Maja Kleszcz wybiera „Nieklikalność” i przypomina, co naprawdę ma znaczenie

fot. materiały prasowe

W świecie, w którym niemal wszystko walczy o naszą uwagę, Maja Kleszcz proponuje coś zupełnie innego. „Nieklikalność” to jej pierwszy od ośmiu lat album wypełniony premierowym materiałem i bardzo osobista opowieść o tym, co pozostaje ważne, gdy ucichnie medialny zgiełk. Jest tu miejsce na bliskość, ciszę, miłość, naturę i drugiego człowieka.

Maja Kleszcz wybiera to, czego nie da się kliknąć

„Nieklikalność” to tytuł, który brzmi jak manifest w czasach, gdy niemal każda informacja, emocja i historia musi najpierw przyciągnąć wzrok, a dopiero później skłonić do refleksji. Maja Kleszcz proponuje odwrotną drogę. Zamiast kolejnego bodźca daje słuchaczowi zatrzymanie. Zamiast medialnego hałasu wybiera ciszę, a lęk podsycany przez codzienne wiadomości zamienia w poszukiwanie bezpieczeństwa. „Nieklikalność” jest pierwszym od ośmiu lat albumem artystki wypełnionym w całości nowymi utworami napisanymi specjalnie dla niej przez Wojtka Krzaka, z którym Maja Kleszcz tworzy parę od 25 lat. Ta wspólna historia jest wyczuwalna w charakterze płyty. Nie chodzi wyłącznie o muzyczne porozumienie, ale o szczególny rodzaj bliskości, który rodzi się z przeżywania codzienności razem. Artystka pojawia się tu jako dojrzała kobieta i świadoma przewodniczka po świecie własnych emocji. Nie potrzebuje niczego udowadniać ani dopasowywać się do tempa, które narzuca współczesność. Jej perspektywa jest spokojna, uważna i jednocześnie bardzo odważna. Bo potrzeba bliskości, spokoju czy zwyczajnego oparcia w drugim człowieku może dziś wydawać się czymś mało spektakularnym. Tymczasem właśnie w tych pozornie niewielkich rzeczach Maja odnajduje prawdziwą wartość. „Nieklikalność” nie jest ucieczką od rzeczywistości. To raczej próba przyjrzenia się jej z innej perspektywy i zadania pytania o to, co zostaje z człowieka, kiedy na chwilę odłoży telefon, wyłączy wiadomości i przestanie reagować na wszystkie bodźce płynące z zewnątrz. Zostają ludzie, których kochamy, codzienne gesty, natura, domowe rytuały, cisza i świadomość, że nie każda ważna rzecz musi być widoczna dla innych. Właśnie dlatego ten album może być szczególnie bliski tym, którzy czują zmęczenie ciągłym pośpiechem i potrzebują przypomnienia, że zwyczajne życie również może być piękne.

O miłości, która nie potrzebuje wielkich słów

Na „Nieklikalności” ważne miejsce zajmuje miłość, ale nie ta znana z idealnych obrazków i wielkich, efektownych deklaracji. Maja Kleszcz mówi o niej jako o czymś codziennym, czasem niedoskonałym, ale przez to prawdziwym. To miłość obecna w drobnych gestach, wspólnym milczeniu, poczuciu bezpieczeństwa i świadomości, że obok jest ktoś, na kim można się oprzeć. W tym ujęciu szczególnie wybrzmiewa utwór „Mam nadzieję”, w którym artystce towarzyszy Kortez. Spotkanie tych dwóch charakterystycznych głosów tworzy intymny dialog o bliskości i uczuciu, które nie potrzebuje nadmiaru słów. Jest w nim czułość, ale także prostota, dzięki której emocje nie wydają się wykreowane. Drugim wyjątkowym gościem na płycie jest Wojciech Waglewski. W „Zaproście mnie do ognia” pojawia się temat wymiany międzypokoleniowej, doświadczenia i wiedzy, które mogą przechodzić z jednego człowieka na drugiego. To spotkanie dwóch artystycznych światów staje się opowieścią o tym, że dojrzewanie nie oznacza zamykania się na nowe, lecz może być początkiem zupełnie innego rodzaju ciekawości. Maja Kleszcz na „Nieklikalności” patrzy na życie z perspektywy osoby, która zna już wartość czasu i wie, że nie wszystko musi wydarzyć się natychmiast. Album nie próbuje więc ścigać się z rzeczywistością. Pozwala jej płynąć własnym rytmem. Jest w nim także ważna myśl skierowana do tych, którzy czują się samotni. Codzienność nie musi przypominać idealnego obrazka, żeby była pełna. Mogą być w niej zmęczenie, bałagan, rozrzucone skarpetki, zwyczajne obowiązki i momenty zwątpienia, a mimo to może być w niej miłość. I właśnie ta zwyczajność wydaje się jednym z najpiękniejszych elementów całej płyty. Maja Kleszcz nie obiecuje świata bez lęku i problemów. Przypomina raczej, że można znaleźć własną przestrzeń spokoju, nawet kiedy wszystko wokół staje się coraz głośniejsze. „Nieklikalność” jest więc nie tylko tytułem albumu, ale także pewnym sposobem patrzenia na życie. Świadomym wyborem tego, co nie zawsze przyciąga uwagę, ale potrafi zostać z nami na znacznie dłużej.

Materiał prasowy od Independent Digital

Zapraszamy również do zobaczenia artykułów z cyklu Poznaj Muzyków.