Ważne, że potrafimy widzieć dobro…

unsplash

Od żartów i lekkich codziennych wątków do spraw najważniejszych. W kwietniu coś wyraźnie drgnęło. Następowało stopniowe ożywienie, które ostatecznie eksplodowało, przynosząc ogrom dobroci i nadziei. Zupełnie jak w naturze, po długich, szarych dniach, wyszło słońce, a wraz z nim cała gama kolorów i jaśniejszych myśli. I chociaż kwiecień plecień, to w tym miesiącu wydarzyło się sporo rzeczy napawających serca ciepłem, przy których warto jeszcze na moment się zatrzymać.

Sprawy nabrały tempa

Zaczęło się od Prima Aprilis, po drodze były święta, a zakończyło się wielkimi przygotowaniami do sezonu grillowego. Jedni żartowali i wkręcali, inni nabierali się lub irytowali, że znowu ktoś próbuje to zrobić.

Galerie w telefonach i instagramowe profile miłośników przyrody i tych stęsknionych już wiosennych widoków, wypełniły się zdjęciami rozkwitających kwiatów. A to wszystko, co dobrze znane, powtarzalne i zupełnie naturalne, działo się równolegle z wydarzeniami, które wydawać by się mogły abstrakcyjne, trudne do wyobrażenia, a nawet niemożliwe.

Wejście na wyższy poziom

Kiedy żart staje się rzeczywistością… Big Milk przygotowuje specjalne opakowania do przechowywania koperku. Prima aprillisowy post okazał się strzałem w dziesiątkę i idąc za ciosem, kilka dni później marka zaskoczyła, ogłaszając, że w jednym z warszawskich lokali będzie można kupić koperkowe lody. A do porcji deseru klienci otrzymywali pudełko na koperek. Ze złych wieści – akcja trwała tylko 3 dni, ale z przestróg, które można wyciągnąć z tej historii – uważajcie jak żartujecie.

Nutella w kosmosie to kolejny gorący temat kwietnia. Owszem, astronauci biorący udział w misji Artemis II pobili rekord największej odległości od Ziemi – i jest to ważne wydarzenie. Ale uwielbiany przez wielu krem czekoladowy, latający po kapsule, to dopiero hit. Czy Nutella skradła całą uwagę i stała się główną gwiazdą kosmicznego show? Odpowiedź pozostawiamy Wam. Niepodważalnie jednak sytuacja stała się viralem i huczało od pytań, czy to „najdroższa reklama w historii”, czemu stanowczo zaprzeczyła NASA.

Pozostańmy jeszcze na chwilę w temacie słodyczy. Trudności z otwarciem Chupa Chups to coś, co było wpisane w decyzję zakupową związaną z lizakiem. Wszyscy liczyliśmy się z tym, że zanim będziemy rozkoszować się ulubionym smakiem, przejdziemy przez, często wyprowadzający z równowagi, proces dostania się do serca produktu. Ale z tym już koniec! Marka postanowiła zaoszczędzić nam wielu nerwów i zostawić, tylko to, za co Chupa Chupsy kochamy. A co więcej, o zmianie opakowania opowiedziała z dystansem i humorem, nazywając kampanię „No More Wrestling”. Zaprosiła do niej Arturo Bucio, czyli rzemieślnika wykonującego maski dla zawodników meksykańskiego wrestlingu, który przygotował projekty inspirowane wyglądem nowych opakowań lizaków. Oficjalnie więc kończy się etap znanej wszystkim miłośnikom Chupa Chupsów „walki” z irytującą osłonką.

(Nie)idealna natura i (nieidealni) ludzie

Na opakowania lizaków już nie ponarzekamy, za to na niesforną przyrodę – owszem. Województwo podlaskie postanowiło zachęcić turystów do odwiedzin w dość przewrotny sposób. Do wycieczki w swoje rejony zachęca „zbyt głośnym śpiewem ptaków”, „skręcającą rzeką” czy „dziwnymi ludźmi, którzy zagadują i się uśmiechają”.

W ramach kampanii „Rozczaruj się w naturze” publikują w swoich social mediach „negatywne opinie”, mające pokazać Podlasie jako miejsce dzikie, z nieujarzmioną przyrodą i przede wszystkim naturalne i prawdziwe.

Te dwa ostatnie słowa są także, i to już od dawna, bliskie Dove. W kwietniu marka ta po raz kolejny podniosła ważny społecznie wątek. Wydawać by się mogło, że nasza świadomość dotycząca przekłamanych zdjęć w internecie, pokazujących idealne życie i idealnych ludzi, jest już naprawdę duża. A jednak nadal często, może nawet podświadomie, zaburza nam to obraz rzeczywistości. Według raportu Dove, co druga kobieta biorąca udział w ankiecie, chce zmienić swój wygląd, chociaż wie, że zdjęcia, które widzi w sieci mogą nie być prawdziwe.

Dove sprzeciwia się sytuacji, gdy algorytmy promują konkretny typ urody, zawężając tym samym zakres piękna i sprowadzając go do jednego, określonego ideału. Dzięki kampanii „The Beauty Machine” chce pokazać, że piękno to coś znacznie więcej. W jej ramach na londyńskiej Waterloo Station pojawiła się maszyna z ekranem, prezentująca różne typy urody kobiet. Osoby zainteresowane wzięciem udziału w tej akcji mogły po zeskanowaniu kodu QR przesłać swoje zdjęcie, które następnie wyświetlało się w maszynie. Oprócz tego do inicjatywy można także dołączyć, dodając swoje zdjęcie w mediach społecznościowych z hasztagiem #DoveOpenCall.

Potrafimy się jednoczyć

To, co rozpoczęło się 17 kwietnia i trwało przez kolejne 9 dni, tak naprawdę ciężko opisać słowami. Chyba nie ma w Polsce osoby, która nie usłyszałaby o zorganizowanej przez influencera Piotra „Łatwoganga” Garkowskiego transmisji live, powstałej w celu zbiórki pieniędzy na podopiecznych Fundacji Cancer Fighters. Zebrano łącznie ponad 280 mln zł, a w akcje włączyło się również mnóstwo znanych osób. Pojawiły się w kawalerce Łatwoganga, gdzie nadawany był stream. W geście wsparcia dzieci chorujących na raka powstało też m.in. wyzwanie, w ramach którego głowy zgoliły m.in. Maffashion, Edyta Pazura, Katarzyna Nosowska czy Blanka Lipińska.

I jedyne co chcemy napisać, to jak niesamowite jest, że potrafimy się zjednoczyć, zapomnieć o wszelkich podziałach, uprzedzeniach i po prostu – grać do jednej bramki. Totalnie napawają ogromną nadzieją takie akcje, pokazując, że razem można więcej i działając wspólnie da się zrobić coś, co wydawałoby się nierealne. Oby takich działań, postaw i skupienia na tym, co serio jest najważniejsze, było jak najwięcej.

Nostalgia, debiuty i niewidoczne bóle

O muzyce również mówi się, że powinna łączyć i faktycznie ciężko się z tym nie zgodzić. Bo jak inaczej wytłumaczyć, że w połowie kwietnia do Poznania zjeżdża tysiące osób z najróżniejszych zakątków Polski, po to by przez 3 dni po prostu żyć muzyką? Mowa oczywiście o najbardziej zielonym festiwalu, czyli NEXT FEST, podczas którego, jak co roku, odbyła się cała masa koncertów, paneli dyskusyjnych i innych form wymiany muzycznych myśli i doświadczeń. Na scenach, obok dawki nostalgicznych wspomnień z młodzieńczych lat, o które zadbali m.in. doskonale znani Kasia Wilk i Mezo, pojawili się także debiutanci. A wśród nich można było znaleźć niejednego nowego muzycznego crusha.

Nas natomiast, już poza festiwalowymi scenami, mocno dotknął, można by wręcz rzecz, że rozgniótł serca, które następnie starannie pozszywał, debiutancki album michała od kości. Na „Piosenki z filmów, których nie było”, bo taki tytuł nosi ta płyta, czekałyśmy z wypiekami na twarzy. Nie da się ukryć, że utwory Michała to opowieści o drogach z wysokimi przeszkodami, poranionych stopach i sercach często przebijanych na wskroś. Może właśnie dlatego są plastrem i łagodzą to, co nas boli?

A skoro już jesteśmy przy debiutujących artystach, nie możemy nie wspomnieć o drugiej edycji kampanii „Banger za bangerem” RMF MAXX. Twarzą akcji została Livka, czyli artystka młodego pokolenia, która swoją drogę zaczynała od coverów publikowanych w internecie, a jej pierwsze autorskie utwory pojawiały się w stacji, zanim zaczęła być szerzej rozpoznawalna. To przypomina, że debiuty nie dzieją się w próżni i często potrzebują po prostu miejsca, żeby wybrzmieć, a dawanie przestrzeni tym, którzy dopiero zaczynają swoją muzyczną drogę jest ogromnie ważne.

Działo się dużo w muzycznym świecie w minionym miesiącu. Organizatorzy letnich festiwali coraz śmielej odkrywają line-upowe karty. Poznaliśmy nominacje do opolskich debiutów i premier, a także półfinalistów drugiej edycji Must Be The Music. Emocje nabierają rozpędu, a na wyższą prędkość, jak zawsze, wzniosły się również za sprawą kolejnego hymnu Męskiego Grania.

Rozruszanie przerodziło się w prawdziwe odżycie

Jak wiadomo życie lubi pisać swoje scenariusze, na które nawet byśmy nie wpadli. Często nawet dużo ciekawsze, fajniejsze i przynoszące coś wyjątkowego. Dlatego chyba łatwiej jest żyć z taką otwartością i dozą elastyczności na to, co się zadzieje. Ale też dystansem do siebie i świata. Naszym hasłem kwietnia miało być „rozruszanie”. Jak się okazało, było jednak znacznie więcej, pełniej. Totalne odżycie, nowe, wypełnione dobrem początki, rozbudzenie wiary, że potrafimy być razem, wspierać się, a przede wszystkim wspólnie działać.

Zobacz także inne Zapowiadanki.