Ciężko jest nam czasami zrozumieć rzeczy, które nas spotykają. Myślimy, że w takich momentach jesteśmy sami, zdani na łaskę własnej wrażliwości, pozostając samotni w swoich pesymistycznych wizjach przyszłości. Krakowski artysta, najniższy człowiek i jego twórczość to niejako nasze odbicie lustrzane, na które patrzymy przez rysy, zabrudzenia, odbite palce. Dostrzegamy w nim własne lęki, słabości i niepokoje, czyli to, co na co dzień próbujemy ukryć przed światem.
Na wszystko przychodzi odpowiedni czas…
Potrzeba tworzenia często jest silniejsza, niż jesteśmy w stanie zrozumieć. Staje się sposobem oswajania rzeczywistości, nadawania sensu temu, co wymyka się racjonalnemu poznaniu i próbą uchwycenia emocji, dla których brakuje nam słów. W przypadku najniższego człowieka wszystkie próby kończyły się fiaskiem, aż do chwili, gdy pojawiła się w nim gotowość, by zmierzyć się z samym sobą. Jak wspomina:
Po kilkuletniej przerwie, kiedy trochę obraziłem się na robienie muzyki, zacząłem przerabiać w głowie wiele prywatnych aspektów, sytuacji i działań, które mnie do tego doprowadziły. Wcześniej, mimo podejmowania prób pisania, jakoś to nie wchodziło i gitarę odstawiałem znów w kąt. Pomysł o powrocie przyszedł nagle w miarę uporania się z demonami przeszłości. Wtedy już wiedziałem, że album „wracam do siebie” to będzie praca, którą doprowadzę do końca. No i potem to już poszło jak lawina!
Utwory najniższego człowieka są jak kolejne strony albumu ze wspomnieniami, który niegdyś rozerwał się na kawałki i zgubił. Teraz, powoli i nie bez trudu, poszczególne fragmenty zaczynają odnajdywać swoje miejsce, układając się w obraz tego, co minione. Nie wszystkie momenty są wyraźne, niektóre pozostają zamazane, inne uwierają niczym drzazgi, których nie sposób się pozbyć. Mimo to artysta podejmuje próbę ich scalenia, jakby samo przywoływanie przeszłości mogło nadać jej nowy sens. W tej twórczości nie chodzi jednak o odzyskanie tego, co bezpowrotnie utracone, lecz o oswojenie pustki, która po tym pozostała.
Cały ekosystem muzyczny tworzony przez najniższego człowieka jest niezwykle ciekawy do odkrywania. Oprócz brutalnie szczerych, rozdzierających serce i poruszających tekstów, olbrzymie znaczenie ma tu również muzyka. Stanowi ona niejako soundtrack życia, który potrafi być lekki i kojący, by za chwilę przerodzić się w coś dramatycznego, pełnego gitarowego brudu i emocjonalnego napięcia. Poszczególne brzmienia nie konkurują jednak ze słowami, lecz naturalnie się z nimi splatają. Wzmacniają opowieść, co sprawia, że słuchanie tego artysty staje się doświadczeniem unikatowym. Pozwala na moment wejść do jego świata, usiąść obok niego i oddychać tym samym powietrzem. Odczuwać to, co pozornie odległe, i przede wszystkim pozwolić sobie na bycie niedoskonałym, zagubionym i nie do końca rozumiejącym otaczającą rzeczywistość człowiekiem.
Nie tylko jego historie…
Chociaż pisane z własnej perspektywy, opowieści najniższego człowieka, w chwili wypłynięcia do streamingów oraz stacji radiowych, stały się nie tylko jego.
Myślę, że było to w zasadzie kilkanaście wiadomości, które spłynęły do mnie w DMach na Instagramie po premierze „dla B.”. Wiele osób pisało, że ta piosenka jest dla nich szczególnie ważna, bo stracili kogoś bliskiego. Łzy same kapały ze wzruszenia, bo ciężko mi było uwierzyć jak bardzo rezonowało to z osobami słuchającymi tej piosenki.
Zarówno „dla B.” i „nie wiem w sumie” to utwory, które wiążą się z ciężkimi okresami w moim życiu – odejściem mojej babci, a druga o zmaganiu się z chorobą psychiczną. Były formą trudnej autoterapii, ale są to też dwa najmocniejsze numery jakie kiedykolwiek wydałem.
W takich momentach muzyka przestaje być wyłącznie osobistym zapisem doświadczeń, a zaczyna pełnić funkcję pomostu między ludźmi, których być może nigdy nie połączyłaby żadna inna historia. Żałoba, choć nieunikniona i powszechna, potrafi być doświadczeniem niezwykle samotnym. Każdy przeżywa ją inaczej, na własnych zasadach, często nie potrafiąc znaleźć odpowiednich słów, by opisać towarzyszące mu uczucia. „dla B.” staje się przestrzenią, w której nie trzeba udawać, że wszystko jest już w porządku. Pozwala na chwilę zatrzymać się przy wspomnieniach, wrócić do tego, co minione, i dać sobie prawo do odczuwania straty.
W tym właśnie tkwi niezwykłość utworu, który, choć wyrósł z osobistego doświadczenia autora, zdołał przekroczyć jego indywidualną perspektywę. Nie oznacza to, że ból znika, a brak bliskiej osoby staje się łatwiejszy do zaakceptowania. Czasami jednak świadomość, że ktoś potrafił ubrać w dźwięki to, co sami nosimy w sobie, przynosi trudną do opisania ulgę. Dokładnie takie są utwory najniższego człowieka. Stają się plastrem na to, co boli, i nadzieją, że kiedy w końcu przyjdzie moment, by go zerwać, rana będzie już choć trochę zabliźniona. Że mimo lekkiego szczypania, przypominającego o tym, co utracone, nadejdzie dzień, w którym wspomnienia przestaną boleć, a zamiast łez przyniosą wdzięczność.
Życie to nieustanna improwizacja
Mimo całego emocjonalnego ciężaru tej twórczości świat najniższego człowieka nie składa się wyłącznie z melancholii, trudnych wspomnień i prób oswojenia własnych demonów. Jest w nim również miejsce na zwyczajność, przypadek i historie, nabierające z perspektywy czasu nieco zabawnego wymiaru. Bo choć muzyka potrafi być bardzo osobistym doświadczeniem, jej tworzenie i prezentowanie na żywo wiąże się też z całą masą sytuacji, na które nie zawsze mamy wpływ. Jedną z nich okazała się trasa koncertowa Songbloom, podczas której artysta musiał poradzić sobie z niecodziennym problemem:
Całą trasę Songbloom zagrałem na… nie moich gitarach! Po pierwszym koncercie na trasie w Łodzi, na którym nie występowałem ze względu na zobowiązania względem Great September, moja gitara, która miała być przywieziona do Gdyni została w „Cyrku Pod Zielonym Xiężycem”. Rafał (NEAL) był strasznie podłamany tą sytuacją, bo gitary nie mieliśmy jak odebrać, więc wszystkie występy grałem na gitarach moich kolegów.
Historia ta, chociaż przytoczona jako anegdotka, jest też poniekąd świetnym opisem tego, co daje twórczość najniższego człowieka. Nieprzewidywalność, otwartość na to, co nieznane, i gotowość do przyjmowania rzeczywistości taką, jaka jest. W końcu nie zawsze wszystko musi układać się zgodnie z planem, by mogło wydarzyć się coś wartościowego. Czasami wystarczy pozwolić sobie na odrobinę improwizacji.
Zachęcamy do odwiedzenia kanału najniższego człowieka na Spotify oraz obserwowania jego muzycznych działań na Instagramie.
Zapraszamy również do zobaczenia innych artykułów z cyklu Poznaj Muzyków oraz posłuchania playlisty z utworami wszystkich Artystek i Artystów.









Tutaj możesz zostawić komentarz: