Nie zawsze potrzeba krzyku, mocy i siły, aby dogłębnie poruszyć słuchacza. Vincent doskonale zdaje sobie sprawę, że najtrudniejsze emocje często rodzą się w ciszy, samotności i niedopowiedzeniach. Jego twórczość to osobista podróż przez mrok, zwątpienie i uwierające doświadczenia, które zamiast ukrywać, zamienia w sztukę. Jest artystą świadomie kroczącym własną drogą, z dala od schematów i oczekiwań. Każdy utwór staje się dla niego formą oczyszczenia, a dla słuchaczy zaproszeniem do konfrontacji ze sobą samym.
Gotowość do przekazywania muzyki światu
Istnieją różne rodzaje wrażliwości. Tę, którą prezentuje Vincent, można porównać do sepii na zdjęciach. Jest przygaszona, nostalgiczna i pełna ciepła, ale jednocześnie skrywa w sobie cień i historie, które czuć, mimo braku kontekstu twórcy. W jego muzyce smutek nie jest słabością, a samotność nie staje się przekleństwem, tylko motorem napędowym procesu twórczego. Słuchając odnosi się wrażenie, jakbyśmy spoglądali na to wszystko przez delikatny materiał firanki. Vincent bywa bowiem nagi w swoim przekazie, a jednocześnie nic tak naprawdę nie jest powiedziane wprost i pozostawia sporo miejsca do interpretacji. Wróćmy jednak na chwilę do początku jego drogi i pytania jak to wszystko się zaczęło?
Było to w 2019 roku, kiedy komponowałem swój pierwszy autorski utwór. Po prostu usiadłem do pianina i zacząłem szukać akordów, odpowiadających mojemu nastrojowi. W ten organiczny sposób szybko powstał pierwszy szkic. Czułem niesamowitą energię i pragnienie pokazania tej melodii innym. Odezwałem się do mojej znajomej, która zajmowała się tworzeniem muzyki dłużej i dobrze znała producenta – Macieja Milewskiego, który akurat poszukiwał nowych artystów do swojego wydawnictwa „Seagull Ross”. Dogadaliśmy się zarówno producencko, jak i wydawniczo i mój pierwszy singiel „Awakening” ukazał się kilka miesięcy później, na początku sierpnia 2019 r. Wtedy wszystko się zaczęło.
Vincent – pozorny spokój
Vincent przyznaje: mało mówię, ale dużo myślę, bardziej jestem typem słuchacza, niż gaduły. I chociaż sprawia wrażenie osoby spokojnej, skrytej, jego utwory są tego zupełnym przeciwieństwem. Wypełniają je słowa, które na co dzień nie są wypowiedziane, ciche oddechy i szepty, wprowadzające słuchacza w stan nieważkości. Muzyka bywa niekiedy wręcz psychodeliczna. Zamykając oczy, przenosimy się w miejsca pełne mrocznych zakątków. To emocjonalne ścieżki, które kiedyś przemierzaliśmy i były pełne światła, ale pewnego dnia, ktoś tę światłość zupełnie zgasił, a my na nowo szukamy włącznika.
Z Vincentem wręcz chce się porozmawiać o tym, co usłyszy się w jego singlach.
Całkiem niedawno dostałem wiadomość od słuchaczki, w której zawartych było wiele ciepłych, pokrzepiających słów i uświadomiłem sobie, że to co robię faktycznie ma sens. Byłem zaskoczony głębią odbioru mojej muzyki i zauważeniem pewnych charakterystycznych dla mojej twórczości niuansów brzmieniowych. To ciekawe, bo dostałem tę wiadomość wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebowałem, czyli w momencie zwątpienia.
Przemyślenia artysty, język jakim operuje i zestawienie tego z nietuzinkową produkcją, daje niezwykłe doświadczenia. Każdy utwór jest zupełnie inny, jednak pozostaje w lekko gorzkim, czasami mrocznym i ciemnym klimacie. Jest w tej muzyce coś z nocnej wędrówki. Pozornie spokojnej, a jednak pełnej zakamarków, do których zagląda się z pewną ostrożnością. Słowa nie są tu jedynie dodatkiem do melodii, ale budują osobną przestrzeń, gdzie można na chwilę się zatrzymać.
Magiczne przyciąganie
Oprócz samej muzyki dużą uwagę Vincent przywiązuje do kwestii wizualnych. Okładki singli, jak i teledyski mają nieco senny i hipnotyczny klimat. W połączeniu z oszczędną mimiką artysty stanowią niesamowicie intrygującą i wciągającą całość. Kiedy poczuł, że to, co robi, ma sens?
Myślę, że pierwszy występ na żywo. Poczułem wtedy to magiczne połączenie z publicznością, która jako żywa materia chłonie treści, które mam do przekazania. To było niesamowite uczucie i od tamtego momentu już wiem, że największa nagroda dla artysty to poczucie, że w tym momencie, „tu i teraz”, mogę coś im dać – swoje emocje, przemyślenia. Oni natomiast oddają coś mi – swoją uwagę i obecność. Następuje niesamowita wymiana energii.
Utwory Vincenta mają olbrzymią zdolność do zatrzymywania czasu. Nawiązują nieco do dawnego okresu polskiej muzyki, przywołując klimat tamtych brzmień, ale jednocześnie przepuszczają go przez współczesną wrażliwość. Są trochę jak melodia zasłyszana przed laty. Jest w nich coś znajomego, a zarazem trudnego do jednoznacznego uchwycenia. Sam artysta przyznaje:
W zasadzie każdy z moich utworów opowiada o moich emocjach i wszystkie były ważne, ale jeden szczególnie przeżywam najdotkliwiej. To piosenka „Sam” z mojej pierwszej długogrającej płyty „Stany”. Jest w niej dużo odniesień do trudnego okresu mojego życia, w którym czułem się bardzo samotny.
Samotność w ogóle wydaje się jednym z motywów przewodnich twórczości tego artysty. I chociaż bywa on przytłumiony, cichy i schowany gdzieś pomiędzy wersami, trudno go przeoczyć. Przenika kolejne utwory niczym cień, raz pozostając w tle, a innym razem wychodząc na pierwszy plan. Nie jest jednak wyłącznie ciężarem. Staje się niejako przestrzenią do obserwacji, namysłu i poszukiwań. A każdy kolejny element układanki zdaje się prowadzić do tego samego miejsca, czyli wnętrza artysty, który z samotności potrafi uczynić język własnej twórczości.
Zachęcamy do odwiedzenia kanału Vincenta na YouTube i Spotify oraz obserwowania jego muzycznych działań na Instagramie.
Zapraszamy również do zobaczenia innych artykułów z cyklu Poznaj Muzyków oraz posłuchania playlisty z utworami wszystkich Artystek i Artystów.









Tutaj możesz zostawić komentarz: