Dzbanki, wazony czy porcelanowe misy w starym designie, znanym niektórym z nas z czasów dzieciństwa. Andzia wyszukuje przedmioty codziennego użytku pochodzące z okresu PRL-u na pchlich targach, giełdach, a nawet… w wiatach śmietnikowych. Jak sama podkreśla, dzięki temu może nadać wielu porzuconym perełkom drugie życie. Co urzeka Andzię w rzeczach, które dla innych są tylko wspomnieniem?
Zapowiedz swoją kolekcję!
Cześć, jestem Andzia, natomiast w sieci zaczęłam funkcjonować jako mala_z_prlu. Moja przygoda z kolekcjonowaniem zaczęła się stosunkowo niedawno, ale pochłonęła mnie całkowicie. Swoją uwagę w zdecydowanej większości skupiam na dzbankach i wazonach i to ich w mojej kolekcji jest najwięcej. Dzbanki mają tę przewagę nad wazonami, że można zdecydowanie częściej wyciągnąć je na światło dzienne, podać w nich kawę czy herbatę i zwyczajnie nacieszyć nimi oko. Natomiast wazony, które posiadam niejednokrotnie stanowią ozdobę samą w sobie. Mają tak różnorodne kształty, że traktuje je jako rzeźby i ustawiam nawet bez kwiatów wewnątrz.
Co wchodzi w skład Twojej kolekcji?
Chciałabym powiedzieć, że są to tylko dzbanki i wazony, ale kolekcja klaruje się powoli. Sporą część stanowią misy porcelanowe, mleczniki, które zbiera moja mama i są częścią tak zwanego zbioru wspólnego. Uwielbiam talerze z Tułowic, ale konkretnie te z kwiatami. Mogłabym wymieniać i wymieniać…

Jak to się zaczęło?
Zaczęło się od jednego nikomu nieznanego wazonu, który moja mama przywiozła z pchlego targu. Trochę zaczęłam czytać, szukać i okazało się, że jest tego więcej. Zakochałam się tak bardzo, że aktualnie posiadam ponad 50 wazonów z tego okresu.


W jaki sposób ludzie reagują na Twoją kolekcję albo kiedy dowiadują się, że jesteś kolekcjonerką?
Zazwyczaj pozytywnie. Część jest w szoku, że w moim wieku zainteresowałam się tym okresem, inni są zaskoczeni, bo nie mieli styczności z takimi przedmiotami, a jeszcze inni uśmiechają się szczerze, bo moja kolekcja przywołuje w nich piękne wspomnienia z dzieciństwa. Tak naprawdę negatywne komentarze pojawiają się rzadko i dotyczą w szczególności faktu, że część swoich łupów wyciągam np. z kontenerów na śmieci.
W jaki sposób najczęściej te zbiory do Ciebie trafiają?
Większość kupuję na pchlich targach, giełdach czy sklepach charytatywnych. Zdarza się, że kupuje coś przez internet, ale zawsze niesie to ze sobą ryzyko, że przedmioty przyjdą potłuczone, co niestety już się zdarzyło. W okresie letnim uwielbiam łączyć spacery ze szperaniem w wiatach śmietnikowych. Znajdują się tam całe masy skarbów i udało się już ocalić od zapomnienia niejeden wazon czy talerzyk.

Które egzemplarze są Twoimi ulubionymi?
Mam jeden wazon, który na ten moment jest dla mnie najcenniejszy. Jest to fason, o którym nikt nigdy nie słyszał, nikt takiego nie widział, nikt nic o nim nie wie. Pomimo tego, że jest klejony, to na szczęście ma dobrze widoczną sygnaturę, dzięki czemu bez problemu mogłam przypisać go do odpowiedniego zakładu. Nie wiem jaka jest jego wartość, ale jest to perełka w mojej kolekcji.
Jaka jest najbardziej wyjątkowa historia związana z Twoją kolekcją?
No i tu mogłabym ponownie opisać historię z wyżej wymienionym wazonem, bo znalazłam go na platformie sprzedażowej za niewielkie pieniądze. Okazało się, że Pani sprzedająca to dosłownie moja sąsiadka, więc od chwili znalezienia go w internecie, do momentu trzymania go w rękach minęło może pół godzinki.

Innym razem miałam 15 minut do spotkania, więc wpadłam do wiaty śmietnikowej, zobaczyć czy czegoś fajnego nie znajdę. Znalazłam całą masę szkła z Huty Szkła Ząbkowice. Niestety był już w kontenerze, a z racji tego, że jestem niska, to wyciąganie tego było naprawdę trudne.
Była też taka sytuacja z grupą śmieciarkową. Ktoś dodał wpis, że przy wiacie stoi krzesło, takie jakiego szukałam. Wycieczka tam była ekspresowa! Okazało się, że po to samo krzesło jechała inna Pani, która spóźniła się dosłownie o minutę.

Zapraszamy Was do odwiedzenia Instagrama mala_z_prlu.
Zachęcamy do zobaczenia innych artykułów z cyklu Kolekcjonerzy.









Tutaj możesz zostawić komentarz: