Jedną z cech muzyków, którzy odnoszą sukcesy jest wytrwałość. Soni Hornatkiewicz i Jędrzejowi Skibie, tworzących duet Pełnia, zdecydowanie nie można jej odmówić. Przez lata ich droga obfitowała w wiele doświadczeń. Grali w bardzo różnych okolicznościach, od występów u boku uznanych artystów po granie w restauracjach. I chociaż nie zawsze wszystko wyglądało tak, jak sobie wymarzyli, postanowili spróbować kolejny raz. Tym razem jednak na własnych zasadach.
Duet do zadań specjalnych
Muzyka potrafi pojawić się w życiu zupełnie naturalnie. Najpierw być po prostu radością ze wspólnego grania, z czasem stać się sposobem na wyrażanie emocji, a w końcu czymś, bez czego trudno wyobrazić sobie codzienność. U Soni i Jędrzeja przez lata zmieniało się dużo, ale jedno pozostawało niezmienne. Potrzeba bycia blisko muzyki. Pełnia jest kolejnym, bardzo osobistym rozdziałem tej historii. Jak wspomina duet:
Przez lata byliśmy związani z różnymi projektami muzycznymi i cały czas rozwijaliśmy się jako muzycy. Ostatnie lata spędziliśmy między innymi na graniu coverów w różnych miejscach – restauracjach, hotelach, na eventach. To był dla nas bardzo ważny etap. Zgraliśmy się, ograliśmy scenicznie, nauczyliśmy się reagować na publiczność i funkcjonować jako duet w bardzo różnych warunkach.
Mimo że samo doświadczenie grania na tego typu wydarzeniach zdecydowanie ukształtowało Sonię i Jędrzeja, po pewnym czasie stwierdzili, że powoli przestaje to być ich świat i sposób patrzenia na muzykę.
Graliśmy tak zwane „kotlety” po kilka godzin, czasem ludzie rzeczywiście nas słuchali i dobrze reagowali, czasem siedzieli do nas tyłem, a czasem mieliśmy wrażenie, że bardziej przeszkadzamy im w rozmowie, niż umilamy wieczór. Z czasem zaczęliśmy działać trochę na automacie i tracić frajdę z samego grania. To było dla nas mocne zderzenie, bo oboje poświęciliśmy muzyce naprawdę dużo czasu, energii i stresu. Kształcisz się latami, wystawiasz na ocenę, pracujesz nad warsztatem, a potem grasz coś, co znasz na pamięć i coraz trudniej przypomnieć sobie, po co właściwie to robisz. Nie chodziło nawet o urażone ego. Bardziej o poczucie, że muzyka, która kiedyś była dla nas czymś ważnym, zaczyna stawać się kolejnym zadaniem do odhaczenia.
Nastąpił moment, w którym artyści zdecydowali się na przerwę od muzycznych działań. Sama decyzja nie oznaczała jednak końca, a w tym przypadku, początek nowej, ale już nieco innej drogi. I tak, duet Hornatkiewicz&Skiba przerodził się w Pełnię. Zespół, który zamiast odtwarzać cudze historie postanowił zacząć opowiadać swoje. Własnym głosem, na własnych zasadach i bez presji, by wpisywać się w gotowy schemat. Pełnia stała się nie tylko nową nazwą, ale przede wszystkim symbolem zmiany podejścia do muzyki i do samych siebie, jako twórców i wokalistów.
Musieliśmy na chwilę się zatrzymać. Odpocząć od grania i trochę na nowo polubić się z muzyką. I właśnie wtedy pojawiła się myśl, że jeśli mamy do niej wrócić, chcemy zrobić to na własnych zasadach. Nie chcemy już tylko wykonywać cudzych piosenek. Chcemy powiedzieć coś własnego, stworzyć własny świat i mieć poczucie, że każda rzecz, którą gramy na scenie, naprawdę należy do nas. Tak zaczęła się Pełnia – nie jako decyzja o tym, że „teraz robimy muzykę na serio”, ale raczej jako decyzja, że chcemy znowu robić ją z przyjemnością i po swojemu.
Jaka jest Pełnia?
Muzyka duetu mogłaby stać się hymnem Millenialsów i każdego, kto na pewnym etapie życia stwierdza, że mimo niepowodzeń, chce nadal robić swoje i walczyć o siebie. Muzycznie to kompilacja kilku gatunków, w której równie ważne jak główne melodie są detale. Słychać tu dodatkowe warstwy, nieoczywiste brzmienia i aranżacyjne smaczki, które stopniowo odsłaniają kolejne elementy kompozycji i nadają całości większej głębi. Głosy duetu świetnie się uzupełniają. Charakterystyczna barwa Soni, pełna piasku i ciemniejsza pięknie współgra z ciepłym głosem Jędrzeja.
Niewątpliwie silną stroną Pełni są też tworzone przez duet teksty. Nie brakuje w nich szczerości, dosłowności i pewności, że można żyć na własnych zasadach, bez względu na to, co mówią inni. Zapytani o to, z czego najbardziej są dziś dumni w swojej muzycznej drodze odpowiedzieli:
Chyba najbardziej jesteśmy dumni z tego, że mimo wszystko cały czas wracamy do muzyki. W naszej drodze tych momentów, kiedy coś się nie udało, usłyszeliśmy „nie” albo musieliśmy pogodzić się z tym, że coś nie wydarzy się tak, jak sobie wyobrażaliśmy, było zdecydowanie więcej niż wielkich sukcesów. Zresztą o tym właśnie jest trochę nasz „Dom”.
Ale chyba właśnie te wszystkie małe porażki najbardziej nas nauczyły, że muzyka nie jest dla nas tylko ambicją ani pomysłem na życie. Po każdej większej burzy, po każdym zwątpieniu i okresie, kiedy chcieliśmy od niej odpocząć, i tak do niej wracamy. Bo naprawdę bardzo ją kochamy. I chyba dopiero z czasem zrozumieliśmy, że nawet jeśli nie zawsze wiemy, dokąd nas zaprowadzi, to dużo smutniejsza byłaby dla nas myśl, że moglibyśmy już nigdy tego nie robić. Więc może najbardziej jesteśmy dumni właśnie z tego, że mimo wszystkich „nie” nadal mamy swoje „tak” dla muzyki.
Muzyczny krzyk duetu Pełnia
Ten duet to zdecydowanie wyróżniająca się propozycja na polskim rynku muzycznym. Chociaż na nowej, pełniowej drodze są dopiero na początku, ich doświadczenie zdecydowanie jest słyszalne. Utwory są świetnie wyprodukowane, podkreślają emocje, najmocniejsze strony głosowe Soni i Jędrzeja. Być może nie bez znaczenia jest tu fakt, że za produkcję odpowiadają sami. Chyba dlatego dokładnie słyszymy to, co chcą wykrzyczeć, mimo że niekiedy bywa to dla nich trudne. Jak twierdzą:
Chyba najbardziej kosztowało nas emocjonalnie „Obwiniam Pełnię”. Co ciekawe, oboje dokładnie w tym samym momencie poczuliśmy, że chcemy napisać o tych emocjach. Wróciliśmy wtedy z koncertu na dużej scenie, na której występowaliśmy u boku świetnych artystów. Obiektywnie wszystko poszło naprawdę dobrze. Powinniśmy wrócić do domu, otworzyć coś dobrego i po prostu cieszyć się tym, że zrobiliśmy fajny koncert i znaleźliśmy się w miejscu, o którym wcześniej mogliśmy tylko myśleć. Tymczasem w nocy zaczęliśmy analizować każdy dźwięk. Każdą sekundę. Co było nie tak, co można było zrobić inaczej, dlaczego tu zaśpiewaliśmy tak, a nie inaczej. Nakręcaliśmy się nawzajem i sami odbieraliśmy sobie satysfakcję z czegoś, co chwilę wcześniej naprawdę nas cieszyło. Przez kolejne dwa dni chodziliśmy struci, przekonani, że koncert nie wyszedł tak, jak powinien. W końcu obejrzeliśmy nagrania. I okazało się, że… naprawdę było dobrze. Dużo lepiej, niż podpowiadała nam głowa.
Wniosek jaki wówczas nasunął się duetowi był prosty. Przyznają, że wtedy zdali sobie sprawę z tego, że problemem wcale nie był koncert, a mechanizm w nich samych.
Potrafimy osiągnąć coś, na co długo pracowaliśmy, a chwilę później zamiast to przeżyć, zaczynamy szukać wszystkich powodów, dla których mogło być lepiej. „Obwiniam pełnię” jest właśnie o tym – o tym wiecznym poczuciu, że jeszcze coś trzeba było zrobić inaczej, lepiej, mocniej. To chyba jedna z najbardziej osobistych piosenek, jakie napisaliśmy, bo trudno w niej oddzielić muzykę od nas samych.
Dzięki doświadczeniu tej pary i chęci dzielenia się nim w twórczości, słyszymy nie tylko pozytywne emocje czy historie, które znamy już z opowieści innych osób. Dostajemy przede wszystkim prawdziwe przeżycia, bez filtra i udawania, że wszystko zawsze wygląda idealnie. To właśnie ta szczerość sprawia, że ich historia staje się nam bliższa. Pokazują, że droga do poczucia spełnienia nie zawsze jest prosta. Jest w niej miejsce na zwątpienie, błędy i szukanie własnej wartości. Ich doświadczenie może być dla nas przypomnieniem, że nie trzeba od razu wiedzieć, dokąd się zmierza. Czasem wystarczy po prostu uwierzyć, że to, co już mamy i potrafimy, jest wystarczające.
Zachęcamy do odwiedzenia kanału zespołu Pełnia na YouTube i Spotify oraz obserwowania ich muzycznych działań na Instagramie.
Zapraszamy również do zobaczenia innych artykułów z cyklu Poznaj Muzyków oraz posłuchania playlisty z utworami wszystkich Artystek i Artystów.









Tutaj możesz zostawić komentarz: