Postrzegałam swoją historię jako bardzo silną derealizację – wywiad z Wiktorią Zwolińską

materiały promocyjne

Tajemniczość, brzemię osobistej historii i niesamowita determinacja. Wiktoria Zwolińska jest wokalistką młodego pokolenia, której historia może stać się nie tyle motywacją, co przestrogą przed schematycznością życia. Na swojej debiutanckiej płycie mierzy się z brutalną rzeczywistością, robiąc to w sposób przystępny. Tak, aby każdy w tej historii, mógł odnaleźć swoją własną, niekoniecznie z podobnym scenariuszem. „Przebłyski” to opowieść o tym, że nie wszystkie wspomnienia muszą być dobre, ale z pewnością wszystkie są dla nas budujące. Jednak czy ta płyta jest tylko o bólu? Co tak naprawdę kryje się za kobiecym manifestem „Nie płacz, dziewczyno” i dlaczego w Wiktorii zrodził się mechanizm obronny przed odczuwaniem intensywnych emocji?

Zapowiedz siebie!

Nazywam się Wiktoria Zwolińska. Śpiewam, komponuję i piszę piosenki. W maju tego roku, wydałam swoją debiutancką płytę pt. „Przebłyski”.

O albumie „Przebłyski” mówisz, że w końcu postawiłaś na teksty autobiograficzne. Co do tego doprowadziło?

Wydaje mi się, że to był taki bodziec, w którym doświadczyłam bardzo dużo i bardzo silnych emocji. W tamtym momencie stwierdziłam, że już tyle brałam na swoje barki i tyle kości złamałam, w przenośni i dosłownie, że już nie chcę dodatkowo naginać swojego kręgosłupa. Z tego względu mocno postawiłam na swoje i na jedną kartę.

A nie uważasz, że to w dzisiejszych czasach jest bardzo odważne?

Myślę, że pod pewnymi względami tak. Ogólnie zdecydowanie widzę, że prawda zawsze się broni. Tak samo szczerość. Osoby, które są najbardziej autentyczne, są najczęściej doceniane. Aczkolwiek, gdy mówi się głośno o jakichś traumatycznych historiach, to bardzo często w dzisiejszych czasach jest to w pewien sposób nieprzychylnie komentowane. Ja sama miałam takie myślenie i nastawienie, które wzięło się ze wszystkich programów typu talent show – że jeśli człowiek ma historię, a co za tym idzie, tworzona była sensacja wokół tej osoby, to zawsze zachodziła ona dalej i osiągała większy sukces w dalszej części programu. Nawet gdybym rozmawiała ze sobą sprzed trzech lat i powiedziała o tym, co się wydarzyło, jaką płytę napisałam i w jaki sposób o niej opowiadam, przedstawiając swoją historię, to bym siebie wyśmiała. Powiedziałabym, że na pewno tak nie zrobię, bo to kompletnie nie jest w moim stylu. Ale stwierdziłam, że niektórzy ludzie i tak mogą nie uwierzyć, że to wszystko wydarzyło się w bardzo krótkim czasie i że właśnie mnie się to przytrafiło. Po prostu, przez to, jakie to jest niepowtarzalne, jakieś takie tragiczne, chcę o tym mówić głośno, bo takie sytuacje i historie się zdarzają. A takie osoby jak ja istnieją.

Twoja płyta to opowieść, która zaczyna się pewnego dnia w taksówce, a kończy wręcz dramatycznie, niemym krzykiem w utworze „Przebłyski”. Co Tobie, jako Artystce, dało to wydawnictwo? Czujesz, że było Ci to potrzebne?

Zdecydowanie! Ja pisałam te wszystkie teksty i piosenki głównie dla samej siebie na początku. To była moja próba konfrontacji z tymi wszystkimi silnymi emocjami, z przebłyskami wspomnień, które do mnie powracały. To również pomogło mi w odpuszczeniu tych negatywnych emocji. Fajnie powiedziałaś, że historia zaczyna się w taksówce, a kończy krzykiem – i rzeczywiście kończy się takim przebudzeniem ze snu, bo ja tę swoją historię właśnie tak postrzegałam. Jako bardzo silną derealizację. Nie docierało do mnie to, co się wokół mnie dzieje. Zdecydowanie więc ta opowieść pozwoliła mi to wszystko urzeczywistnić. Zrozumieć, że to nie był tylko sen, ale jawa. To dało mi też poczucie, jaką silną osobą jestem.

materiały promocyjne

Historia opisana na płycie jest o tyle wyjątkowa, że mimo wielu złych doświadczeń, znajdziemy na niej dużo ciepła. Wspominasz o swojej sympatii, ale jest też manifest kobiet w piosence „Nie płacz dziewczyno, nie płacz”. Jak to się stało, że na „Przebłyskach” znalazł się też taki utwór?

W tym utworze pojawił się temat, który już dawno chciałam poruszyć. Ja jestem totalnie dziewczyńską dziewczyną. Uwielbiam dziewczyny, kocham dziewczyny. I po prostu już od jakiegoś czasu chciałam poruszyć ten temat, a tak się złożyło, że w moim życiu pojawiła się Livka, która miała podobne doświadczenia związane z tym tematem. Wymieniałyśmy się wspólnymi przeżyciami i powiedziałam jej, że napisałam fragment takiego utworu – i że fajnie by było, gdybyśmy razem go dokończyły. I tak się stało! Uwielbiam ten numer! Bardzo się cieszę, że powstał z moją najlepszą przyjaciółką – tą dziewczyną, przy której mogę płakać. To jest superpiękne.

Jak wiele razy słyszałaś, że kobieta nie powinna mówić o pewnych rzeczach? Co na ten temat sądzisz dzisiaj?

Myślę, że u mnie problemem nie jest samo bycie kobietą, ale bycie młodą kobietą. To było bardzo często nasilone i ze sobą łączone. Mówiono mi, że powinnam być dojrzalsza, silniejsza, zachowywać się inaczej, ale do końca nie wiem tak naprawdę, w jaki sposób. Powinnam też negować to, co czuję, żeby mnie to mijało i żebym nie przeżywała wszystkiego, czego doświadczam. Żebym próbowała nie pamiętać. To było o tyle krzywdzące dla mnie, młodej dziewczyny, że zbudowało we mnie bardzo silny mechanizm obronny przed odczuwaniem intensywnych emocji. Zaczęłam mieć problemy ze stanami lękowymi. Pojawiły się ataki paniki, gdy zaczynałam odczuwać silniejsze emocje. Tym bardziej było to odczuwalne w momencie, gdy zderzyłam się z naprawdę dosyć brutalną rzeczywistością. Powtarzałam sobie, że muszę być silna, że przetrwam to, a życie jest super. Aż do momentu, kiedy po prostu poczułam w ciele, że emocje potrzebują się wydostać. I pomimo tego, że w „Nie płacz, dziewczyno” śpiewamy z Livką, aby nie płakać, to tak naprawdę chodzi nam o to, aby płakać. I to jest ten manifest.

„Przebłyski” odwołują się do migawek wspomnień. Czy dziś, emocje na tej płycie, są już dla Ciebie lżejsze?

Ta płyta jest podzielona trochę na dwie części. Pierwsza część została już zamknięta i odpuszczona. Aczkolwiek druga zaczęła się rozwijać w moim życiu prywatnym. Mówię tu o wątku miłosnym. Myślę, że dziś, gdy słucham tych utworów czy przygotowuję się do koncertów, czuję, że nabierają one zupełnie innego kontekstu. Śpiewam je z zupełnie inną myślą, niż miałam, gdy je pisałam. Po części te utwory będą się dalej rozwijać, bo ja rozwijam się razem z nimi.

materiały promocyjne

Czyli kolejne płyty lub wydawnictwa, będą dalszym ciągiem filmu, który zaczęliśmy oglądać na „Przebłyskach”?

Dokładnie tak. Tworzy się bardzo fajny serial. (śmiech)

Jakie emocje towarzyszyły Ci podczas wypuszczania tej płyty na świat? Nie obawiałaś się reakcji słuchaczy?

Zanim ta płyta została wydana, a nawet zanim zapadła decyzja o jej wydaniu, przez rok walczyłam, żeby udowodnić „wyższym ludziom” odpowiedzialnym za moje wydawnictwo, że naprawdę warto opowiedzieć tę historię i że ten materiał jest świetny. Dziś jestem bardzo wdzięczna, że mi zaufali. W momencie, gdy byłam całkowicie pewna, że chcę ją wydać i opowiedzieć o niej w taki sposób, byłam w stu procentach przekonana, że powinna ujrzeć światło dzienne. Natomiast w dniu, w którym to się stało – gdy płyta została wydana – poczułam ulgę. Ulgę, że ten temat jest już za mną, a te historie oraz emocje z nimi związane zostały odpuszczone. I teraz mogę iść dalej, funkcjonować zupełnie inaczej, zdobywać nowe doświadczenia, nowe historie.

W wywiadach przyznajesz, że utwór „jesteś głupi” opowiada o osobie, z którą łączyła Cię relacja romantyczna i która pomogła Ci przetrwać tamten czas. Jak dziś patrzysz na miłość i czym ona dla Ciebie jest?

Miłość jest dla mnie poczuciem spokoju i bezpieczeństwa. Można to uczucie znajdować w różnych przestrzeniach – nie tylko w drugiej osobie. Wiele pięknych rzeczy może być „głupich”. To właśnie zauważyłam i tego się dalej uczę, oswajając się z tą myślą. Mam wrażenie, że to jest trochę ograniczające, gdy ma się jedną wielką miłość do jednej osoby. A tak naprawdę miłość nie jest jedną określoną emocją. To się po prostu czuje. Można czuć miłość do kogoś, w danym momencie, w danej sytuacji, do rzeczy. Uważam to za coś superpięknego. I przede wszystkim – można czuć miłość do samej siebie i do wspomnień.

A do czego Ty ostatnio poczułaś miłość? Taką poza ludzką?

Właśnie ostatnio oswajam się bardziej z myślą, że mogę pokochać neutralność i mogę pokochać spokój.

Co ta płyta, według Ciebie, może zmienić w słuchaczu?

Nigdy o tym nie myślałam. Raczej pisałam tę płytę z myślą o przedstawieniu siebie. Chciałam pokazać ludziom: „to jestem ja!”. Uważam jednak, że pojawia się tam tyle fajnych wątków, które mogą otulić drugiego człowieka w danym momencie. Każdy znajdzie coś dla siebie i podda się autorefleksji. Ta płyta może nie tyle coś zmienić, co pomóc w przetrwaniu pewnych sytuacji. To album dla osób potrzebujących konfrontacji z emocjami, które mogą być dosyć trudne. Wśród nich pojawia się między innymi bezradność. To bardzo specyficzna emocja – ludzie często nie wiedzą, jak sobie z nią poradzić. I ta płyta może w tym pomóc – może pomóc poradzić sobie z bezradnością we własnym życiu.

Jaka dziś jest Wiktoria Zwolińska?

Dzisiaj Wiktoria Zwolińska szuka siebie w nowej rzeczywistości. Na pewno jest zmęczona wielkimi emocjami. Tak jak mówiłam o tej neutralności i spokoju, to uczę się w tym funkcjonować. Jak człowiek był przyzwyczajony kilka lat, że cały czas się coś działo i pojawiały się jakieś negatywne czy megapozytywne emocje, to ciało zostało już nimi przemęczone. Teraz Wiktoria uczy się żyć spokojnie.

Chciałabyś na koniec przekazać coś naszym Czytelniczkom i Czytelnikom?

Pozwalajcie sobie na odczuwanie emocji. Na płakanie, na śmianie się. To nie jest żaden wstyd.

Zachęcamy Was serdecznie do wysłuchania albumu „Przebłyski”, a także do śledzenia Wiktorii na Facebooku i Instagramie.

Zobacz także inne Rozmowy oraz artykuły z cyklu Poznaj Muzyków.