Jeszcze niedawno muzyka ludowa była uważana za coś wstydliwego – wywiad z Karoliną Lizer

Kobiety występujące na scenie, ubrane są w długie białe suknie.
archiwum prywatne Karoliny

Karolina Lizer to Artystka, która doskonale wie, jak otworzyć serca odbiorców i odbiorczyń na niekoniecznie komercyjną muzykę. Jej twórczość oraz występy na scenie, nawiązują do tradycji i kultury słowiańskiej, a sama wokalistka nie kryje swojej fascynacji ludowością. W 2022 zdobyła wszystkie nagrody w konkursie Premier podczas 59. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, a utwór „Czysta woda” do dziś cieszy się olbrzymią sympatią słuchaczek i słuchaczy. Jak wspomina swoją muzyczną ścieżkę? Czy opolski tryumf wpłynął na rozwój jej kariery i jak kolaboracje zmieniają punkt patrzenia Artystki na własną muzykę?

Zapowiedz siebie!

Nazywam się Karolina Lizer. Jestem artystką, lubię zajmować się muzyką, pisać piosenki, komponować muzykę, grać na instrumentach, ale jestem też weterynarzem. Więc jestem artysto-weterynarzem.

Dlaczego zdecydowałaś się na tworzenie w takim nurcie muzycznym?

Mój nurt muzyczny to muzyka źródeł połączona z muzyką Orientu. Szczerze mówiąc, nie wiem, dlaczego się na to zdecydowałam – tak po prostu wyszło, bo zawsze w duszy mi tak grało. Lubię źródła i tradycje, zarówno polskie, jak i zagraniczne, które mnie fascynują. Podobnie jest z muzyką. Tego rodzaju muzyka jest rodzima, świadczy o historii i pochodzeniu różnych ludów. Moim zdaniem niesie w sobie coś więcej niż tylko dźwięki – opowiada historie, dzieje i przeżycia ludzi, dzięki którym powstała. Chyba dlatego wybrałam właśnie ten rodzaj muzyki, bo jest przepełniona duchowością.

Pamiętasz pierwszą historię, która zainspirowała Cię do napisania tekstu?

Pierwsze teksty pisałam w podstawówce, ale nie pamiętam, dlaczego to robiłam. Pamiętam tylko jeden – napisany dla mojej przyjaciółki na jej urodziny. Chciałam stworzyć dla niej coś wyjątkowego, więc napisałam piosenkę. Później większość tego, co pisałam, gdzieś przepadła i nikt nigdy tego nie zobaczył, z wyjątkiem tej jednej piosenki. Powodem było to, że bardzo wstydziłam się pokazywać swoją twórczość. Uwielbiałam śpiewać istniejące piosenki, ale swoje ukrywałam. Teraz nie mam już do nich dostępu – zaginęły gdzieś w otchłani dzieciństwa.

archiwum prywatne Karoliny

Kiedy moja mama obchodziła 50. urodziny, postanowiłam się przełamać i napisać piosenkę, którą wydam. To była pierwsza piosenka skomponowana i napisana przeze mnie. Nosi tytuł „Wracam do Ciebie”. Był to mój pierwszy akt odwagi, by pokazać coś stworzonego w pełni samodzielnie, a nie napisanego przez kogoś innego. Miałam wtedy 16 lub 17 lat – to było dawno, ale jednocześnie dość późno, bo byłam już nastolatką. Jednak ten krok okazał się przełomowy – zaczęłam pokazywać ludziom więcej swojej twórczości, choć niekoniecznie ją wydawałam.

Na mojej pierwszej płycie znalazły się tylko dwa moje teksty, bo wciąż miałam poczucie, że nie są wystarczająco dobre. Zawsze porównywałam się do klasyków polskiej piosenki – autorów o ogromnym kunszcie, takich jak Agnieszka Osiecka, Andrzej Młynarski czy Jonasz Kofta. Wydawało mi się, że moje utwory nie dorównują ich poziomowi. Z czasem nabrałam więcej odwagi i pomyślałam, że rozwój wymaga prób, a nawet oni na początku nie tworzyli arcydzieł. Na mojej drugiej płycie pojawiło się znacznie więcej moich tekstów i melodii. Mimo to nie rezygnuję ze współpracy ze znajomymi. Uważam, że skoro mam wokół siebie zdolnych przyjaciół, którzy chcą dla mnie pisać i komponować, warto z tego korzystać. Jeśli coś współgra z moją estetyką i tym, co chcę przekazywać, chętnie włączam to do swojego repertuaru.

Tworząc muzykę wchodzisz w kolaboracje z innymi osobami. Nie tylko w kwestii tekstu czy muzyki, ale również jak to miało miejsce w przypadku utworu „Białe koronki”z zespołem tanecznym. Lubisz takie kolaboracje? Uważasz, że pomagają Ci lepiej i pełniej coś przekazać?

Uwielbiam takie współprace, ponieważ im więcej osób zaangażowanych w proces twórczy i więcej środków wyrazu, tym, moim zdaniem, efekt jest ciekawszy. Współpraca z tancerzami z zespołu ZPiT POLTEX była dla mnie ogromnym szczęściem. Historia tej współpracy zaczęła się dawno temu, kiedy zostałam zaproszona do ich siedziby, aby zagrać z nimi cały koncert. Wtedy pokazali mi swoje nagranie z występu w Gruzji, gdzie podczas festiwalu zaprezentowali układ taneczny stworzony specjalnie do mojej piosenki. Powiedzieli mi, że chcieliby stworzyć choreografie do większej liczby moich utworów i zaproponowali wspólne stworzenie dużego, wyjątkowego show. Ostatecznie doszło do realizacji tego pomysłu. Jedna z tych choreografii pojawiła się w moim teledysku do utworu „Białe koronki”. Przy okazji koncertu, który odbył się ponad dwa lata temu, zobaczyłam ich układ z parasolkami wykonywany na scenie. Wtedy od razu wyobraziłam sobie obrazek, który później pojawił się w teledysku: tancerki w białych strojach, na zielonej trawie.

Marzyłam o tym, żeby to nagrać, aby nie przepadło w pamięci wyłącznie tych, którzy widzieli ten występ na żywo. Chciałam to uwiecznić, bo ta choreografia jest naprawdę piękna. Na szczęście udało się – teledysk został zrealizowany.

Uwielbiam wszelkie współprace, bo są niezwykle rozwijające. Zachęcają do zgłębiania zainteresowań innych osób lub zespołów, otwierają oczy na nowe perspektywy i umożliwiają użycie nowych środków wyrazu. Wzbogacają twórczość o dodatkowe kolory i emocje. To coś niesamowitego – gorąco polecam każdemu angażowanie się w takie projekty! (śmiech)

Przesłuchując Twoją twórczość od początku kariery, obserwuje się Twój niesamowity rozwój, także w kierunku nowoczesnych brzmień, czego przykładem jest „Sercoból”, wykonany we współpracy z innymi artystami. Czy fakt, że Twoja muzyka ewoluuje w różnych kierunkach, wynika z potrzeby, aby była ona jeszcze bardziej „Twoja”?

Kiedy nagrywałam swoją drugą płytę, byłam zaangażowana w projekt z dofinansowaniem, który narzucał mi konkretne terminy. To zmuszało mnie do pracy w określonych ramach czasowych, co miało swoje plusy i minusy. Od tamtej pory zagrałam mnóstwo koncertów. To pozwoliło mi lepiej zrozumieć, co naprawdę lubię, a co mniej mi odpowiada. Ostatnie lata dały mi szansę na głębsze poznanie samej siebie.

Dużym impulsem w tym procesie była kolaboracja przy projekcie „Sercoból”. Zostałam tam zaproszona, a moja rola polegała na stworzeniu melodii i tekstu. Elektroniczny klimat tej piosenki, choć w pewnym sensie narzucony, bardzo mnie zainspirował i wpłynął na to, co zaczyna teraz wybrzmiewać w mojej twórczości. Uwielbiam ludowe brzmienia i akustyczne instrumenty, ale zawsze brakowało mi w mojej muzyce odrobiny współczesności. Teraz chcę to zmienić i wprowadzić więcej nowoczesnych elementów, chociaż nie jest to łatwe – sama zauważyłam, że mam w sobie „starą duszę”, jak to określają inni.

Ta inspiracja sprawiła, że postanowiłam pójść o krok dalej i zapisałam się na kurs produkcji muzycznej. Planuję rozwijać się w tym kierunku, a nowe single będą stopniowo się pojawiać. Przykładem jest mój utwór stworzony z Marcinem Nierubcem i Marcinem Świderskim, z tekstem napisanym przez Jacka Cygana. Jestem z tego projektu bardzo zadowolona, choć nie oddaje on jeszcze w pełni nowoczesnego brzmienia, które chciałabym osiągnąć.

W przyszłości chciałabym tworzyć muzykę inspirowaną tradycją, ale wzbogaconą o nowoczesne, elektroniczne elementy. Marzy mi się, by elektronika nie zastępowała instrumentów akustycznych, ale subtelnie je uzupełniała i podkreślała ich brzmienie. Wiem jednak, że są brzmienia elektroniczne, których nie da się odtworzyć za pomocą instrumentów akustycznych, dlatego planuję eksperymentować i łączyć te dwa światy.

Jestem wielką fanką akustycznych instrumentów, a w moim zespole mam akordeonistę, który gra zarówno na akordeonie akustycznym, jak i elektrycznym. Dla mnie różnica między tymi dwoma instrumentami jest ogromna – elektryczny brzmieniowo nie daje tej samej autentyczności, którą tak bardzo cenię w muzyce akustycznej. Dlatego w mojej twórczości na pewno nie zrezygnuję z tej prawdziwości, ale jednocześnie chciałabym wprowadzić trochę szaleństwa i nowych rozwiązań. Mam nadzieję, że te eksperymenty będą ciekawe nie tylko dla mnie, ale również przypadną do gustu moim słuchaczom. Czas pokaże, jaki będzie odbiór!

Czy nauka produkcji oznacza, że w przyszłości chciałabyś być w pełni samodzielna, aby wszystko brzmiało dokładnie tak, jak sobie wymarzysz?

To na pewno! Chcę dążyć do samodzielności w tworzeniu muzyki, ale zdaję sobie sprawę, że to nie jest proste. Nie wiem, czy wystarczy mi umiejętności i talentu, bo wymaga to ogromnej pracy. Na razie planuję korzystać z pomocy doświadczonych producentów muzycznych. To konieczne, bo nie da się zrobić wszystkiego samodzielnie. Jeśli dużo czasu poświęcam na ćwiczenie śpiewu, to siłą rzeczy brakuje mi go na naukę produkcji muzyki.

Zapisanie się na kurs produkcji muzycznej to mój sposób na lepsze rozumienie tego procesu. Chcę być bardziej świadoma tego, co robię, i umieć wyrażać swoje oczekiwania wobec osób, z którymi współpracuję. Jeśli uda mi się osiągnąć poziom, na którym będę samowystarczalna, to świetnie – każdy artysta o tym marzy. Ale zdaję sobie sprawę, że życie może przynieść różne niespodzianki. Najważniejsze, że chciałabym mieć coraz większy wpływ na muzykę, którą tworzę.

Zaczęłam też sama pisać nuty, co jest dla mnie dużym krokiem naprzód. Do tej pory mówiłam muzykom, jak chciałabym, aby coś brzmiało, a oni zapisywali to w nutach – najczęściej robił to mój przyjaciel, akordeonista z zespołu. Teraz, pisząc nuty sama, mam większą kontrolę nad tym, co wykonują moi muzycy. Podobnie chcę podejść do produkcji muzyki. Nawet jeśli nie osiągnę pełnej biegłości w tej dziedzinie, to przynajmniej będę w stanie jasno przekazać swoje pomysły producentowi, z którym współpracuję. Ważne jest, żeby umieć wyrazić, co gra w głowie – bez tego trudno osiągnąć pożądany efekt.

Często zdarza się, że dwie osoby słyszą ten sam utwór zupełnie inaczej. Każda przetwarza go przez swoje doświadczenia i wyobrażenia. Dlatego, jeśli wiem, jak coś zrobić, mogę pokazać, o co mi chodzi, a potem poprosić o dopracowanie szczegółów. Taka wiedza z pewnością pomoże mi w pracy nad muzyką.

archiwum prywatne Karoliny

Marzę o tym, by kiedyś tworzyć wszystko samodzielnie, ale jednocześnie nie chcę rezygnować ze współpracy z innymi. Współpraca z ludźmi jest niezwykle inspirująca. Nawet jeśli mam konkretny pomysł, ktoś inny może go wzbogacić swoimi doświadczeniami i wizją. Często efektem jest coś, co wyróżnia się na tle moich wcześniejszych utworów. To pozwala uniknąć monotonii. Twórczość jednego artysty ma swój styl, ale z czasem, jeśli wszystkie utwory są podobne, może stać się przewidywalna i nudna. Dlatego doceniam różnorodność, jaką przynosi współpraca. Dzięki temu mogę rozwijać się jako artystka i wprowadzać do swojej muzyki nowe, świeże elementy.

Ostatnio też ludowość jest bardziej obecna na rynku muzycznym… Co według Ciebie powoduje, że ludzie chcą wracać do takich brzmień i historii?

Według mnie w Polsce jest to kwestia związana z dzieciństwem. Nawet ja, kiedy byłam mała, gdzieś w tle słyszałam te ludowe piosenki. Wydaje mi się, że bliskie są nam rzeczy, które w dzieciństwie kojarzyły się z czymś miłym, i często chcemy do nich wracać. To budzi w nas pozytywne uczucia. Jeszcze niedawno, mimo tych ciepłych emocji, muzyka ludowa była uważana za coś wstydliwego. Sama tego doświadczyłam, kiedy startowałam na Eurowizję. Moja propozycja spotkała się z wieloma pozytywnymi komentarzami, ale było też sporo głosów typu: „wracaj na swoją wiochę” i tym podobnych. Nie wiem dlaczego, ale ludzie traktowali kulturę wsi nie jako cenne źródło naszej tradycji, czegoś, co buduje naszą tożsamość narodową, lecz jako powód do wstydu. Na szczęście ten sposób myślenia odchodzi teraz w przeszłość.

Jest szansa, że jeszcze raz spróbujesz swoich sił na Eurowizji?

Myślę, że tak, choć muszę przyznać, że kiedy startowałam do tego konkursu, było to dla mnie ogromne wyzwanie. W tamtym czasie obiecałam sobie, że nigdy więcej, bo presja była przytłaczająca. Nawet będąc tylko na polskich preselekcjach, nagle miałam poczucie, że cały świat zaczął się mną interesować. W moim przypadku jako osoby zupełnie nieznanej pojawiły się wiadomości i komentarze od ludzi z różnych krajów. Było w tym dużo wsparcia, ale także fala hejtu, z którą trudno było sobie poradzić.

Od tamtej pory zaczęłam bardziej interesować się Eurowizją i zauważyłam, że hejt jest tam niestety wszechobecny, niezależnie od tego, kim jesteś jako artysta. To wymaga naprawdę silnej psychiki, żeby się z tym zmierzyć i nie pozwolić, by wpłynęło to na własną wartość. Dziś czuję, że jestem bardziej odporna. Od tamtego czasu wiele się w moim życiu wydarzyło, zdobyłam różne doświadczenia, które mnie wzmocniły. Mimo wszystko muszę przyznać, że sam konkurs trochę mnie przeraża. Jestem osobą wierzącą i uduchowioną, a niektóre występy są dla mnie zbyt kontrowersyjne. Dodatkowo mam wrażenie, że Eurowizja idzie w stronę „im dziwniej, tym lepiej” lub „im bardziej strasznie i okultystycznie, tym lepiej”. To nie jest coś, z czym się utożsamiam.

Konkurs ma jednak swoją legendę, historię i zasięg – chociażby dzięki takim artystom jak Edyta Górniak. To wszystko sprawia, że jest pokusa, by spróbować raz jeszcze. Myślę, że mogłabym wnieść do Eurowizji coś świeżego i naturalnego, pokazując ją z innej strony.

archiwum prywatne Karoliny

Brałaś również udział w Debiutach i Premierach w Opolu, gdzie zostałaś doceniona. Jak zareagowałaś na taki sukces?

Tak, to dla mnie bardzo duże wyróżnienie, choć nie obyło się bez zarzutów typu: „Skąd ona się tam wzięła, przecież nie jest znana”. W Polsce wielu fantastycznych artystów nie jest „telewizyjnych” – nie pojawiają się regularnie na ekranach ani na bilbordach. To jednak nie oznacza, że nie mają za sobą wielu lat pracy, nauki i poświęcenia. Często słyszę komentarze w stylu: „O, wyszła na scenę, zaśpiewała i wszystko ma”. A tak to nie wygląda.

Zaczęłam śpiewać na scenie, mając 5 lat. Kiedy wygrałam w Opolu, miałam 25 lat – to było 20 lat ciężkiej pracy. Moim zdaniem to naprawdę długo, żeby zapracować na taką nagrodę. Wygrana była dla mnie ogromnym zaskoczeniem, ale i ogromną radością. Dzięki temu sukcesowi oraz występowi na Eurowizji ludzie w Polsce dowiedzieli się, że istnieję. To pozwoliło mi rozwijać się szybciej, niż mogłabym sobie wymarzyć.

Jestem przekonana, że bez tego wyróżnienia moja druga płyta nie powstałaby tak szybko, jak powstała. Nie miałabym możliwości zbudowania tak dużego zespołu – obecnie liczy on osiem osób, a czasem nawet jedenaście, w zależności od potrzeb. Dlatego jestem ogromnie wdzięczna za to, że te 20 lat wysiłku i wytrwałości zostało zauważone i docenione.

A czy uważasz, że zwycięstwo lub nawet sam udział w Opolu, ma w ogóle przełożenie na realną pomoc w rozwoju drogi artysty? Czy jesteś unikatem dostrzeżonym na opolskiej scenie?

Występ na Debiutach w Opolu był niesamowitym przeżyciem, ale szczerze mówiąc, nie wniosło to zbyt wiele do mojego rozwoju. Co prawda, nie zdobyłam tam nagrody, ale poznałam kilka osób i nawiązałam znajomości, które w przyszłości okazały się przydatne. Jednak sam ten występ nie dał mi „kopa” do przodu.

Premiery to już zupełnie inna historia. Ten występ bardzo dużo zmienił, bo do tej pory wiele osób go pamięta. W moim zawodzie, jeśli ktoś stara się o koncert, to organizator, który ma zapłacić za występ, wybiera artystów znanych lub pasujących do charakteru wydarzenia. To wcale nie jest takie proste zdobyć pracę w tej branży. Dzięki Premierom ludzie wiedzą, kim jestem, i do dziś, mimo że minęły już dwa lata, nadal dzwonią z zaproszeniami, bo widzieli mnie właśnie w tym konkursie. Dla mnie udział w Premierach bardzo dużo zmienił i miał ogromny wpływ na mój rozwój.

Nie wiem jednak, jak wygląda to w przypadku innych artystów, bo często słyszę, że mój występ był wyjątkowy. Rzeczywiście, zanim się tam pojawiłam, zauważyłam, że większość piosenek to były utwory popowe, radiowe, wykonywane przez artystów o znanych nazwiskach. W roku, w którym występowałam, wśród tych popowych piosenek moja była jedyną, która wyraźnie się różniła, nie była typowo popowa. Dodatkowo zdobyłam aż trzy nagrody, co sprawiło, że cała uwaga skupiła się na mnie. W takiej sytuacji trudno było mnie przeoczyć – mój występ przyciągnął uwagę.

To prawda! Twój występ w Opolu wyróżnił się nie tylko pod względem piosenki, ale również show jakie zrobiłaś na scenie.

Bardzo się cieszę, że to zauważyłyście! Ja uwielbiam reżyserować swoje występy. Dużo osób myśli, że gdy się idzie do TV, to ktoś to za Ciebie zrobi. Nie! Jeśli chcesz, aby coś się na tej scenie zadziało, to trzeba samemu na to wpłynąć i wszystko wymyślić. Ja osobiście uwielbiam robić show. Staram się go ciekawie wyreżyserować, wymyślać stroje. Te na ważniejsze występy są szyte pod mój projekt indywidualnie. Staram się, żeby to wszystko było przemyślane. Myślę, że zawsze efekt jest większy, gdy wszystko jest przemyślane w każdym calu – strój, choreografia itd., niż gdy się tylko wyjdzie i zaśpiewa.

archiwum prywatne Karoliny

Jakie są Twoje marzenia muzyczne?

Na pewno chciałabym dotrzeć z moją muzyką szerzej, może nawet za granicę. Moim wielkim marzeniem jest stworzenie ogromnego, stadionowego show – z efektami specjalnymi, ogniami i różnymi atrakcjami. Chciałabym dojść do momentu w swojej karierze, w którym mogłabym sobie na coś takiego pozwolić. Marzy mi się nawet dosłowne „pofrunięcie” na stadionie. Już wcześniej myślałam o tym, zanim zobaczyłam, że Sanah to zrobiła. Niestety, wciąż nie mam środków na takie przedsięwzięcie, ale wierzę, że kiedyś to się wydarzy.

Mam też bardziej osobiste marzenie – chciałabym wyjść na scenę i grać samej sobie. Obecnie jednak mierzę się z ograniczeniami w swojej psychice. Mój perfekcjonizm i jakiś wewnętrzny wstyd sprawiają, że trudno mi się przełamać. Jestem pianistką i klawesynistką po szkole muzycznej i do dziś pamiętam egzaminy, na których trzęsły mi się ręce, pociły dłonie, a palce ślizgały się po klawiszach. Myślę, że te doświadczenia budują we mnie opór przed graniem na scenie, nie tylko śpiewaniem czy występowaniem z innymi efektami. Chciałabym kiedyś usiąść przy fortepianie i zagrać sama dla siebie. Pracuję nad tym i coraz więcej ćwiczę, żeby się w końcu przełamać.

Marzę również o stworzeniu kolejnej płyty, na której w pełni zrealizuję swoje elektroniczne pomysły. Moim celem jest też przeniesienie tej elektroniki na scenę. Jest to jednak spore wyzwanie, bo moja głowa w kwestii komputerów i technologii, jest dosyć oporna, ale mam nadzieję, że z czasem się na tyle otworzy, że uda mi się to wszystko opanować i wprowadzić do moich koncertów.

Trzymamy kciuki za stadion i na pewno kupimy bilety, aby zobaczyć jak latasz! A czy na koniec chciałabyś coś przekazać naszym Czytelnikom i Czytelniczkom?

Na pewno chciałabym zachęcić Was do tego, żebyście czytali i mocno wspierali dziewczyny z Zapowiedz, aby mogły się rozwijać. Chciałabym też zachęcić wszystkich Czytelników do otwierania się na piękno.

Zachęcamy Was do odwiedzenia Facebooka, Instagrama i Spotify Karoliny.

Zobacz także inne Rozmowy oraz artykuły z cyklu Poznaj Muzyków.