Tworzone przez Weronikę kwiaty z papieru do złudzenia przypominają żywe rośliny. Jej historia zaczęła się od pracy w kwiaciarni, do której trafiła po maturze. Z czasem zainteresowanie florystyką zaczęło splatać się z fascynacją sztuką, prowadząc ją w stronę papierowych kwiatów. Porozmawiałyśmy o tym, jak te kwiaty pomagają zachować ważne, osobiste historie, dlaczego praca z nimi wiąże się z głębszymi emocjami niż praca z żywymi roślinami i czego florystyka nauczyła Weronikę o emocjach.
Zapowiedz siebie!
Mam na imię Weronika z zawodu jestem florystką, a od pięciu lat, pod nazwą Bibula Blooms tworzę kwiaty z papieru i właśnie z tym wiąże swoją przyszłość. W mojej domowej pracowni powstają papierowe rośliny, którym początek dała fascynacja naturą, wyciągnięta z florystyki. Cały czas staram się rozwijać swój warsztat, eksperymentować z papierem i coraz wierniej „portretować” kwiaty. Większość z moich prac powstaje na indywidualne zamówienia i mocno wiąże się historiami i emocjami, które dotyczą konkretnych roślin i przekazywane są mi przez kolekcjonerów.
Jesteś z zawodu florystką. Dlaczego rozpoczęłaś taką ścieżkę?
To był zupełny przypadek. Wiele osób, które pracuje z kwiatami mówi o rodzinnych tradycjach, dziecięcych wspomnieniach i fascynacjach przyrodą. U mnie zaczęło się od szukania pracy, którą mogłabym podjąć w czasie „najdłuższych wakacji w życiu”, czyli tych po maturze. Pomyślałam o kwiaciarni, bo wydało mi się to wtedy dość przyjemnym zajęciem i widziałam szansę zdobycia jakiegoś ciekawego doświadczenia. Wakacje się skończyły, wyjechałam na studia i tutaj kolejne zrządzenie losu i trochę przypadek spowodował, że zaczęłam uczyć się na kierunku architektura krajobrazu. Znałam tylko trochę podstaw pracy w kwiaciarni, ale to w połączeniu ze szczęściem wystarczyło, żebym znalazła pracę, na czas studiów, w kolejnej kwiaciarni, już w Poznaniu. To właśnie tam zdobywałam pierwsze poważne doświadczenia, zaczęłam jeździć na różne kursy i przepadłam. Teraz mam wrażenie, że to zawód, który jest stworzony dla mnie. A może to właściwie ja, przez tyle lat dopasowałam się do niego?

Czy był jakiś kwiat, który szczególnie Cię fascynował?
Z czasem patrzę na to tak, że fascynują mnie całe grupy roślin i ich różnorodność w obrębie tych grup. Szczególną sympatię mam do pnączy. Lubię ich linie i organiczne, miękkie kształty. Nie wiem czy jestem w stanie wymienić jeden kwiat bo widzę też, że im więcej uwagi poświęcam na przyglądanie się im, tym więcej ciekawych szczegółów potrafię w każdym dostrzec.
Czego florystyka nauczyła Cię o kwiatach, czego nie widać na pierwszy rzut oka?
Florystyka nauczyła mnie ile w kwiatach jest emocji i tego właśnie nie widać na pierwszy rzut. Często za kolorowym bukietem (albo nawet pojedynczym kwiatem) kryje się cała historia. Nie raz płakałam z kimś rozmawiając o kwiatach, śmiałam się i przytulałam, dzieląc wzruszenie. Okazuje się, że rośliny często są tylko pretekstem do tego, żeby przekazać coś więcej.

Czy na pewnym etapie, sama florystyka przestała Ci wystarczać? Pamiętasz swój pierwszy papierowy kwiat? Co skłoniło Cię do jego stworzenia?
Nigdy nie będę miała dość florystyki i tego jestem pewna. Jak w każdym zawodzie doświadczyłam też tutaj blasków i cieni, ale czuję, że jest to „relacja pomimo wszystko”. Florystyka jest dla mnie często wyjściem do innych poszukiwań i odkryć. Mając tak wiele do czynienia z tym światem, naturalnie zaczęłam interesować się też uprawą kwiatów, ich historią, różnymi sposobami wykorzystania, połączeniami między kwiatami a sztuką. Tak trafiłam na papierowe kwiaty. Ludzie od wielu lat odtwarzali kwiaty nie tylko z papieru, ale też ze szkła i innych materiałów. Chciałam spróbować, tak zupełnie z ciekawości. Pierwszymi kwiatami, które zrobiłam z papieru były maki i zaraz potem groszek pachnący. Pamiętam tą radość, chociaż dzisiaj patrząc na zdjęciach tych pierwszych, papierowych prac uśmiecham się z lekkim zawstydzeniem. Jedną z rzeczy, które wyjątkowo wyraźnie wspominam z tego początku były emocje jakie mi towarzyszyły. Nie wiem dlaczego, po prostu poczułam, że to może być dla mnie taką drogą jak florystyka, że to może być moją kolejną „idealną” drogą.
Co dał Ci papier, czego nie mogły dać Ci żywe kwiaty?
Wydaje mi się, że dla mnie te światy się tak naprawdę uzupełniają. Papier aktualnie jest dla mnie cały czas przestrzenią do rozwoju, czuję, że jest to droga, którą chce cały czas odkrywać. Bez doświadczenia, które zbierałam przez wiele lat pracy z żywymi kwiatami moje prace i papierowe kwiaty na pewno nie wyglądałyby tak samo.

Czym różni się, według Ciebie, praca z żywymi a papierowymi kwiatami?
Widzę dużo wspólnego w obydwu tych pracach i może dlatego właśnie tak mocno zakochałam się w tych dwóch zawodach. Różnicą, którą w jakiś sposób staram się jeszcze oswoić jest pewnego rodzaju samotność pracowni. W kwiaciarni stały kontakt z drugim człowiekiem był dla mnie zawsze ogromną wartością. Chociaż ten kontakt z drugą osobą jest mniejszy to praca z papierowymi kwiatami jest też dla mnie pracą na jeszcze głębszych emocjach. Często moi kolekcjonerzy, którzy zamawiają indywidualne projekty powierzają mi bardzo prywatne historie. Pomimo tego, że wiele opowiadam o kulisach pracy na moich social mediach, znaczna część tego, co kryje się za niektórymi pracami zostaje tylko pomiędzy mną, a zamawiającym. To są często bardzo ciężkie przeżycia, bardzo prywatne, ale też bardzo ważne i kształtujące jakieś naprawdę istotne momenty, które ludzie chcą dzięki tym pracom zatrzymać. Papierowe kwiaty dają możliwość zachowania w pewien sposób właśnie tych opowieści.
Czy zdarza Ci się rozkładać prawdziwy kwiat na części, żeby zrozumieć jego budowę?
Oczywiście i to wiele razy! Od wiosny do jesieni staram się korzystać bardzo często z sezonowych kwiatów, zbierać je, przyglądać się im jeszcze uważniej niż w kwiaciarni, szkicować, robić zdjęcia. Natura pozostaje dla mnie najlepszą nauczycielką.


Co sprawia, że papierowy kwiat zaczyna wyglądać realistycznie?
Najważniejsze są szczegóły. Trzeba zobaczyć i postarać się zrozumieć wiele kwiatów z danego gatunku, żeby uchwycić te najbardziej charakterystyczne rzeczy i jednocześnie często właśnie te, które wydają się drobne, nadają kwiatom charakteru. Fascynuje mnie, że każda gałązka danych kwiatów jest inna i jednocześnie nie mamy wątpliwości, że są one tego samego gatunku, tej samej odmiany. Zawsze jest coś głębiej, coś charakterystycznego w tych drobnych detalach, co pomimo zmienności innych rzeczy nadal pozostawia dany kwiat naprawdę rzeczywistym i jednocześnie jedynym w swoim rodzaju.
Ile w Twojej pracy jest precyzji, a ile intuicji?
Więcej jest chyba intuicji. Staram się wyznawać zasadę jak w florystyce, że to kwiat mnie poprowadzi. Zaczynam prace od szkicu, mam ogólny plan danej rośliny, ale szczegóły są czymś co zawsze wyklaruje się już podczas procesu. Daje kwiatom być kwiatami, na ile to jest tylko możliwe w tej papierowej wersji.
Co jest trudniejsze – odwzorować idealny kwiat czy jego naturalną niedoskonałość?
W obydwu przypadkach granica wydaje mi się dość cienka. Można idealnie odwzorować dany kwiat i staje się on wtedy tak idealny, że aż nierzeczywisty. Niedoskonałości, które w naturze wydają się czasem pojawiać dość swobodnie i losowo tak naprawę też mają swoją charakterystyczną strukturę i cechy. Można łatwo przekroczyć i w tą stronę linie między wyobrażeniami i domysłami, a tym jak to naprawdę wygląda. Najbardziej wymagające jest chyba to, żeby tych cienkich granic w obydwu przypadkach pilnować i nie zapominać, że to natura daje najlepszy wzór do naśladowania.

Czy papier sprawił, że jeszcze bardziej doceniasz naturę?
Zdecydowanie! Dzięki tworzeniu papierowych kwiatów o wiele uważniej przyglądam się tym żywym i nieustannie jestem pod wrażeniem. To ile subtelności, sprytu i piękna natura daje nam w roślinach jest niesamowite.
Czy myślisz o swoich kwiatach bardziej jak o dekoracji, czy jak o pamiątce, która może zostać na lata?
Chciałbym, żeby była to jednak wartość, która zostaje z kimś na lata. Patrzę na moje kwiaty z papieru jak na możliwość zachowania wspomnień, które w jakiś sposób w historii moich kolekcjonerów połączyły się z danymi roślinami.
Gdybyś miała opowiedzieć swoją drogę jednym kwiatem, jaki by to był i dlaczego?
Słonecznik, tak jak wyżej gdzieś wspominałam, ciężko byłoby mi wskazać jeden ulubiony czy najbardziej fascynujący kwiat, ale słonecznik wymieniam zawsze, kiedy mam mimo wszystko wskazać jakąś jedną roślinę. Mam wrażenie, że ona dobrze opisuje tę drogę i dobrze opisuje mnie. Jest w nim dużo optymizmu, ale też dużo nostalgii, kiedy przekwita. Jest w nim coś prostego, ale jednocześnie szczerego i wesołego. Pomimo tej ciemnej, jesiennej strony ma też tą swoją najpiękniejszą, letnią i optymistyczną.
Chciałabyś na koniec przekazać coś naszym Czytelniczkom i Czytelnikom?
Jeżeli mogę coś faktycznie zostawić dla Czytelniczek i Czytelników to może moje spostrzeżenia, jak ważne są relacje. Dosłownie wszystkie wspomnienia o jakich „zamknięcie” w moich pracach proszą mnie ludzie związane są z innymi osobami, bliskimi, przyjaciółmi, rodziną. Świat strasznie teraz pędzi, ale jeżeli mamy możliwość to wykorzystujmy jak najwięcej naszego cennego czasu na bycie z bliskimi. To oni w naszych wspomnieniach grają bardzo często główną rolę. A z małym przymrużeniem oka dodam, że ten wspólny czas zawsze warto spędzić w naturze, w pobliżu roślin.

Zachęcamy Was do obserwowania profilu Bibula Blooms na Instagramie i Facebooku.









Tutaj możesz zostawić komentarz: