Przed laty dystans między służbą a arystokracją był jeszcze większy – wywiad z Anną Bartnik, pomocą domową francuskiej hrabiny i pasjonatką historii mody

archiwum prywatne Ani

Poznanie historii Ani i rozmowa z nią jest jak zakupienie biletu na podróż w czasie. Wybrany kierunek to Francja. Podczas wycieczki nasza Rozmówczyni, która jest pasjonatką stylu vintage i historii mody, zabiera nas do posiadłości francuskiej hrabiny, gdzie na co dzień pracuje jako pomoc domowa. Ania zdradzi jak w obecnych czasach wygląda życie francuskiej arystokracji, czy niemalże 100-letnia hrabina, której pomaga, faktycznie jest zawsze elegancka, niedostępna i odrealniona oraz dlaczego jej życie przypomina jeden wielki rytuał.

Zapowiedz siebie!

Hej! Nazywam się Anna Bartnik i choć trudno mi się zwięźle zdefiniować to spróbuję. Jestem pasjonatką historii i od kilku lat prowadzę profil na Instagramie o historii mody, rozbierając ją na czynniki pierwsze. Uważam, że do każdego współczesnego trendu możemy dopasować nawiązania z przeszłości. Misją, która mi przyświeca jest udowodnienie, że historia nie jest nudna. Wystarczy zacząć od tego jej fragmentu, który najbardziej nas interesuje, a reszta ułoży się sama. Można mnie też spotkać na giełdach staroci, w roli sprzedawczyni, bo od pewnego czasu sprowadzam z Francji antyki i przeróżne unikatowe bibeloty. Oprócz tego od 6 lat pracuję jako pomoc domowa francuskiej hrabiny.

Chciałybyśmy zacząć właśnie od tego ostatniego wątku. Czy mogłabyś przybliżyć pokrótce historię, jak to się stało, że zostałaś pomocą domową hrabiny francuskiej?

Kwestia przypadku absolutnego. Za rekrutację pracowników hrabiny od dwóch dekad odpowiada Polka, która pochodzi z tej samej wsi co ja. Za sprawą poczty pantoflowej namierzyła mnie – ktoś szepnął dobre słowo o mnie i o mojej mamie (bo najpierw jeździłyśmy we dwie) i tak to się wszystko zaczęło. Można by rzec, że ta praca znalazła mnie, a nie na odwrót.

Jak wygląda Twój typowy dzień w posiadłości hrabiny?

Mój każdy dzień przebiega według stałego harmonogramu. Najpierw jest poranny obchód – otwieranie drzwi, wietrzenie pomieszczeń, sprzątanie po kolacji i rożne tego typu drobne elementy. W międzyczasie hrabinka je też śniadanie i tak czas upływa aż do wieloskładnikowego obiadu, który muszę ugotować, a później zaserwować. Druga połowa dnia upływa w podobnym rytmie. Zawsze mam stertę obowiązków rozmaitych, w zależności od sezonu, w którym aktualnie się znajdujemy. W lecie to przerabianie warzyw z organicznego ogródka, w zimie dochodzi jeszcze palenie w kominkach i bardzo ważna inwentaryzacja, czyli pilnowanie, żeby niczego hrabince do szczęścia nie zabrakło. Jest w tym wszystkim dużo monotonii, ale co chwilę pojawia się też jakiś nowy problem do rozwiązania np. opóźniony kurier z ulubionymi ciastkami hrabinki lub zmiana w kolorze jej ulubionych papierowych serwetek i wtedy należy rzucić wszystkie obowiązki i zająć się „problemem dnia”.

archiwum prywatne Ani

Co najbardziej zaskoczyłoby kogoś z zewnątrz w codziennym życiu hrabiny?

Oj przeróżne rzeczy, od takich drobiazgów jak np. że gdy pojedzie na zakupy potrafi złapać gdzieś minipizzę i zjeść ją w aucie jak zwykły szary człowiek. Później zasiądzie przecież do obiadu przy akompaniamencie srebrnych sztućców i rodowej porcelany. Dlatego to może dziwić. Co może też zaskoczyć, to ogromne poczucie humoru, włączając w to czarny humor – pełno jest go w niej.

Czy są jakieś rytuały albo zwyczaje, których hrabina zawsze przestrzega?

Codzienność Hrabiny to jeden wielki rytuał. Ona bardzo pilnuje, by jej dzień upłynął możliwe podobnie jak każdy poprzedni. Ma stałą rutynę i nawyki, które są dla niej święte, np. picie herbaty punktualnie o 17. Każda jedna zmiana, niezapowiedziana wizyta, nowy problem totalnie wyprowadza ją z równowagi. I tu już wkraczam ja – rozwiązywacz wszelkich problemów i misji specjalnych.

Jak z Twojego punktu widzenia, zmieniały się stosunki między arystokracją a pomocą domową na przestrzeni lat?

Według mnie to wszystko kwestia stażu pracy. Jeśli przyjeżdżasz tam na krótki okres, np. na zastępstwo, taka rodzina będzie Cię traktować zupełnie inaczej aniżeli wtedy, gdy pracujesz dla nich od lat lub wielopokoleniowo. To jest dosyć częsta sytuacja, gdy dla tej samej rodziny pracowali rodzice, a później ich dzieci itd. Na pewno przed laty dystans między służbą a arystokracją był jeszcze większy i bardziej oficjalny. To, co się nie zmieniło to fakt, że to jest praca, którą się żyje i z której tak naprawdę nigdy się nie wychodzi. Gdy wyjeżdżasz na urlop, zawsze czujesz ten nastrój paniki wiszący w powietrzu – ich paniki.

Czy zmiany we współczesnej Francji wpłynęły na styl życia arystokracji?

Bardzo dobre pytanie! Trochę łączy się z poprzednim. Myślę, że ten stan społeczny bardzo ciężko przyjmuje do siebie jakiekolwiek zmiany. Jednak są to też mistrzowie sprawiania pozorów, więc ciężko po nich poznać, że coś im nie pasuje. W rodzinach old money, jedną z rzeczy najważniejszych jest tradycja i oni tych tradycji bardzo pilnują. Bardzo popularne we Francji są polowania i to jest jedna z takich rzeczy, którą bardzo celebrują – wciąż w tych samych strojach co ich przodkowie i wciąż konno. Według mnie to ludzie, którzy w pewnych kwestiach utknęli w czasie, choć stwarzają pozory bycia postępowymi.

archiwum prywatne Ani

Hrabina, u której pracujesz pasuje do popularnego obrazu arystokratki – zawsze eleganckiej, niedostępnej i odrealnionej?

Postać mojej hrabinki lubię przekładać na postaci fikcyjne by łatwiej można wyobrazić sobie z kim mamy do czynienia. To ktoś pomiędzy Emily Gilmore z Gilmore Girls, a Violet Crawley z Downton Abbey. Jeśli chodzi o modę, to najbliżej stylem jest jej do Królowej Elżbiety w wersji casualowej tylko, że w spodniach. Hrabinka nosi spódnice jedynie od święta. Jest to wiekowa kobieta, która nie ma zrozumienia dla współczesnego świata, ale w pewien sposób jest go ciekawa. Przy pierwszym poznaniu czuć od niej chłód i niedostępność, ale przy bliższym poznaniu okazuje się być przezabawnym człowiekiem z duszą artystki, która uwielbia robić show i być w centrum uwagi.

Czy hrabina wie, że prowadzisz profil na Instagramie?

Hrabinka ma niemal 100 lat, więc ważne jest, żeby tutaj zaznaczyć, że przynajmniej raz w miesiącu objaśniam jej czym w ogóle jest ten słynny Internet. Bardzo długo zastanawiałam się nad tym, czy opowiadać o mojej pracy w Internecie. Pracowałam dla hrabinki już od kilku lat zanim wprowadziłam ten element humorystyczny w postaci anegdot na mój Instagram. Najpierw rozśmieszałam swoich znajomych, którzy zachęcali, żebym gdzieś to spisywała, bo historia jest tego warta. Później trochę z samotności, a trochę ze zmęczenia tym hrabiowskim światem i przede wszystkim przez potrzebę wygadania się zaczęłam o tym opowiadać na moim Instagramie. Historie, które przytaczam to tak naprawdę nie opowieść o jednej osobie, ale o całym stanie społecznym. Arystokracja choć czasem pozbawiona tytułów to wciąż liczna grupa ludzi. Dodatkowo moja hrabinka najbardziej na świecie boi się zapomnienia. To jest człowiek, który uwielbia być w centrum uwagi, dlatego czuję, że nie obraziłaby się wiedząc, że zyskała miano gwiazdy w wielu oczach.

archiwum prywatne Ani

Są takie chwile, w których czujesz się częścią rodziny?

Tak jak już wspomniałam, kwestia, że pracuję dla tej rodziny już od kilku lat, a wcześniej pracowała tam też moja mama, a nawet mój tata, sprawia, że w pewnym stopniu trochę się zżyliśmy z rodziną hrabinki. Interesują nas wzajemnie nasze losy i gdybym chciała mogłabym pracować dla tej rodziny dalej – to dają mi do zrozumienia na każdym kroku. Tylko, że dla mnie to zawsze był etap w życiu i myślę, że niebawem czas na kolejny.

A jak na swoją pracę patrzysz przez wzgląd na swoją inną pasję, czyli modę. Czy szafa hrabiny wypełniona jest wieloma skarbami?

Uwielbiam nietypowe ubrania i myślę, że moja praca w pewien sposób rozbudziła moją miłość do starych przedmiotów. Obcowanie z autentycznym vintage na co dzień, to coś niesamowitego. Szafa hrabinki to zdecydowanie cichy luksus, dla niej najważniejsza jest jakość i stawianie na te same sprawdzone marki lub rzeczy szyte na miarę.

Rozmawiacie ze sobą o modzie?

Z hrabinką niejednokrotnie zdarza nam się wejść na przeróżne tematy, w tym te modowe. Najczęściej jednak to się dzieje wtedy, gdy moja wiekowa pracodawczyni zetknie się z nowymi trendami, których fenomenu nie jest w stanie pojąć absolutnie. Staram się być arbitrem i sięgam po analogię dla hrabinki zrozumiałą – spódniczka mini w latach 60., która też była rewolucyjna posłużyła mi, gdy hrabinka zobaczyła w telewizji trend zakładania bielizny na zewnątrz i mikroszorty. Czasem również wspomina dawną modę, szczególnie, gdy robimy wspólną reorganizację garderoby (co sezon rotacja ubrań się zmienia.) A ja dopytuję, bo uwielbiam słuchać historii jakie niosą za sobą przedmioty.

archiwum prywatne Ani

Czy mieszkanie we Francji – kraju tak mocno związanym z modą, wpłynęło na Twój sposób patrzenia na nią?

Mieszkanie w innym kraju pozwala na zdobycie nowej perspektywy, praktycznie w każdym aspekcie życia. Mody to oczywiście też nie omija. Nigdy głębiej nie zastanawiałam się nad fenomenem stylu paryżanek dopóki nie poznałam kilku z nich. Nie będę chyba bardzo odkrywcza, jeśli powiem, że według mnie tym elementem, który sprawia, że styl Francuzek magnetyzuje, jest pewność siebie. To jest tylko tyle i aż tyle. Ich naprawdę nie interesuje, co kto pomyśli o ich wyglądzie i to widać. Można mówić, że to dumny naród, ale moim zdaniem, nasz również do skromnego nie należy. Lubimy mówić o swoich sukcesach, dlaczego więc nie dodać jeszcze tej cechy, której nam jednak brakuje – nieprzejmowania się tym, co ktoś o nas pomyśli? Sama przyjęłam tę francuską zasadę do swojego życia i naprawdę lżej się żyje. Polecam!

Pamiętasz swoją najzabawniejszą anegdotę związaną z pracą w posiadłości?

Chyba tą, która rozbawia za każdym razem jest historia o sowie. Kiedy to właśnie rodzina po wspólnym polowaniu, relaksowała się przy kominku w salonie i wymieniała się profesjonalnymi radami o zwierzętach. Debatowali kto jest większym specjalistą i kto ma największe doświadczenie w tejże dziedzinie. W tym czasie ja chodzę od zadania do zadania, więc słyszę urywki historii i kontekst dyskusji, a później drepczę do kuchni by zająć się przygotowaniami do kolacji. Nagle z rytmu mojej kulinarnej rutyny wybija mnie zdyszany pan hrabia, który wbiega do kuchni i swoim łamanym angielskim mówi mi, że jest jakiś problem w salonie. Zmierzamy więc do salonu, pan hrabia i ja niespodziewająca się niczego wielkiego, znając ich poziom wyolbrzymiania problemów. Drzwi zamknięte – moje pierwsze zdziwienie. Hrabia otwiera mi drzwi, a moim oczom ukazuje się wielka sowa, która zerka na mnie siedząc na ulubionym fotelu Hrabiny. Pytam więc – jak? skąd? A on mi na to, że został sam w salonie i gdy nalewał sobie akurat kolejny kieliszek whisky wtem niczym feniks z popiołów, prosto przez kominek (rozpalony!) wleciała sowa. Warto zaznaczyć, że to nie był jego pierwszy kieliszek, więc najpierw myślał, że po prostu wypił za dużo.

Nie minęło pięć minut jak cała rodzina zebrała się w salonie i oczywiście bezradnie czekali, aż ten problem się rozwiąże (wspominałam o ich przechwalaniu się kto najlepiej radzi sobie ze zwierzętami?). Poprosiłam o pomoc ogrodnika hrabinki, który stanął na wysokości zadania – sam przyszedł z kocem, żeby zszokowaną sowę w niego owinąć (wtedy ptaki są spokojniejsze i jest mniejsza szansa, że złamią sobie skrzydło podczas szamotaniny). Błędem było tylko to, że dał potrzymać koc jednemu z hrabiów. Pan hrabia nie dość, że koca nie oddał, to w panice, że ptak się poruszył, sam tym kocem się nakrył. Ogrodnik-bohater złapał więc finalnie sowę rękoma i przy lekkiej asyście (otworzenie okna) sowę wypuścił na wolność. Ta historia jest jedną z moich ulubionych, bo dobitnie pokazuje mój obraz arystokracji.

Chciałabyś na koniec przekazać coś naszym Czytelniczkom i Czytelnikom?

Jeśli ktoś dobrnął przez ten potok słów do końca, to jedyne co przychodzi mi do głowy żeby rzec na koniec – podejmujcie się wyzwań, które rzuca Wam los. Ja nie do końca wiedziałam, jaką pracę będę wykonywać, gdy zdecydowałam się wyjechać, a finalnie okazało się to przygodą życia.

archiwum prywatne Ani

Zachęcamy Was do obserwowania profilu Ani na Instagramie, wypełnionego nie tylko anegdotami o pracy u hrabiny, ale również historią mody i wspaniałym poczuciem humoru.

Zapraszamy także do przeczytania innych Rozmów.