Czy da się dziś zrobić muzykę będącą połączeniem różnych gatunków, na pierwszy rzut oka, skrajnie od siebie różnych, a jednak tworzących spójną całość? Mr Lonely to zespół, na który rynek muzyczny czekał długo. Niesie ze sobą świeżość, radość, a wszystko to splecione z nietuzinkowym poczuciem humoru, lekkością i nie zawsze łatwą codziennością.
Kiedy życie zwolniło, zrodziła się muzyka
Życie się zmienia i czasem niespodziewanie pojawia się więcej przestrzeni i czasu. Choć może to bywać niekomfortowe, często daje również nowe możliwości i otwiera głowę na zmiany. Andrzej Sendur, jeden z liderów grupy, właśnie wtedy zrobił krok w kierunku tworzenia koncepcji Mr Lonely. Jak sam wspomina:
Dla mnie takim momentem, w którym zbliżyłem się do koncepcji „na serio” był 2022 rok, kiedy pozmieniało się trochę w moim życiu, zwolniły się pewne zobowiązania zawodowe, i w tę przestrzeń wkroczyła na powrót pasja muzyczna, która poprowadziła mnie prosto do Mannheim w Niemczech, gdzie Kuba czekał w studio – wróciliśmy do dawnych pomysłów muzycznych i tam właściwie narodził się projekt Mr Lonely.
Drugi lider – Jakub Kulawik – o swoich poważnych początkach związanych z muzyką myśli nieco inaczej:
Muzyką „na serio” zajmuję się chyba od czasu studiów muzyki dawnej w Krakowie – a przynajmniej tak lubię o tym myśleć. Moment, w którym nasz projekt nabrał prawdziwej wagi, przyszedł wtedy, gdy ostatecznie ukształtował się skład zespołu. Pomyślałem wtedy, że mając taką załogę, nie mogę już traktować tego jako zwykłej zabawy. Choć w szerszym sensie – to chyba nigdy nie przestanie być zabawą.
Artyści uzupełniają się, a ich głosy przenikają tworząc harmonijną, pełną emocji całość, która przyciąga uwagę od pierwszych dźwięków. Słychać również doskonałe porozumienie nie tylko w muzyce, ale też poza nią, co znajduje odzwierciedlenie w zespołowym charakterze projektu. Mr Lonely obok Andrzeja i Kuby, tworzą również Jerzy Kulawik, Krzysztof Myson oraz Bartłomiej Dybel.
Chłopcy od zadań specjalnych
Kuba o Mr Lonely mówi, że są jak: „Kowboje, którzy zamiast koni musieli wybrać koncertowy tour-bus”. Andrzej natomiast użył nieco subtelniejszego i romantycznego porównania, przyznając, że zespół to trochę taki „Dave Matthews na randce z Sade w lokalu prowadzonym przez chłopaków z Black Keys”.
Niezwykle ciekawe jest patrzenie na to, jak w jednym zespole mogą spotkać się tak różne muzyczne wrażliwości, inspiracje i temperamenty, a mimo to stworzyć spójną, autentyczną opowieść dźwiękową. Mr Lonely zdaje się funkcjonować właśnie na styku tych światów. W ich muzyce usłyszymy zarówno potrzebę opowiadania historii, jak i chęć budowania atmosfery, w której możemy na chwilę się zatrzymać. To połączenie sprawia, że każdy utwór brzmi trochę jak kolejny przystanek w podróży. I czasem jest on spokojny, refleksyjny, a innym razem pulsujący rytmem, dobrą zabawą i ukrytymi żartami. Właśnie ta niejednoznaczność i mieszanie inspiracji sprawia, że Mr Lonely trudno jednoznacznie zaszufladkować, a obserwowanie, jak te wpływy przenikają się w ich twórczości jest szczególnie fascynujące.
Powrót do przydymionych klubów lat 80.
Patrząc na ogień w ich oczach i doceniając poszczególne elementy twórczości, łatwo puścić wodze wyobraźni i zacząć się zastanawiać, jakie niespodzianki mogą kryć się w archiwach zespołu Mr Lonely. Sami artyści mówią o nich z pewnym rozbawieniem, potwierdzając, że późne pory nagrań mogą przynieść ciekawy materiał muzyczny na przyszłość:
Myślę, że pierwotne nagrania partii wokalnych do „Suzie”, które zarejestrowałem późną porą, będąc już bardzo zmęczony, a które odkryliśmy znacznie później, stanowią anegdotyczny artefakt, który niezmiennie mnie bawi. Po mojej śmierci taśmy ukażą się szerszej publiczności – przyznaje Kuba, a Andrzej obiecuje: Jeśli przeżyję Kubę, postaram się w takim razie opublikować je z należytą świętością, bo faktycznie na to zasłużyły.
Klip do „Suzie” jest retrospekcją. Mr Lonely nie tylko utworami, ale i sesjami live przywołuje na myśl lata 70., 80., czyli epokę analogowego brzmienia, przydymionych klubów i muzyki, która była bardziej wirtuozerią niż zaplanowaną produkcją. To nie jest jednak prosta stylizacja czy odtwórstwo, lecz raczej świadome nawiązanie do ducha tamtej muzyki – szczerości, prostoty i emocjonalnej bezpośredniości. Dzięki temu całość jest podróżą w czasie, na którą każdy może sobie pozwolić. Co więcej, członkowie bandu doskonale zdają sobie z tego sprawę. W odpowiedzi na pytanie, jak zachęciliby do posłuchania swojej muzyki, odpowiedzieli bowiem:
Jesteśmy melancholią, której potrzebujesz, i energią, której szukasz – wybierz odpowiedni utwór.
Ukryte znaczenia?
Twórczość Mr Lonely działa na nasze zmysły jak zagadka pełna ukrytych detali. Niby znamy melodie i motywy, ale zawsze pod kolejną warstwą kryje się coś nowego, co odkrywamy dopiero przy uważnym słuchaniu. Wiele utworów czerpie z osobistych doświadczeń i uniesień ich twórców. Jedno z nich, przytoczył Andrzej:
Na pewno pamiętne i bardzo konkretne dla mnie miejsce i sytuacja dotyczy utworu „Home”, którego powstanie wywołała wystawa prac pewnego portugalskiego artysty, na którą trafiłem parę lat temu zupełnie przypadkiem krążąc po Lizbonie. Rzeźby stworzone z ułamków luster, świec i innych przedmiotów miały reprezentować ciepło domowego ogniska. Raczej nie zachwycam się łatwo sztuką współczesną, ale tamta wystawa została ze mną bardzo mocno i bez niej pewnie nie napisałbym tego numeru.
W przypadku Kuby inspiracja przyszła w momencie, gdy zastanawiał się nad dalszą drogą i celem w swoim życiu. Wtedy to, pewnego dnia, pojawił się symbol, który zmienił jego postrzeganie rzeczywistości, czego owocem była kolejna kompozycja.
Utwór „Blind Man”, który wciąż nie doczekał się nagrania, powstał, gdy grałem na ulicy w Stuttgarcie. To blues opowiadający o mojej ówczesnej sytuacji. Niczego mi wtedy nie brakowało, ale towarzyszyło mi wiele obaw, nie byłem pewien, dokąd zmierza moje życie. Bardzo symbolicznym momentem była chwila, gdy pewien przechodzień wrzucił do mojego futerału butelkę zwrotną, dając mi do zrozumienia, że mogę oddać ją do sklepu i zdobyć „magiczne” 25 eurocentów.
Nie ma przypadków, są tylko znaki
Utwory lubią namieszać nie tylko w życiu słuchaczy, ale i samych muzyków. Nie da się jednak oszukać przeznaczenia. U Mr Lonely niemałego zamieszania narobił utwór „Suzie”. Tym bardziej ciekawa wydaje się perspektywa poznania backgroundu utworu, który wcale mógłby się nie pojawić. Dlaczego?
To nie tak, że nie chcieliśmy, ale „Suzie” potrzebowała bardzo wielu lat, żeby się ukazać. Zbieg okoliczności sprawił, że przerwaliśmy nad nią pracę, a kolejny zbieg kolejnych okoliczności przywołał ją z powrotem do życia – wspomina Andrzej, a Kuba dodaje:
Owszem, „Suzie” to utwór, który – podobnie jak cała nasza twórczość – długo czekał na swój moment. Cieszę się jednak, że zarówno my, jak i ona, zdążyliśmy dojrzeć. Tym bardziej satysfakcjonujące jest dziś dzielenie się nim z publicznością.
Trudno o lepszy dowód na to, że na niektóre utwory po prostu trzeba poczekać. Zresztą tak jak na zespoły takie jak Mr Lonely, potrafiące rozkochać w sobie odbiorców, dla których muzyka mainstreamowa przestaje być wystarczająca.
Zachęcamy też do odwiedzenia kanału Mr Lonely na YouTube i Spotify oraz obserwowania muzycznych działań zespołu na Instagramie.
Zapraszamy również do zobaczenia innych artykułów z cyklu Poznaj Muzyków oraz posłuchania playlisty z utworami wszystkich Artystek i Artystów.









Tutaj możesz zostawić komentarz: