Ceramiczna projekcja szczęścia – wywiad z Dominiką, założycielką marki momo ceramika

archiwum prywatne Dominiki

W życiu nie ma przypadków, a wydarzenia, które się dzieją prowadzą nas w odpowiednim, choć czasem zaskakującym kierunku. Dominika jest tego najlepszym przykładem. Chociaż początkowo jej plan na życie był nieco inny, jego zmiana okazała się prowadzić do miejsca, w którym obecnie się znajduje. A to miejsce jest niezwykle piękne, wypełnione nietuzinkową ceramiką, z uśmiechniętymi buziami. Dlaczego założycielka marki momo ceramika wybrała właśnie taką estetykę? Czy zaobserwowała ostatnio wzrost zainteresowania tą sztuką oraz jak obecnie w Polsce ma się rękodzieło?

Zapowiedz siebie!

Hej! Jestem Dominika, pochodzę z Lublina, tu się urodziłam, wychowałam i żyję. Od dziecka wiedziałam, że moje życie będzie związane ze sztuką. Odkąd sięgam pamięcią lubiłam rysować, lepić z gliny czy robić zdjęcia. Jedynym z moich ulubionych wspomnień z dzieciństwa jest dźwięk skrzypiącej podłogi w starej kamienicy, gdzie mieścił się Młodzieżowy Dom Kultury, do którego chodziłam na zajęcia plastyczne. Gdy poszłam na studia, byłam pewna, że wybiorę malarstwo lub grafikę. Los zdecydował, że zdobyłam tytuł magistra sztuki kończąc rzeźbę i temu losowi jestem niezmiernie wdzięczna.

Dlaczego zdecydowałaś się na artystyczną pracę z gliną?

Myślę, że było to wypadkową wyboru, którego dokonałam na studiach. Wybierając rzeźbę tak naprawdę permanentnie związałam swoje życie z gliną. Jedyne co zmieniłam, to finalizację dzieła: zamiast odlewać rzeźbę, wypalam obiekt w piecu. Ponadto kocham rysować, a ceramika pozwala mi połączyć rzeźbę z ilustracją.

archiwum prywatne Dominiki

Naczynia, które tworzysz, a na pewno ich zdecydowana większość, są uśmiechnięte. Dlaczego postawiłaś na taką estetykę?

Od dziecka żyję w świecie onirycznym, gdzie towarzyszą mi scenerie, obiekty i postaci rodem z surrealistycznych obrazów. Lubię lekkość, radość i dziecięcy żarcik. Wiedziałam, że chcę stworzyć swój własny unikatowy styl, który od razu będzie krzyczał: to produkt od momo ceramika. I tego trzymam się do dziś. Moje produkty niekoniecznie pasują do każdego wnętrza czy każdej osoby, ale niosą radość i jakąś opowieść i przede wszystkim, wywołują uśmiech na twarzy. Taka trochę projekcja szczęścia.

Na swojej stronie, podkreślasz, że te naczynia nie zawsze są idealne. Czym dla Ciebie jest niedoskonałość i dlaczego można się nią zachwycać?

Ceramika to proces, podczas, którego wiele rzeczy może pójść nie tak. Zaczynając od owalnego kubka, kończąc na krzywym talerzu. I dokładnie to mam na myśli mówiąc, że naczynie nie zawsze jest idealne. Są to „wady” jedynie estetyczne, które nie wpływają na jakość wyrobu. Tak po prostu, bez żadnej filozofii kultu brzydoty.

Ile trwa proces tworzenia jednego naczynia? Które z nich lubisz najbardziej?

Wszystko zależy od tego, czy chodzi o cały proces łącznie z projektem, czy o wykonanie samego produktu. Zacznę od drugiej opcji. Po odlaniu, bo taką metodą tworzę swoje prace, trzeba odczekać kilka dni, by obiekt wysechł. Następnie go maluję i dopiero później po raz pierwszy wypalam. Wypał biskwitu (biskwit to wstępnie spieczona masa ceramiczna) trwa 3 dni, po czym pracę pokrywam szkliwem transparentnym i wkładam do pieca na kolejne 3 dni. Można powiedzieć, że proces tworzenia jednego naczynia trwa 2 tygodnie. Inaczej wygląda to przy projektowaniu nowego obiektu. Najpierw jest burza mózgów, później szkic, a to co zaprojektuję, mój mąż przenosi do programu 3D. Wszystko drukujemy na drukarce 3D, a później przychodzi czas na zrobienie formy gipsowej, wysuszenie jej i odlanie kubka. 

archiwum prywatne Dominiki

Odpowiadając na drugą cześć pytania: moim ulubionym produktem jest kubek falbanka. Inspiracją do jego powstania był kubek z wizerunkiem młodziutkiej królowej Elżbiety, ze złoconym rantem i malutką stopką. W zasadzie to tylko ta stopka została dodana do mojego projektu, ale wspomnienie studenckich czasów i przerw między zajęciami spędzanych w sklepie ze starociami, już zawsze będzie przywoływał mi właśnie kubek falbanka.

Nas zdecydowanie zauroczyły talerzyk tost i ciasteczko. Chciałabyś opowiedzieć historię ich powstania?

Była to inspiracja z życia codziennego. Pewnego dnia robiąc tosty uznałam, że byłby z takiej kromki genialny talerzyk. Po zjedzonym daniu od razu poszłam go ulepić. Podobnie było z ciasteczkiem, jednak tutaj nie poszło tak gładko, bo wycinanie tego wzoru przyprawiło mnie o ból głowy. Życie na szczęście jest po to, by sobie je umilać, więc narysowałam wzór, wydrukowałam go i tak powstała foremka do moich herbatników.

archiwum prywatne Dominiki

Zauważyłaś ostatnio wzrost zainteresowania ceramiką?

Wydaję mi się, że ceramika w ostatnim czasie stała się bardzo modna i chyba to słowo idealnie określa ten stan. Wynika to chyba z mocy social mediów, bo rolki, w których zarejestrowano proces twórczy ceramików wyświetlają się prawdopodobnie każdemu. Sporo osób zaczęło tworzyć i sprzedawać swoje prace. Czy jest to złe? Nie, fajnie, że ludzie sami chcą poznać trud tej pracy, ale nie wiem, czy to do końca bezpieczne. Z tym bezpieczeństwem chodzi mi oczywiście o brak znajomości podstawowych kryteriów przy wyborze gliny czy szkliwa. Samym naczyniem krzywdy nikomu nikt nie zrobi, ale niespożywczym szkliwem, czy niespieczoną gliną już tak. Jednak, kiedy ceramika tworzona jest w sposób bezpieczny dla odbiorcy, to super. Sztuka jest po to, by wychodzić z nią do ludzi i właśnie to uczyniła z ceramiką ta moda. Dała artystom pracę, powstało ogrom miejsc, w których prowadzone są warsztaty z lepienia i szkliwienia.

Według Ciebie rękodzielnictwo w Polsce ma się dobrze?

Na pewno lepiej niż kiedyś. Ludzie chyba zaczęli doceniać pracę innych i zrozumieli, że ten kubek za 150zł, to coś więcej niż sam przedmiot. Oczywiście zdarzają się jeszcze osoby mówiące, że w popularnych sklepach kubek można kupić za 25zł. Faktem jest to, że otwartość i zwiększony popyt na sztukę użytkową możemy zawdzięczać social mediom. Niektóre przedmioty stały się obiektem pożądania i ludzie z niecierpliwością czekają na nowe dropy. Jest to naprawdę świetne i mam nadzieję, że ta machina, która ruszyła i się rozpędziła, nigdy się nie zatrzyma.

Gdyby jedno z Twoich marzeń związanych z gliną mogło się spełnić, co by to było?

Dobre pytanie, bo w sumie to nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Myślę, że miałam jedno takie marzenie i było to posiadanie własnego pieca i wypracowanie sobie unikalnego stylu. Jak tak teraz myślę, to chyba obecnym marzeniem, a może punktem na liście marzeń jest stworzenie pracowni ze snów – dużej, z pięknym dziennym światłem i szeregiem regałów zapełnionych po brzegi moimi pracami.

archiwum prywatne Dominiki

Jak myślisz, dlaczego ludzie decydują się kupić akurat Twoją ceramikę?

Mam nadzieję, że powód jest jeden: sprawia im radość i przyjemność. Myślę, że ludzie w moich pracach widzą produkty, których nie znaleźli u innych twórców. W niektórych przypadkach może to być chęć posiadania czegoś unikatowego, bo spora część moich kolekcji tworzona jest dosłownie po kilka sztuk i więcej nie jest powtarzana. Cieszy mnie to bardzo, bo spełnionym marzeniem każdego twórcy jest chyba posłanie w świat swojego wytworu, by mógł zadowalać innych.

Czy chciałabyś na koniec przekazać coś jeszcze naszym Czytelniczkom i Czytelnikom?

Żyjcie chwilą i spełniajcie swoje marzenia. Może to banał, ale za to szczery. Nic nie umila życia tak, jak podążanie według własnych zasad, swoimi przetartymi szlakami.

archiwum prywatne Dominiki

Zapraszamy Was do odwiedzenia strony internetowej momoceramika.pl oraz Instagrama momo ceramika.

Zachęcamy także do przeczytania innych Rozmów.