niż udawać bohatera. Bo nawet najbardziej spostrzegawczy człowiek ma prawo do drzemki, pizzy i narzekania bez powodu. I to też jest bardzo cenna obserwacja.

Zobacz także inne Zapowiadanki.