Luiza Kalita o różnych obliczach i znaczeniach miłości w singlu „Więcej”

fot. materiały prasowe

Czy piosenka o pożądaniu naprawdę musi opowiadać o drugim człowieku? Luiza w swoim nowym singlu „Więcej” igra z przyzwyczajeniami słuchacza i prowadzi go tropem, który początkowo wydaje się oczywisty. Jest bliskość, tęsknota i potrzeba kolejnej dawki emocji. Dopiero z czasem okazuje się, że osoba, do której kierowane są te słowa, wcale nie musi istnieć. Bo czasem największym obiektem fascynacji jest muzyka.

To nie jest kolejna piosenka o zakochaniu

Są piosenki, które już po pierwszych sekundach mówią słuchaczowi, jak należy je rozumieć. „Więcej” Luizy wybiera zupełnie inną drogę. Bierze dobrze znany język namiętności i wykorzystuje go jako zasłonę dla znacznie bardziej osobistej historii. Noc, pragnienie, dotyk, przyciąganie i niemożność poprzestania na tym, co już się dostało. Wszystko wskazuje na relację między dwojgiem ludzi. To jednak tylko pierwsza warstwa. Im dłużej słucha się tego utworu, tym wyraźniej widać, że jego emocje można skierować w inną przestrzeń. „Jak ćma do ognia, chociaż mogę spłonąć / Chcę tego dotknąć” przestaje być wtedy deklaracją wobec ukochanej osoby, a zaczyna przypominać opis relacji z czymś, co od dawna przyciąga mimo świadomości ryzyka. Tym czymś jest muzyka.

To ciekawy zabieg, bo Luiza nie próbuje odebrać słuchaczowi jego pierwszego skojarzenia. Przeciwnie! Pozwala mu zostać przy nim tak długo, jak chce. Jeśli ktoś usłyszy w „Więcej” historię namiętnego związku, utwór nadal będzie działał. Jeśli jednak posłucha go ponownie, może zacząć dostrzegać kolejne znaczenia. Tytułowe słowo nabiera wtedy zupełnie nowego ciężaru. „Więcej” może oznaczać kolejne spotkanie, kolejną chwilę bliskości czy kolejną noc, ale równie dobrze może być prośbą o jeszcze jedną piosenkę, jeszcze jeden pomysł, jeszcze jedną możliwość wejścia głębiej w świat dźwięków.

Właśnie w tym miejscu singiel zaczyna mówić o czymś, co zna wielu twórców: o głodzie, którego nie da się łatwo zaspokoić. Jedna piosenka prowadzi do następnej. Zamiast zamknięcia pojawia się ciągłe poczucie, że gdzieś dalej czeka jeszcze coś, czego trzeba spróbować. Luiza wykorzystuje więc popową formę do opowiedzenia o emocji, która z pozoru wcale nie jest popowa, o potrzebie ciągłego poszukiwania.

Najpierw trzeba uciszyć cały świat, żeby usłyszeć siebie

Najbardziej osobisty moment „Więcej” pojawia się paradoksalnie wtedy, gdy wszystko cichnie. „Lubię, gdy zapada cisza / W końcu mogę się usłyszeć” brzmi jak prosty wers, ale można potraktować go jak klucz do całego singla. Bo zanim pojawi się pragnienie czegoś więcej, musi pojawić się świadomość tego, czego naprawdę się chce. A ta nie zawsze przychodzi wtedy, gdy wokół jest głośno. Luiza opowiada więc nie tylko o fascynacji muzyką, ale także o procesie dochodzenia do własnego miejsca. Zamiast podporządkowywać się temu, czego oczekują inni, kieruje uwagę do środka. To właśnie tam zaczyna się jej własna historia. Nie chodzi przy tym o wielką deklarację niezależności. Znacznie ciekawsze jest pokazanie chwili, w której człowiek po prostu przestaje zagłuszać własne przeczucia. Czasem dopiero wtedy można usłyszeć melodię, której wcześniej nie było słychać. Ta perspektywa dobrze pasuje do artystycznej drogi Luizy. Wokalistka i autorka tekstów buduje swoje piosenki wokół emocji, ale nie podaje ich odbiorcy w instrukcji obsługi.

Interesujący jest również sposób, w jaki powstawała muzyczna warstwa utworu. Luiza sięgnęła po narzędzia AI jako element procesu produkcyjnego, wykorzystując je do przełożenia swojej koncepcji brzmieniowej na pierwszą formę piosenki. Nie zmienia to jednak tego, kto stoi za jej najważniejszymi elementami: tekstem, linią melodyczną i wokalem. Te pozostają autorskim wkładem Luizy. Późniejszą pracę nad produkcją, miksem i masteringiem powierzono Adamowi Wełnie. To połączenie osobistego autorstwa z nowymi możliwościami produkcyjnymi dobrze współgra z wymową utworu. „Więcej” jest przecież piosenką o szukaniu własnej drogi i sprawdzaniu, dokąd można dojść, jeśli przestanie się bać nieznanego. Nie ma tu potrzeby wybierania pomiędzy tradycją a technologią. Jest za to konkretny efekt i pomysł, który musi znaleźć odpowiednią formę. Ostatecznie Luiza robi w „Więcej” coś prostego, ale skutecznego: opowiada o muzyce językiem miłości. Dzięki temu nie musi nazywać swojej fascynacji wprost. Wystarczy kilka pozornie romantycznych obrazów, by stworzyć historię o czymś znacznie trwalszym niż chwilowe zauroczenie. O potrzebie tworzenia, która wraca nawet wtedy, gdy człowiek próbuje od niej odpocząć. O pragnieniu, którego nie da się zamknąć jednym słowem. I o tym szczególnym momencie, kiedy cisza przestaje być pustką, a staje się miejscem, w którym po raz pierwszy naprawdę można usłyszeć własny głos.

Artykuł powstał na podstawie materiału prasowego

Zapraszamy również do zobaczenia artykułów z cyklu Poznaj Muzyków.