Większość świata jest bezpieczna, jeśli wiemy, jak się po nim poruszać – wywiad z Janem Wojtkowskim

archiwum prywatne Jana

Pod koniec 2023 roku Jan porzucił swój dotychczasowy styl życia i zaczął spełniać marzenie o podróży z biletem w jedną stronę, która trwa do dziś. Jest zdania, że planowanie buduje oczekiwania, dlatego też zamiast wielkich przygotowań do wypraw, woli działać bardziej spontanicznie. Nie bookuje noclegów na cały wyjazd, szuka ich na miejscu, poddając się chwili i będąc otwartym na to, co się wydarzy. Jak sam przyznaje, odkrywa nowe zakątki świata poprzez spotkania oraz rozmowy z ludźmi. Oprócz tego jest również liderem wypraw. Czego można się spodziewać wybierając się w podróż z Jankiem, jakie podróżnicze mity obala, a także czy solowe wycieczki są dla wszystkich?

Zapowiedz siebie!

Bardzo trudno jest mi odpowiedzieć na pytanie, kim jestem. Wiem, że jestem Janek i pochodzę z Warszawy. Podróżuję po świecie, ale ani podróżnikiem, ani turystą bym siebie nie nazwał. Najbliżej byłoby mi do osoby podróżującej. Podróżuję sam, z ludźmi, jako influencer i lider wypraw. Jestem miksem wszystkiego, co podróż może przynieść człowiekowi.

Dlaczego nie nazwałbyś się podróżnikiem?

Podchodzę górnolotnie do tego słowa. Mam poczucie, że podróżnikami są osoby, które odkrywały nowe lądy, plemiona, ludzi. W dzisiejszych czasach trudno jest być kimś takim, bo większość miejsc została już odkryta – choć nie wszystkie. To nie zmienia faktu, że dla uproszczenia często nazywam się podróżnikiem, bo tak jest po prostu łatwiej innym to zrozumieć.

archiwum prywatne Jana

Jak długo jesteś już w podróży?

Zacząłem podróżować, gdy byłem bardzo mały. Oczywiście nie sam, tylko z rodziną. Moje zainteresowanie podróżami zaczęło się po liceum, na początku studiów. Potem wszystko się rozwijało. Nie było jednego konkretnego momentu, w którym pomyślałem: „Dobra, będę podróżował”. To po prostu się we mnie obudziło. Jeśli chodzi o obecną podróż – tę, w której rzuciłem pracę w korporacji i zacząłem spełniać marzenie o podróży w jedną stronę – to wszystko zaczęło się pod koniec grudnia 2023 roku.

Pamiętasz, gdzie odbyłeś swoją pierwszą podróż w życiu?

Musiałbym sięgnąć daleko w pamięci. Moje pierwsze podróże to pewnie były w okolice Warszawy. Mam dwa najważniejsze wspomnienia. Pierwsze – z babcią i moją starszą siostrą, kiedy budowałem szałasy gdzieś w leśnym domku. Nie mam zielonego pojęcia, gdzie to było, ale chyba zapytam kogoś, bo aż jestem ciekawy (śmiech).

Drugie wspomnienie to podróże z tatą w Tatry. I właśnie te górskie wyprawy w pewnym momencie sprawiły, że znienawidziłem chodzenie po górach. Miałem tego przesyt. Na szczęście teraz jest inaczej i uwielbiam góry, ale wtedy czułem, że jest ich w moim życiu za dużo. Myślę, że ta przerwa trwała nawet 10 lat. Teraz góry są integralną częścią mojego życia.

archiwum prywatne Jana

To właśnie te dwa wspomnienia są dla mnie najważniejsze. A kiedy to było? Już wiem! To był 1998 rok. Skąd to pamiętam? Bo podczas jednej z tych wypraw, kiedy budowaliśmy szałasy z babcią, oglądałem finał Mistrzostw Świata – Francja kontra Brazylia. Francja wygrała, a ja kibicowałem Brazylii i było mi strasznie przykro (śmiech).

Ojej! To smutne wspomnienie!

Trochę smutne, ale dzięki temu – z jakiegoś dziwnego powodu – ta wyprawa i te szałasy zapadły mi w pamięci. Wszyscy oglądaliśmy wtedy ten mecz, a na boisku grał Ronaldo. Nie wiem czemu akurat to pamiętam, ale tak było.

Wspomniałeś o rzuceniu etatu i wyruszeniu w podróż. Co sprawiło, że podjąłeś decyzję o takiej zmianie?

Bardzo często dostaję to pytanie i wszyscy doszukują się jednego, konkretnego momentu, w którym coś we mnie wybuchło. Jednak prawda jest taka, że u mnie takiego momentu nie było. To wszystko narastało stopniowo. To nie było tak, że pewnego dnia miałem ustawione spotkanie na 10:00 i nagle doszedłem do wniosku, że mam dość, muszę wyjechać. Podróżowanie rosło we mnie od czasów liceum. Odwiedzałem coraz to nowsze miejsca, miałem własne pieniądze. Później wyprowadziłem się do Mediolanu, żeby spróbować życia za granicą, a potem do Amsterdamu. Następnie zacząłem pracę jako lider wypraw.

archiwum prywatne Jana

Wydaje mi się, że to wszystko narastało jak fala. W pewnym momencie ta fala się załamała i uznałem, że to właśnie ten moment, aby spełnić swoje wielkie marzenie. Wiele osób mylnie zakłada, że to musiała być jakaś spontaniczna decyzja, ale absolutnie tak nie było. Chciałem to zrobić i czekałem na komfortowy moment. Tyle że ten moment nigdy nie nadszedł. W końcu zrozumiałem, że jeśli będę dalej czekać, mogę się go po prostu nigdy nie doczekać. Podjąłem decyzję, że spróbuję. A jeśli się nie uda, zawsze mogę wrócić do pracy w korporacji.

Jakie największe bariery blokują ludzi przed wyruszeniem w podróż?

Myślę, że jest ich naprawdę sporo. Po pierwsze – bezpieczeństwo. Ja jestem mężczyzną, więc wiadomo, że sytuacja kobiet może wyglądać inaczej. Z tej perspektywy nie chcę się wypowiadać. Dużo osób ma też bariery językowe albo uważa, że podróżowanie wiąże się z ogromnymi kosztami. Kolejny mit to przekonanie, że trzeba mieć świetne umiejętności planowania. Z mojej perspektywy wszystkie te rzeczy można odłożyć na dalszy plan.

archiwum prywatne Jana

Prawda jest taka, że większość świata jest bezpieczna, jeśli wiemy, jak się po nim poruszać, żeby uniknąć zagrożeń. Podróże wcale nie muszą być też drogie. Teraz jestem na Sri Lance, ale równie dobrze mógłbym być w Polsce. Gdybym został w Polsce, życie kosztowałoby mnie więcej niż tutaj.

Jeśli chodzi o przygotowania – ja już prawie w ogóle się nie przygotowuję do wypraw, bo zauważyłem, że planowanie buduje oczekiwania, a one często prowadzą do rozczarowań. Oczywiście czasem warto coś przeczytać, sprawdzić, czy potrzeba wizy, ale największy mit, który sam obaliłem, to przekonanie, że do podróży trzeba się jakoś szczególnie przygotowywać. Ja wolę odkrywać wszystko już na miejscu. Wiem, że mam ten przywilej, że mogę sobie na to pozwolić – mam na to czas, nie ograniczają mnie dwa tygodnie urlopu. Dzięki temu mogę podróżować w swoim tempie. Podróżowanie solo też daje mi tę przestrzeń, żeby poznawać miejsca bez pośpiechu.

Jakie rady mógłbyś dać osobom, które chciałyby pójść w Twoje ślady i spróbować podróży solo?

Przede wszystkim – podróżowanie solo nie jest dla każdego i nie ma sensu się do tego zmuszać. Jeśli ktoś pojedzie w samotną podróż i zobaczy, że to mu nie pasuje – to nic się nie dzieje. Nie każdy musi to lubić. To, że ja uwielbiam podróżować sam, jest bardzo indywidualną kwestią. Obalam mit, że każdy może to robić. Nie, nie każdemu to będzie odpowiadać.

archiwum prywatne Jana

Po drugie, jeśli ktoś chce sprawdzić, czy podróże solo są dla niego, niekoniecznie trzeba od razu rzucać się na głęboką wodę. Zamiast tego proponuję zacząć od czegoś prostszego – na przykład wyjść samemu do restauracji w swoim mieście. Sprawdzić, czy jedzenie w samotności jest komfortowe. Jeśli nie – być może podróże solo nie są najlepszym pomysłem. Jeśli jest w miarę okej – można stopniowo się z tym oswajać. Nie trzeba od razu lecieć do Japonii, Papui-Nowej Gwinei czy na drugi koniec świata. Lepiej zacząć od wyjazdu do innego miasta w Polsce, później do innego kraju w Europie. Tam można nauczyć się podstaw – jak znaleźć nocleg, jak działa transport, jak się śpi w hostelu. To daje bazę do dalszego podróżowania, na przykład do Azji.

Jeśli chodzi o pierwszy kierunek poza Europą, to poleciłbym Tajlandię – jest turystyczna, ale nie tak zorganizowana jak Europa. Według mnie, żeby czerpać radość z podróży do Azji, warto mieć już pewne doświadczenie. Bo jeśli ktoś jedzie i cały czas się stresuje – jak zabookować nocleg, jak się poruszać – to nie ma to sensu. Z czasem dochodzi się do momentu, w którym ja jestem teraz – nie muszę martwić się o nocleg na najbliższą noc, bo wiem, że sobie poradzę. Ale to lata doświadczeń – podróży solo, grupowych, wyjazdów z przyjaciółmi. I przede wszystkim – podróży po Europie, bo ja też od niej zacząłem.

Liczyłeś kiedyś kraje lub miasta, które udało Ci się odwiedzić?

Mniej więcej wiem, ile państw odwiedziłem – to będzie między 80 a 85. Natomiast nie lubię tej statystyki. Dlaczego? Bo moim celem nie jest odwiedzenie wszystkich krajów. Wiele osób podaje takie liczby i myśli, że to coś wyjątkowego. Dla mnie jednak to nie jest miarodajne z dwóch powodów.

Po pierwsze – można odwiedzić 50 państw w Afryce, spędzając cały czas na jednym kontynencie, i znać tylko tamtejszą kulturę. Czy to znaczy, że ktoś zobaczył ¼ świata? Nie, bo był tylko w jednej części globu. Po drugie – takie podejście sprowadza podróżowanie do liczb i rankingów, a przecież nie o to chodzi. Można spędzić w jednym kraju dwa, trzy miesiące, a nawet mieszkać tam dwa lata i naprawdę zrozumieć to miejsce, jego ludzi, kulturę. A można też przejechać 100 krajów, zostając w każdym po dwa dni, zobaczyć wieżę Eiffla w Paryżu – ale czy to oznacza, że się te miejsca poznało?

archiwum prywatne Jana

Nie neguję żadnego sposobu podróżowania, bo każdy ma prawo zwiedzać świat tak, jak chce. I to jest w tym piękne – że mamy wybór. Ale ta statystyka sugeruje, że im więcej krajów odwiedziłeś, tym więcej wiesz o świecie, a to dla mnie po prostu nie ma sensu.

Jednak nie da się ukryć, że trochę tego świata zobaczyłeś. Gdybyś miał wybrać jedno miejsce na świecie, gdzie chciałbyś żyć do końca życia, co by to było?

Nie ma opcji, żebym odpowiedział na to pytanie. Myślę, że każdy podróżnik powie to samo. Podróżujemy, aby odkrywać te miejsca. W samym szukaniu tych miejsc, jest ta droga. Ale gdyby ktoś naprawdę przystawił mi pistolet do głowy i zmusił do wyboru, to powiedziałbym, że tam, gdzie jest moja rodzina. I nie ma znaczenia, czy to Warszawa, Radom czy Bali. To ludzie są dla mnie najważniejsi, to z nimi najlepiej spędza mi się czas.

Podróżowanie pozwoliło Ci rozwiać mity, założenia na temat danego kraju?

Wiele jest takich mitów, gdzie generalnie dużo ludzi ma swoje założenia. Ostatnio myślałem o tym, że wskazałbym cały obszar krajów muzułmańskich. Z naszej perspektywy, z perspektywy mediów. Jak powiedziałem swojej rodzinie, że lecę do Iranu, myśleli, że wraz z przekroczeniem granicy będę trupem. A okazało się, że w Iranie, ze wszystkich krajów, które odwiedziłem, ci ludzie byli najukochańszymi ludźmi na świecie. Sama kultura muzułmańska, mówiąc ogólnie, jest najbardziej gościnna ze wszystkich, jakie poznałem do tej pory. Dla mnie więc mitem jest to, że te kraje są niebezpieczne. Oczywiście, zdarza się, że jak są konflikty zbrojne, to nikt nie będzie się pchał w takie miejsca. Jeśli jest konflikt zbrojny na wschodzie Ukrainy, to nikt tam nie będzie wybierał się w podróż. Mimo że to miejsce europejskie i mogłoby wydawać się bezpieczne. Myślę, że wielu podróżników, którzy odwiedzili te regiony, również wskazałoby te kraje.

Wspominałeś, że nie lubisz planować, bo plany mogą nie wypalić. Masz jakieś wpadki podróżnicze, o których chciałbyś opowiedzieć?

Ja bym tylko dopowiedział, że jeśli chodzi o te plany, to warto coś sobie zaplanować, ale trzeba być otwartym na to, że coś nie wyjdzie. Plany mogą zmieniać nie tylko wpadki, ale nawet spotkanie ciekawego człowieka w hotelu, z którym się polubicie i który zaproponuje Wam wyprawę. I w sumie mieliście być w innym miejscu, ale propozycja okazała się na tyle interesująca, że plany uległy zmianie.

archiwum prywatne Jana

Ja jestem dużym wrogiem tego, aby bookować sobie noclegi na cały przejazd. To bardzo szufladkuje nas i wskazuje gdzie i jak mamy spędzać czas w danym miejscu. Natomiast wpadek na pewno było dużo. Ja mam problem z takim pytaniem, bo nie postrzegam wpadek jako problemu, a jako okazję.

Jeśli miałbym wskazać jedno miejsce na świecie, gdzie plany nigdy się nie sprawdzają i prawdopodobnie nigdy nie będą, to byłaby to Papua-Nowa Gwinea. Sami Papuasi mawiają, że tam należy spodziewać się niespodziewanego. I rzeczywiście, wszystko może się zdarzyć. Każdy dzień przynosi coś nowego. Tu komuś spalono dom, tam planowałem wrócić do siebie na noc, ale policja zablokowała całe miasto i nie mogłem tego zrobić. Samolot nie przyleciał, bo zabrakło paliwa, albo pilot nie pojawił się, bo poszedł na imprezę. Lecąc tam, trzeba od razu zakładać, że coś pójdzie nie tak. Gdyby przypadkiem wszystko zadziałało zgodnie z planem, wtedy zacząłbym się zastanawiać, co tak naprawdę poszło nie tak.

Organizujesz też wycieczki grupowe. Na co powinna się przygotować osoba, która chciałaby wziąć udział w takiej wycieczce?

Jestem liderem Soliści Adventure Club od 5 lat. Poprowadziłem wiele wypraw. Jeśli ktoś miałby polecieć ze mną, to po pierwsze – nie powinien uczyć się całego planu wyprawy, bo ja lubię w nim zamieszać. Wiadomo, że wszystkie elementy, które mają być spełnione, będą spełnione. Natomiast lubię dodawać coś od siebie. Lubię znaleźć ciekawe, lokalne miejsca, które według wszystkich niekoniecznie pasują do takiego planu wyjazdu.

Jak wspominałem – podróżując sam, mam nieograniczony czas na zwiedzanie państw. Natomiast zdaję sobie sprawę z tego, że ludzie decydujący się na wyprawę ze mną mają ten czas ograniczony i chcą zobaczyć jak najwięcej. Więc jeśli ktoś zdecyduje się na wyprawę ze mną, to może mieć pewność, że nie zrealizujemy 100% planu, a 150%. Może to odbyć się kosztem snu czy odpoczynku.

archiwum prywatne Jana

Z doświadczenia wiem jednak, że na wyprawy, które organizuję, nie leci się po to, aby odpoczęło ciało, lecz aby odpoczęła głowa. Dlatego często słyszę, że podczas podróży działo się tyle, że uczestnicy mieli poczucie, jakby byli w tej podróży dwa tygodnie – bo nie są w stanie zapamiętać i ogarnąć, co się wydarzyło. Dlatego muszą oglądać zdjęcia (śmiech).

Mam taką zasadę, że oprócz tego, że się nie spóźniamy i nie marudzimy, wszystkie problemy zostawiamy na miejscu. Zapominamy o nich na dwa, trzy tygodnie, gdy jesteśmy na wyprawie. Zresztą nawet gdyby ktoś chciał o nich myśleć, to nie będzie mieć na to czasu, bo tyle będzie się działo.

Co w Twoim odczuciu jest największą wadą bycia w ciągłej podróży?

Największą wadą jest pakowanie się. To jest najbardziej uciążliwe podczas podróży. Mam taką śmieszną statystykę z zeszłego roku – zmieniałem miejsce, w którym spałem, co dwa, trzy dni. To oznacza, że średnio co dwa, trzy dni musiałem pakować swój plecak i wiedzieć, jakim środkiem transportu i gdzie się dostanę.

Znam bardzo dużo osób, które chciałyby podróżować w podobny sposób, ale w krótszym czasie i z mniejszą intensywnością. Zazwyczaj też, kiedy rozmawiamy z innymi podróżnikami, po dłuższym czasie w drodze – zazwyczaj są to trzy miesiące – dochodzi się do ściany. Pojawia się zmęczenie doświadczeniami, nowymi osobami, i podróżnicy potrzebują wrócić na miesiąc do domu, pobyć w jednym miejscu albo zatrzymać się na dłużej, tak jak ja robię to teraz. To jest potrzebne, aby oczyścić głowę – i to też bywa trudne.

archiwum prywatne Jana

Drugą kwestią są relacje. Ja na pewno mam problem z utrzymywaniem ich na odległość. W zeszłym roku w Polsce, łącznie przez 12 miesięcy, spędziłem tylko miesiąc. To sprawia, że z bliskimi ludźmi spotykam się znacznie rzadziej, co może być problematyczne.

Chciałbyś na koniec przekazać coś naszym Czytelniczkom i Czytelnikom?

Prowadzę książeczkę, która towarzyszy mi w podróży. Proszę ludzi napotkanych na swojej drodze, aby dali mi najlepszą radę, jaką kiedykolwiek usłyszeli. Ja też wpisałem tam swoją radę. Więc jeśli miałbym coś przekazać, to byłoby to: „Nie oczekuj zbyt wiele”. Nie chodzi o to, aby w ogóle nie mieć w życiu żadnych oczekiwań, ale o to, by podchodzić do świata z otwartą głową i nie szufladkować ludzi oraz momentów. W przeciwnym razie możemy zamknąć się na doświadczenia, które mogłyby okazać się dla nas niezwykłe.

archiwum prywatne Jana

Zachęcamy Was do odwiedzenia i obserwowania Janka na Instagramie.

Zapraszamy także do przeczytania innych Rozmów.