Natalia Marczuk – kompanka do nocnych emocjonalnych rozmów

materiały promocyjne

Dobrze jest czasami usiąść i po prostu z kimś porozmawiać. Znaleźć w odpowiedziach drugiej osoby siebie, ale też poznać inny punkt widzenia, niekiedy zupełnie różny od naszego. Utwory Natalii Marczuk są jak opowieści koleżanki, z którą chętnie pójdziemy na kawę, powspominamy dzieciństwo, popłaczemy, ale też poświętujemy, chociażby całkiem udane randki. To artystka z otwartością na drugiego człowieka i szukająca tego, czego pragnie każdy z nas – wolności, spokoju, szczęścia i miłości. I właśnie to, wbrew pozorom, tworzy jej świat niemalże filmowym.

O czym marzyła mała Natalia?

Czy istnieje miłość od pierwszego doświadczenia? Najwidoczniej. Zwłaszcza wtedy, gdy całą sobą, bez żadnych konkretnych przesłanek, będąc jeszcze małą dziewczynką, jesteś w stanie zdecydować, że mimo wszelakich przeszkód, jakie przyniesie Ci przyszłość, będziesz zajmować się muzyką. Natalia Marczuk przyznaje:

Może to głupie, ale pomyślałam o tym już przy swoim pierwszym występie przed większą publicznością, kiedy miałam osiem lat. Od tamtej pory muzyka jest dla mnie najważniejsza. Rozwijam się krok po kroku i praktycznie codziennie zastanawiam się, co mogę zrobić lepiej albo inaczej. To często jedna z pierwszych myśli, jakie pojawiają się po przebudzeniu. Nie pamiętam momentu, w którym nie myślałabym o muzyce. Od zawsze jestem głęboko przekonana, że właśnie tym powinnam się zajmować. Może brzmi to naiwnie i trochę marzycielsko, ale naprawdę tak czuję.

Droga do celu, w przypadku Natalii, była pełna nierówności wykręcających stopę. Natomiast w pewnym momencie spotkała ludzi, którzy dali jej zupełnie nowe obuwie, a wraz z nim, wiarę we własne możliwości, wsparcie i siłę, pozwalającą jej biec po ścieżce, którą kiedyś tylko szła. Jak dziś opisałaby samą siebie?

Bardzo trudne pytanie. Wszystko zależy od tego, czy miałabym opisać siebie z własnej perspektywy, czy oczami innych. Ja powiedziałabym, że jestem bardzo emocjonalną, czasem zlęknioną osobą. Jednocześnie jestem odważna i uparta. Lubię słuchać ludzi, obserwować ich i dużo analizować. A poza tym, jestem ogromną fanką wszystkiego, co słone.

Co w głowie, to… w trakcie realizacji

Oczywiście można działać w uporządkowanym schemacie i poza niego nie wykraczać. Jednak można również zrobić coś po swojemu, zaskakując tym samym siebie, innych i… przyszłego producenta. Natalia Marczuk wybrała tę drugą opcję.

Razem z moim zespołem wpadliśmy kiedyś na dość szalony pomysł, żeby namówić Harrego, mojego producenta, do współpracy. Zamiast wysyłać mu dysk z piosenkami, wynajęliśmy salę koncertową w Akademii Muzycznej w Katowicach, załatwiliśmy realizatora i zagraliśmy dla niego prywatny koncert. Chcieliśmy po prostu pokazać mu tę muzykę na żywo, w najlepszych możliwych warunkach. Harry był w szoku – na szczęście pozytywnym. No i tak zrobiliśmy razem piękną płytę.

Jeśli przyjrzeć się nie tylko muzyce, ale również warstwie wizualnej, Natalia wyróżnia się dość niestandardowym podejściem do swojej twórczości. Wszystko sprawia wrażenie, jakbyśmy oglądali wspomnienia dobrej koleżanki z jej wypraw, wyjazdów rodzinnych czy spotkań towarzyskich, jednak zarejestrowanych na kasetach VHS. Nie ze względu na samo ziarno w filmie, a kadry, stylistykę czy zachowanie artystki. To wszystko dodaje jej eteryczności, staje się nam bliższa i przypomina to, o czym często zapominamy – że nawet w chwilach, gdy czujemy się nieszczęśliwi, mamy szczęście, rozpychające się w dobrych wspomnieniach i bliskości tych, których kochamy.

W tej estetyce jest coś niezwykle osobistego. Można odnieść wrażenie jakby Artystka nie próbowała stworzyć perfekcyjnego obrazu, ale zatrzymać konkretne momenty, mające znaczenie właśnie dlatego, że są niedoskonałe. Lekko rozmyte kadry, naturalne gesty i pozornie zwyczajne sytuacje, budują poczucie autentyczności, dzięki któremu odbiorca nie czuje się jedynie obserwatorem, ale kimś zaproszonym do środka tego świata. To wizualne ciepło doskonale współgra z muzyką Natalii, która zamiast narzucać emocje, pozwala słuchaczowi samemu się w nich odnaleźć.

Codzienność, która inspiruje

Gdzie powstają pomysły na utwory Natalii Marczuk? Jak się inspiruje? Najwidoczniej – wszędzie!

„Stacja” powstała w ostatnim wagonie pociągu. Siedziałam na podłodze przy toalecie i grałam na ukulele. „Siódmą Sosnę” napisałam jadąc na rowerze po naprawdę świetnej randce, będąc w totalnej euforii. „Żebro” właściwie mi się przyśniło. Obudziłam się, wzięłam do ręki ukulele i siedząc na podłodze, w porannym słońcu, napisałam je w jakieś pół godziny. A „Do Ciebie”? To był totalny przypadek. Pojechaliśmy z zespołem na wyjazd muzyczny i stwierdziliśmy, że robimy przerwę od muzyki. Chcieliśmy poleżeć na trawie i popatrzeć na góry, a napisaliśmy piosenkę.

Efekt? Kilka wydanych singli, a już niedługo pełnoprawny debiutancki album. Jednak zanim pojawiła się wizja całej płyty, musiał nastąpić pierwszy krok. „Stacja” jest nie tylko utworem otwierającym nowy rozdział w twórczości Natalii, ale również dowodem na to, jak ogromną rolę w jej historii odegrały inne osoby. Bo choć trudno odmówić artystce wyjątkowej barwy głosu, wrażliwości, techniki i artystycznej świadomości, gdzieś pomiędzy talentem a decyzją o podzieleniu się nim ze światem, pojawiała się niepewność. Czasem potrzebna jest osoba z zewnątrz, która spojrzy na nas inaczej niż my sami i dostrzeże coś, czego jeszcze nie potrafimy w sobie zobaczyć.

Gdyby nie te małe impulsy, rozmowy, wsparcie i osoby, które uwierzyły w Natalię wcześniej niż ona sama, być może nigdy nie usłyszelibyśmy refrenu „Stacji”. Tymczasem to właśnie ta piosenka stała się pierwszym przystankiem w jej muzycznej podróży i symbolicznym początkiem drogi, prowadzącej ją dziś do debiutanckiego albumu. Najbardziej przewrotne jest jednak to, że piosenka, która dla wielu słuchaczy stała się pierwszym spotkaniem z Natalią (chociaż już wcześniej pojawiło się kilka singli), mogła nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Dlaczego?

Przez bardzo długi czas myślałam, że „Stacja” będzie jedną z tych piosenek, które zostają w szufladzie. Wydawała mi się zbyt prosta, może nawet trochę infantylna. Byłam przekonana, że ludziom się nie spodoba. To chłopaki z mojego zespołu przekonali mnie, żebym spojrzała na nią inaczej. Później Harry zrobił z niej coś naprawdę pięknego. No i z utworu, który miał nigdy nie ujrzeć światła dziennego, stała się moim debiutanckim singlem, zapowiadającym płytę.

Natalia Marczuk nas jeszcze zaskoczy

Historia tej Artystki jest doskonałym odzwierciedleniem tego, że moc marzeń, to najmocniejszy silnik w każdym człowieku, tworzący fabułę, którą z przyjemnością oglądaliby inni. W przypadku Natalii, chociaż jesteśmy w połowie pierwszego sezonu, z pewnością już wielu z wypiekami na twarzy wypatruje kolejnych. A zapowiadają się niezwykle wciągająco i ekscytująco. Jak jednak sama Natalia zachęciłaby do posłuchania swojej twórczości?

Jeśli lubisz piosenki, które brzmią jak nocne rozmowy z bliską osobą, i takie, które nie zagłuszają emocji, tylko siadają obok nich na chwilę, to może któryś z nich zostanie z Tobą na dłużej.

Muzyka, która opisuje codzienne chwile, a jednocześnie potrafi pomieścić cały wachlarz emocji – od szczęścia po smutek – przypomina, że nawet najprostsze doświadczenia mogą kryć w sobie głębszy sens. Być może właśnie w takiej wrażliwości odnajdziecie coś dla siebie. Utwory Natalii to opowieści o momentach, często mijających niezauważenie, o małych radościach, cichych tęsknotach i wspomnieniach, które z czasem nabierają jeszcze większego znaczenia.

Zachęcamy do odwiedzenia kanału Natalii Marczuk na YouTube i Spotify oraz obserwowania jej muzycznych działań na Instagramie.

Zapraszamy również do zobaczenia innych artykułów z cyklu Poznaj Muzyków oraz posłuchania playlisty z utworami wszystkich Artystek i Artystów.