Życie między dwiema kulturami często wiąże się z pytaniami o pochodzenie, przynależność i to, kim „naprawdę” się jest. Patrycja Hyodo-Malewska, wychowana na styku kultury polskiej i japońskiej, opowiada o tożsamości oraz oczekiwaniach, które pojawiają się wobec osób o mieszanych korzeniach. Mówi też o Japonii widzianej z bliska, poza turystycznym obrazem, nie tylko przez pryzmat zachwytu, ale też codziennych obserwacji i nieoczywistości.
Zapowiedz siebie!
Nazywam się Patrycja Hyodo-Malewska. Jestem Polko-Japonką, pisarką i twórczynią internetową, a także właścicielką sklepu herbaciano-rękodzielniczego. W życiu prywatnym jestem żoną, mamą pełnej energii trzylatki oraz kocią mamą Totoro i Ponyo. Moje pasje splatają się między kulturami i codziennością – odnajduję radość w pisaniu haiku, czarce herbaty, odkrywaniu smaków japońskiej kuchni, podróżach oraz rękodziele, które pozwala mi współtworzyć rzeczy z duszą.
Jak na przestrzeni lat, z Twojej perspektywy, zmieniło się postrzeganie Japonii w Polsce i z czego to wynika?
Moim zdaniem postrzeganie Japonii zmieniło się w ostatnich latach bardzo mocno. Po pierwsze, był to kraj niemal nieosiągalny – głównie ze względów finansowych. Pamiętam, że kiedy byłam dzieckiem, nie znałam nikogo, kto podróżowałby do Japonii w celach turystycznych. Obecnie sytuacja zmieniła się całkowicie. Japonia jest dostępna jak nigdy wcześniej, a ludzie często są zszokowani jej relatywnie niskimi cenami. Mnóstwo moich znajomych wyjechało do Japonii. Kiedyś egzotyczna, dziś jest niemal na wyciągnięcie ręki.
Dawniej o Japonii, poza takimi oczywistościami jak gejsze, samurajowie, sushi czy harakiri, nie wiedziano powszechnie zbyt wiele. Obecnie, dzięki temu, że wiele osób już tam było, wiedza ta znacznie się pogłębiła. Obserwuję to chociażby wśród miłośników herbaty i kuchni japońskiej – w Polsce jest prawdziwy wysyp restauracji serwujących kuchnię japońską oraz kawiarni oferujących matchę. Jednocześnie pojawia się też pewien niepokój. Coraz częściej można odnieść wrażenie, że niektóre osoby, które poznały Japonię dość powierzchownie, wypowiada się dziś jako eksperci. Zdarza się też, że Japonia staje się raczej modnym trendem niż kulturą, którą poznaje się z uważnością i szacunkiem. Obserwuję to szczególnie w przypadku matchy i marketingu prowadzonego przez osoby zupełnie niezwiązane z Japonią czy herbatą, które potrafią oferować konsumentom „matchę dla dzieci” albo „niebieską matchę”. Dla mnie ważne jest, by nie zatracić w tym wszystkim autentycznego zachwytu nad Japonią jako kulturą – bogatą, złożoną i wartą poznawania w sposób głębszy niż tylko przez pryzmat mody czy chwilowego zainteresowania.

Bardzo podoba nam się to, że w przekazach o Japonii, unikasz zero-jedynkowego podejścia, dzięki czemu pokazujesz ten kraj, z bardziej złożonej perspektywy. Kiedy poczułaś, że chcesz opowiadać o tym w Internecie i dlaczego?
Staram się mówić o Japonii szczerze, choć nie zawsze spotyka się to z dobrym odbiorem. Część osób nie jest otwarta na bardziej złożony obraz Japonii, a dla niektórych – szczególnie tych, których działalność opiera się na idealizowaniu tego kraju – mówienie o jego mniej wygodnych aspektach bywa po prostu niekorzystne. Świadomie postanowiłam opowiadać o Japonii zarówno przez pryzmat jej piękna i wyjątkowości, jak i jej wad. Uważam bowiem, że nie istnieje kraj idealny ani idealny naród. Tymczasem w niektórych środowiskach narosło przekonanie, że Japonia jest wręcz nieskazitelna i nietykalna. Od pewnego czasu zaczęłam dostrzegać, że taka idealizacja prowadzi w niepokojącym kierunku. Kiedy mówiłam o sytuacjach, w których zostałam źle potraktowana przez Japończyka lub japońską firmę – a niestety zdarzyło mi się to i mocno to odczułam – część osób zaczynała to podważać. Pojawiały się komentarze, że „to nie jest japońskie zachowanie”, więc albo przesadzam, albo był to „wyjątek potwierdzający regułę”. Jakby samo przyznanie, że w Japonii również zdarzają się trudne czy nieprzyjemne sytuacje, burzyło czyjąś wyidealizowaną wizję tego kraju.
Zaczęłam też zauważać, jak ogromny potrafi być hejt w niektórych środowiskach – nawet w tak błahych kwestiach jak przygotowywanie herbaty. Niektórzy autentycznie oburzają się, że ktoś miesza matchę spieniaczem zamiast tradycyjnym chasenem, podczas gdy w samej Japonii w wielu kawiarniach matcha podawana jest już w formie gotowego koncentratu z cukrem, który po prostu wlewa się do filiżanki. Oczywiście uważam, że japońska kultura zasługuje na ogromny podziw. Wiele zachowań, wartości i rozwiązań społecznych jest naprawdę godnych uznania. Jednocześnie są to nadal po prostu ludzie – ze swoimi zaletami, wadami, emocjami i sprzecznościami. Mam wrażenie, że część turystów lub osób, które spędziły w Japonii krótki czas, często odbiera japońską uprzejmość jako całkowicie szczerą i dosłowną. Ja, obserwując Japonię od środka, widząc relacje rodzinne, codzienne zachowania i to, jak często uśmiech bywa jedynie społeczną maską, a prawdziwe emocje pozostają niewypowiedziane, nie potrafię zgodzić się z tak bezrefleksyjną idealizacją. Japonia jest dla mnie krajem fascynującym – niezwykle bogatym kulturowo i inspirującym. Czerpię z niej każdego dnia, zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym. Jednocześnie mam świadomość jej wad i ciemniejszych stron. Znam Japonię trochę inaczej niż przeciętny turysta i sama doświadczyłam tam rozczarowań oraz sytuacji, w których zostałam potraktowana źle. Nie odbiera mi to fascynacji tym krajem, ale sprawia, że patrzę na niego bardziej świadomie i uczciwie.
Jakie wspomnienie z dzieciństwa, związane z odwiedzinami Japonii, najbardziej utkwiło Ci w pamięci? Co sprawiło, że właśnie ono z Tobą zostało?
Jednym z moich pierwszych wspomnień związanych z Japonią, które od razu przyszło mi do głowy, było wspólne lepienie mochi. Nie pamiętam już, czy byli wtedy z nami rodzice, ale na pewno ja, mój brat i babcia poszliśmy do domu prababci. Prababcia mieszkała w tradycyjnym, parterowym, drewnianym domu. Pamiętam, że po wejściu należało zapalić kadzidełka przy domowym ołtarzyku – prababcia była shintoistko-buddystką i duchowość była ważną częścią jej codzienności. Siedzieliśmy razem i formowaliśmy mochi z lepkiego, ciągnącego się ciasta. Zupełnie nie przypominało ono jednak tego mochi, które dziś stało się modne – słodkiego, z truskawką czy kremem mascarpone. Tamto było wytrawne, bardzo klejące i ciągnące się do tego stopnia, że trudno było je nawet przeżuć i przełknąć. Pamiętam, że jadło się je na ciepło i szczerze mówiąc, wtedy zupełnie mi nie smakowało. Mimo to samo wspomnienie tamtej chwili pozostało dla mnie niezwykle ciepłe. Wspólnie spędzony czas, atmosfera starego domu i poczucie rodzinnej bliskości są dziś dla mnie znacznie ważniejsze niż smak samego mochi.

Patrząc na to, kim dziś jesteś, które elementy kultury polskiej i japońskiej najmocniej wpłynęły na to, jaką osobą się stałaś?
Wydaje mi się, że z polskiej kultury z pewnością przejęłam rodzinność. Rodzina i czas spędzony z bliskimi są dla mnie najważniejsze. Zupełnie nie udzielił mi się natomiast japoński system wartości, w którym praca często zostaje wyniesiona na piedestał. Wykonuję pracę kreatywną, która jest spełnieniem moich marzeń. Kosztuje mnie ona wiele czasu i wysiłku, ale mam ten komfort, że w dużej mierze mogę organizować ją po swojemu. Dlatego najczęściej pracuję nocami.
Od dziecka mam też pewną obsesję na punkcie czasu i jego upływu – coś na granicy lęku przed przemijaniem. Być może właśnie stąd bierze się moja fascynacja haiku. W tej japońskiej formie poetyckiej motyw przemijania pojawia się bardzo często, ale ukazany jest w sposób subtelny i piękny. Sama również staram się dostrzegać piękno w ulotności codziennych chwil.

Z japońskiej strony jestem natomiast osobą bardzo powściągliwą w okazywaniu emocji. Nie jestem ekspresyjna, stresuje mnie bezpośrednia konfrontacja z drugim człowiekiem. Myślę, że przejęłam również pewien japoński sposób postrzegania estetyki – lubię wyglądać schludnie, naturalnie, minimalistycznie i raczej elegancko. Bliska stała mi się też japońska wrażliwość na codzienność, naturę i rzeczy niedoskonałe. To dostrzeganie piękna w prostych chwilach, detalach i przemijaniu jest mi bardzo bliskie. Zresztą temat japońskiej estetyki i wpływu japońskiej kultury na sztukę oraz styl życia to właściwie temat bez końca. Z polskiej strony wyniosłam natomiast ciepło, rodzinność i pewną życiową zaradność, które są dla mnie bardzo ważnym fundamentem.
Czy czujesz, że któraś z tych kultur daje Ci większe poczucie „bycia sobą”?
Szczerze mówiąc, obie kultury przenikają się we mnie tak mocno, że nie czuję, by jedna była bardziej „moja” od drugiej. Przez długi czas zastanawiałam się nad swoją tożsamością i próbowałam odpowiedzieć sobie na pytanie, kim właściwie jestem, ale z czasem przestałam szukać jednej definicji. Po prostu zaakceptowałam siebie i dziś czuję się sobą. W Polsce wiele osób postrzega mnie bardziej jako Japonkę, a w Japonii bardziej jako Polkę. Myślę jednak, że właśnie to połączenie obu kultur tworzy mnie taką, jaka jestem. Jestem na tyle „wymieszana”, że dopiero kombinacja polskiej i japońskiej kultury daje mi poczucie, że mogę być naprawdę sobą.

W wielu wywiadach jesteś przedstawiana jako osoba wychowana na styku kultur – pół Polka, pół Japonka. Czy sama miałaś kiedyś trudność z tym, aby zdefiniować siebie po prostu jako Patrycję Hyodo? Jak dzieci rodziców urodzonych w dwóch odległych od siebie kulturach, mogą odnaleźć drogę nie do jednej z nich, ale samych siebie?
Nie lubię określenia „pół Polka, pół Japonka”, bo ono sugeruje, że jesteśmy kimś tylko w połowie. A ja nigdy nie czułam się „w połowie” sobą. Dorastałam w Polsce, tutaj mieszkam, ukończyłam polonistykę z wyróżnieniem, studiowałam także logopedię, uczyłam dzieci języka polskiego, piszę książki, mam polskie obywatelstwo. Nie czuję, żeby sam kształt moich oczu miał sprawiać, że jestem mniej Polką.
Oczywiście mam też wiele cech – zarówno fizycznych, jak i osobowościowych – które są japońskie. Kiedyś bardzo chciałam być taka jak inni, niczym się nie wyróżniać. Z czasem jednak zrozumiałam, że moja dwukulturowość nie jest czymś, co mi coś odbiera, ale czymś dodatkowym, czymś wzbogacającym. I myślę, że właśnie taka zmiana perspektywy jest najważniejsza. Dlatego dużo bliżej mi do pojęcia „double” niż „hāfu”. Nie czuję się „połową” czegokolwiek, ale połączeniem dwóch kultur, doświadczeń i sposobów patrzenia na świat. I wierzę, że dzieci wychowane na styku kultur nie muszą wybierać jednej strony ani próbować się dopasować. Najważniejsze jest to, by odnaleźć siebie – a to „siebie” może wyglądać inaczej u każdej osoby, bo każdy z nas jest po prostu wyjątkowy.
Czy czujesz, że Twoja historia bardziej Cię definiuje, czy raczej daje Ci wolność wyboru?
Myślę, że to bardzo zależy od perspektywy i od tego, jak sami podchodzimy do swojego pochodzenia. Osoby o mieszanych korzeniach często spotykają się z pewną presją społeczną – że „powinny” mówić w obu językach, znać idealnie obie kultury albo spełniać jakieś wyobrażenia innych ludzi. A jeśli tego nie robią, to pojawia się poczucie wstydu albo zarzut, że są „niewystarczająco” związane z jedną czy drugą stroną. Jeśli ulegniemy takiej presji, rzeczywiście możemy mieć poczucie, że to pochodzenie nas definiuje i odbiera nam wybór. Ale ja wierzę, że wybór zawsze istnieje.

Znam osoby o mieszanych korzeniach, które świadomie wybrały jedną kulturę i otwarcie mówią, że czują się na przykład wyłącznie Polakami – często z powodów rodzinnych, emocjonalnych czy związanych z tym, gdzie dorastały. I to również jest w porządku. Dla mnie pochodzenie jest tylko jedną z wielu rzeczy, które nas kształtują. Ważniejsze są nasze wartości, charakter, sposób, w jaki traktujemy innych ludzi i to, kim stajemy się jako człowiek. Historia może być częścią naszej tożsamości, ale nie powinna odbierać nam wolności do definiowania siebie na własnych zasadach.
Jakie pytanie związane z Twoją tożsamością lub życia między kulturami najrzadziej pada, a chciałabyś, żeby pojawiało się częściej?
Chciałabym, żeby częściej pojawiało się pytanie o presję, jaką osoby żyjące między kulturami potrafią odczuwać ze strony otoczenia. Ludzie często zakładają, że skoro ktoś ma mieszane korzenie, to „powinien” perfekcyjnie znać oba języki, obie kultury i umieć odnaleźć się w każdej sytuacji. Sama nieraz słyszałam, że to wstyd, że nie mówię płynnie po japońsku albo że „marnuję” swoje możliwości. A przecież za każdą historią stoją konkretne doświadczenia rodzinne, wychowanie, emocje i życiowe okoliczności. Myślę, że za rzadko mówi się o tym, że tożsamość nie powinna być sprawdzianem do zaliczenia. Nie musimy spełniać cudzych oczekiwań, żeby mieć prawo do swoich korzeni.

Czy jest coś, czego w Japonii nie lubisz?
Tak, nie jestem osobą, która lubi lukrować rzeczywistość. Wiem, że obecnie wiele osób idealizuje Japonię – w internecie pełno jest postów i filmów romantyzujących ten kraj i jego mieszkańców. I oczywiście rozumiem skąd to się bierze, bo Japonia naprawdę potrafi zachwycić: kulturą, niezwykłymi krajobrazami, bezpieczeństwem czy uprzejmością ludzi. Ale życie tutaj ma też swoją drugą stronę, której turyści często nie są w stanie dostrzec. Japończycy bardzo rzadko pokazują swoje prawdziwe emocje wprost. Często są mili, uśmiechnięci i uprzejmi, ale dopiero od osób trzecich można dowiedzieć się, co naprawdę myślą. Dla turystów to bywa nawet komfortowe, bo wszyscy traktują ich z ogromnym szacunkiem. Jednak dla osób żyjących na co dzień z Japończykami, taki brak szczerości i bezpośredniości potrafi być męczący – trudno odczytać prawdziwe emocje i intencje.
Nie podoba mi się również kultura pracy. W tym roku rozmawiałam o tym z wieloma znajomymi mieszkającymi w Japonii – zarówno Polakami, jak i Japończykami – i warunki pracy naprawdę potrafią być bardzo ciężkie. 10 dni wolnego rocznie, a ponieważ nie istnieje coś takiego jak płatne zwolnienie chorobowe, te dni wykorzystuje się właśnie na chorobę. To oznacza brak wakacji w takim rozumieniu, jakie znamy z Europy. Moja koleżanka, chcąc przylecieć do Polski na zaledwie 5 dni, musiała zwolnić się z pracy, bo pracodawca nie zgodził się na tak długi urlop pod rząd. Do tego dochodzą nadgodziny, które często są czymś zupełnie normalnym i przeważnie pozostają niepłatne. Dla mnie – osoby, dla której rodzina i życie prywatne są bardzo ważne, taki brak równowagi między pracą a życiem byłby po prostu nie do zaakceptowania.
A istnieje coś, co obserwujesz w kulturze japońskiej i bardzo chciałabyś przenieść do polskiej codzienności?
Zdecydowanie tak. Mimo że Japonia ma swoje trudne strony, jest też wiele rzeczy, które naprawdę podziwiam i które chętnie przeniosłabym do naszej codzienności. Przede wszystkim ogromny szacunek do drugiego człowieka i przestrzeni wspólnej. W Japonii ludzie bardzo dbają o to, żeby nie przeszkadzać innym – czy to w komunikacji miejskiej, w kolejkach, czy po prostu na ulicy. Panuje tam niezwykła kultura ciszy i wzajemnego respektu. Nikt nie krzyczy przez telefon w pociągu, nie zostawia po sobie bałaganu.

Bardzo podoba mi się też dbałość o estetykę i szczegóły. Nawet małe rzeczy – sposób pakowania prezentów, przygotowanie jedzenia czy wygląd przestrzeni publicznej, pokazują, że ktoś włożył w to serce i uwagę. Uwielbiam również ich podejście do punktualność. Transport publiczny działa niesamowicie sprawnie, ludzie szanują cudzy czas i to daje ogromny komfort życia. I chyba najważniejsze – poczucie bezpieczeństwa. Japonia jest jednym z niewielu miejsc, gdzie można wracać samemu późno w nocy i naprawdę czuć się spokojnie. Dzieci od małego uczone są samodzielności, a społeczeństwo funkcjonuje w oparciu o bardzo wysokie zaufanie społeczne. To coś, co robi na mnie nieustannie ogromne wrażenie. Myślę, że idealny świat byłby gdzieś pośrodku – z japońskim szacunkiem, kulturą i bezpieczeństwem, ale jednocześnie z europejskim luzem, szczerością i większym balansem między pracą a życiem prywatnym.
Sprawiasz wrażenie osoby bardzo wrażliwej na piękno codzienności, drugiego człowieka i uważnej na samą siebie. Co najbardziej wpływa na Twój rozwój i sposób patrzenia na świat?
Myślę, że najbardziej wpływają na mnie ludzie, natura i codzienne doświadczenia, które uczą uważności. Z wiekiem coraz bardziej zauważam, że to właśnie w prostych, zwyczajnych momentach kryje się najwięcej piękna i prawdy o życiu – w rozmowie, ciszy, świetle o poranku, spacerze czy obecności drugiego człowieka. Ogromnie zmieniło mnie też macierzyństwo. Odkąd zostałam mamą, mam wrażenie, że na nowo odkrywam świat. Dziecko przypomina mi, jak wielką radość mogą dawać najbardziej trywialne rzeczy i sytuacje – deszcz uderzający o szybę, cień liści na ścianie, kamień znaleziony podczas spaceru czy śmiech bez konkretnego powodu. Ta dziecięca ciekawość i zachwyt nad codziennością bardzo uczą pokory i pomagają zwolnić.
Duży wpływ ma na mnie również życie między kulturami, bo nauczyło mnie patrzeć na świat z różnych perspektyw i nie oceniać wszystkiego w sposób zero-jedynkowy. Dzięki temu jestem bardziej otwarta na różnorodność ludzi, emocji i doświadczeń. Bardzo rozwijające jest też dla mnie obserwowanie samej siebie – swoich emocji, zmian i tego, jak człowiek dojrzewa na różnych etapach życia. Myślę, że właśnie ta uważność najbardziej kształtuje mój sposób patrzenia na świat – umiejętność zatrzymywania się przy rzeczach pozornie małych, które często okazują się najważniejsze.
Wydałaś również tomiki haiku. Mają one w sobie ulotność, subtelność i niezwykle głęboką refleksyjność. Jak myślisz, dlaczego te krótkie formy, tam mocno potrafią dotknąć serca i duszy? Co sprawia, że nasze myśli, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, przestają pędzić?
Myślę, że dzieje się tak przez ciszę i przestrzeń, które haiku w sobie pozostawia. To bardzo oszczędna forma, więc w kilku słowach trzeba zawrzeć obraz, moment, który zostawia czytelnika z własnymi myślami i odczuciami. Bardzo ważna jest też natura, która stanowi serce haiku. To dźwięki, zapachy, kolory, dotyk ziemi, wody czy kory drzew – coś, czego wszyscy jesteśmy częścią, nawet jeśli na co dzień o tym zapominamy. Haiku przypomina o uważności i o byciu „tu i teraz”. A kiedy naprawdę otworzymy się na naturę i damy sobie ten luksus, jakim we współczesnym świecie jest cisza oraz czas, wtedy zarówno natura, jak i słowa potrafią dotknąć nas bardzo głęboko i na moment ukoić.
Jak odnajdujesz spokój albo przestrzeń na zatrzymanie w świecie, który cały czas przyspiesza?
Mam kilka codziennych rytuałów, które są dla mnie takimi małymi kotwicami w ciągu dnia. Bardzo łatwo się przebodźcowuję, więc te chwile zatrzymania są dla mnie naprawdę ważne i pomagają mi wracać do siebie. Jednym z takich rytuałów jest dla mnie herbata. Codziennie przygotowuję matchę w dość tradycyjny sposób – tylko z wodą, w moim ulubionym, ręcznie wykonanym chawanie. Do tego mała, często bardzo prosta słodycz. Staram się nie robić tego w pośpiechu, tylko naprawdę być przy tym momencie: zwrócić uwagę na smak, temperaturę, zapach. To dla mnie taki mikro-rytuał uważności.

Drugą kotwicą jest chwila tylko dla siebie – masaż twarzy albo krótka pielęgnacja, która daje mi poczucie, że zadbałam o siebie, choćby przez kilka minut. To bardzo prosty gest, ale działa jak sygnał zatrzymania. No i spacer z rodziną – najlepiej wśród łąk, drzew, często nad pobliskim jeziorem. Kontakt z naturą bardzo mnie uspokaja i pozwala zwolnić, nawet jeśli dzień był intensywny. Te trzy rzeczy pomagają mi wracać do równowagi i łapać oddech w świecie, który cały czas przyspiesza.
Chciałabyś na koniec przekazać coś naszym Czytelnikom i Czytelniczkom?
Na koniec chciałabym chyba przede wszystkim zachęcić wszystkich do otwartości – na ludzi, na inne kultury i na świat. Podróże naprawdę poszerzają horyzonty i uczą pokory. Dzięki nim możemy zobaczyć, jak różnie można żyć, myśleć i postrzegać codzienność. Warto z tego czerpać inspirację i uczyć się od innych tego, co najlepsze. Jednocześnie dobrze pamiętać, że jako turyści widzimy zazwyczaj tylko fragment rzeczywistości – ten najpiękniejszy, najbardziej dostępny i często przygotowany właśnie dla odwiedzających. Prawdziwe życie w danym kraju bywa dużo bardziej złożone. Dlatego warto patrzeć szerzej, bez idealizowania, ale też bez oceniania. Myślę, że najważniejsze jest znalezienie własnej równowagi – umiejętność inspirowania się światem, a jednocześnie pozostania blisko swoich wartości i tego, co naprawdę daje nam szczęście. Bo czasu mamy niewiele i dobrze przeżyć go w zgodzie ze sobą, z szacunkiem do innych ludzi i z wdzięcznością za możliwość poznawania świata.
Zachęcamy Was do obserwowania profilu Patrycji na Instagramie.









Tutaj możesz zostawić komentarz: