Na swój sukces czekał ponad 10 lat. Jednak jeśli spojrzymy na listy przebojów w największych stacjach radiowych w Polsce oraz obecność Dominika Dudka w mediach, było warto. Jak sam przyznaje, czuje się pełnoprawnym muzykiem i spełnionym człowiekiem, dzięki temu, że może żyć realizując się w zawodzie swoich marzeń. Jak sam podkreśla, udział i zwycięstwo w The Voice of Poland zawdzięcza swojej dziewczynie, która w ten sposób zachęciła go do podjęcia ostatniej walki o marzenia muzyczne. Jakie plany na przyszłość ma wokalista i kiedy możemy spodziewać się debiutanckiego albumu? Czy oprócz „Follow You” znajdą się na nim również inne utwory w języku angielskim?
Zapowiedz siebie!
Dominik Dudek to chłopak z małej miejscowości, spod Limanowej, który postanowił spełniać swoje marzenia. Walczył o nie ponad 10 lat, aż w końcu coś pstryknęło. Teraz jest pełnoprawnym muzykiem, robiącym karierę. Czuję się z tym dobrze, uważam się za osobę spełniającą się.
Co doprowadziło Cię do momentu, w jakim jesteś teraz?
Uważam się za człowieka bardzo wytrwałego i gdyby nie ta wytrwałość, na pewno nie byłbym tu, gdzie jestem. Zaraz po technikum budowlanym podjąłem decyzję, że jednak chcę zostać muzykiem. Poszedłem na studia i to był moment, w którym stwierdziłem, że to jest to. Studiowałem na wydziale jazzu i chociaż bardzo szybko zrozumiałem, że nie jest to odpowiedni kierunek dla mnie, skończyłem studia. Pokochałem śpiewać, założyłem zespół, z którym wyjeżdżaliśmy do Anglii, graliśmy dużo koncertów, nagraliśmy trochę materiału. Jednak cały czas czułem, że pewnych rzeczy nie mogę przeskoczyć. Pojawiały się przeszkody i doświadczyłem mnóstwa porażek, a właściwie to ich pasmo. Chociaż udało się zrobić parę super rzeczy, po drodze zespół się rozpadał i ponownie łączył. Po 10 latach walki o te marzenia byłem bardzo zrezygnowany i totalnie nie chciałem zajmować się muzyką. Zatrudniłem się na budowie, pracowałem u taty w firmie. A później moja dziewczyna zgłosiła mnie do The Voice of Poland i wtedy moje życie się zmieniło.
Z jakim nastawieniem poszedłeś w takim razie do programu?
Szczerze mówiąc, początkowo nie chciałem tam iść, bo byłem wtedy naprawdę bardzo zrezygnowany. Wyobraźcie sobie, że przez 10 lat staracie się coś osiągnąć, a efekty wciąż są niewielkie. Byłem trochę załamany i musiałem przepracować to na terapii. Ostatecznie zdecydowałem się pójść do The Voice z nastawieniem: „będzie, co ma być”. Moja dziewczyna powiedziała mi wtedy, żebym spróbował jeszcze raz, a jeśli i tym razem się nie uda, wtedy odpuszczę. I tak zrobiłem. Przez cały program byłem sobą – otwarcie mówiłem, że pracuję na budowie, a przyszedłem tam po prostu pośpiewać. Piszę sporo piosenek i jeśli komuś się spodobają, to super. Każdy etap kończyłem z myślą, że jeśli przejdę dalej, to fajnie, a jeśli nie – to też w porządku. Wydaje mi się, że to moje luźne podejście, brak presji związanej z tym, jak daleko zajdę, czy wygram, było kluczem. Samo uczestnictwo było dla mnie ogromnym sukcesem, a to chyba sprawiło, że ludzie mnie polubili i pozwolili mi wygrać.

Jakim Artystą jest dziś Dominik Dudek?
Nie powiedziałbym, że jestem wielkim artystą z ogromną karierą i dorobkiem, bo to dopiero początek mojej drogi. Oczywiście staram się wyciągnąć z tego wszystkiego jak najwięcej. Kocham folk, a płyta, która ukaże się pewnie na początku 2025 roku, będzie kontynuacją tego, co do tej pory pokazuję – takiego amerykańskiego i angielskiego folku, którym się inspiruję. Czuję, że to moja ścieżka, której w Polsce wciąż trochę brakuje i taki właśnie będzie przyszły Dominik Dudek. W pewnym sensie czuję się spełnionym artystą, bo mogę wydawać swoje piosenki i teksty. Kiedy dowiedziałem się, że moja piosenka leci w RMF FM i w jednej chwili słyszy ją 8 milionów ludzi, to było dla mnie niesamowite – liczby, których nie potrafiłem sobie wyobrazić. Jeśli miałbym opisać siebie jednym słowem, jako artystę, to powiedziałbym, że jestem szczery. Piszę i śpiewam o tym, co czuję. W mediach społecznościowych też nikogo nie udaję.
Jak myślisz, za co najbardziej lubią Cię odbiorcy?
Często spotykam się z komentarzami, że jestem mega pozytywny, a moje piosenki niosą radość. Może ludziom tego brakuje, albo brakowało, więc odrobina radości nikomu nie zaszkodzi. Cała moja płyta też będzie bardzo pozytywna. Myślę, że wiele osób może się ze mną utożsamiać, bo często opowiadałem, że pracowałem na budowie i było okej. Nawet na TikToku odzywają się budowlańcy, którzy mówią, że słuchają mnie w radiu. Wydaje mi się, że ludzie cenią mnie za to, że jestem taki jak oni – zwyczajny chłopak, który spełnia swoje marzenia. Mogę być inspiracją, bo pochodzę z małej miejscowości, gdzie mieszka 700 osób, a mimo to udało mi się zrobić karierę. To naprawdę budujące.
W pewnym momencie Twoja muzyczna kariera ruszyła z kopyta, ale nie zawsze było tak prosto…
W 2023 roku, w pewnym momencie, czułem się tak, jakbym nie wiedział, jak się nazywam – działo się naprawdę dużo. Była końcówka The Voice, preselekcje do Eurowizji, kolejny singiel „Idę”, dzięki któremu zagrałem mnóstwo telewizyjnych koncertów i poznałem masę nowych ludzi. Zawsze o tym marzyłem i w końcu to się działo! To było niesamowite! Teraz zajmuję się już tylko muzyką, zostawiłem pracę na budowie. Cieszę się, że mogę wreszcie żyć z tego, co kocham. Ludzie czasem myślą: „Wypuścił jakąś piosenkę i zrobił karierę”, ale to wcale tak nie wygląda. Przez 10 lat wydałem mnóstwo pieniędzy na naukę – to miliony godzin spędzonych na ćwiczeniu gry na instrumentach, pisaniu piosenek, miksowaniu. Dziś ktoś się dziwi, że potrafię sam napisać i nagrać piosenkę, a ja tego nie nauczyłem się w pół godziny. Zacząłem dłubać już w 2011 roku, a to, co dzieje się teraz, to tylko wisienka na torcie, za którą stoją lata ciężkiej pracy.
Jak udało Ci się przetrwać te cięższe momenty zwątpienia? Wspominasz często, że mocno wspierała Cię dziewczyna, ale czy są jakieś rady, które mógłbyś dać innym artystom znajdującym się właśnie w tym trudnym momencie?
Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że gdyby nie wytrwałość i nieustanna pogoń za marzeniami, nie byłoby mnie tutaj, gdzie jestem. Ciągle marzę – zaraz pewnie włączę sobie jakiś koncert na stadionie i przez dwie godziny będę wyobrażał sobie, że może kiedyś sam tam zagram. Afirmuję to sobie. Dlatego każdemu mogę powiedzieć jedno: bądźcie wytrwali. Jeśli macie szansę, wykorzystajcie ją, bo ja też miałem kilka okazji, których nie wykorzystałem i później żałowałem. Trzeba próbować różnych rzeczy, bo nigdy nie wiadomo, gdzie to nas zaprowadzi.
Opowiem Wam historię… Zanim zacząłem jeździć na koncerty do Londynu, poznałem chłopaka, który mieszkał koło Limanowej, a potem przeprowadził się do Londynu. Tam poznał syna bardzo znanego muzyka. Wysłaliśmy mu kilka naszych piosenek, a on się nimi zachwycił i zaprosił nas do Szkocji, gdzie nagraliśmy wspólną płytę. Naprawdę, dziwne i niespodziewane rzeczy mogą się wydarzyć w życiu, więc warto próbować, wykorzystywać szanse i być wytrwałym.

W swoich mediach społecznościowych dzielisz się w pewnym stopniu również swoją prywatnością. Gdzie jako Artysta, wyznaczysz sobie granice, której nie chciałbyś przekroczyć?
Oczywiście pokazuję swoją dziewczynę Olę, ale zazwyczaj są to nasze tańce, wygłupy czy po prostu miłość. Chociaż dzielimy się kawałkami naszego życia, to dużą jego część zostawiamy tylko dla siebie. Żyjemy w czasach, w których ludzie lubią podglądać życie innych i to się dobrze klika. Dzięki temu łatwiej dotrzeć do nowych odbiorców, a media społecznościowe stały się nieodłączną częścią pracy artysty. Obecnie poświęcam sporo czasu na social media, dlatego współpracuję z content creatorką, która mi w tym pomaga – bywało, że sam nie dawałem rady. Dzisiaj muzykę sprzedaje się przede wszystkim w mediach społecznościowych. Wrzucenie piosenki na Spotify samo w sobie niewiele daje, bo dziennie wychodzi tam około 300 tysięcy utworów. Podejrzewam, że top 10 na Spotify to w dużej mierze virale z TikToka. Dlatego postanowiłem nie zostawać w tyle (śmiech). Wrzucam TikToki codziennie – i tak to teraz wygląda.
A nie uważasz, że obecnie media społecznościowe mogą banalizować treści przekazywane przez artystów?
Wielu artystów narzeka, że musi tańczyć do swoich piosenek albo tworzyć 20 trendów miesięcznie, tylko po to, by zbudować społeczność. Sam wolałbym skupić się wyłącznie na tworzeniu muzyki, ale niestety, to dzisiaj nie wystarcza. Kontentu w sieci jest ogromnie dużo, a wiele rzeczy się powtarza – widzę te same TikToki od różnych artystów po kilkanaście razy dziennie. Rynek jest przesycony, każdy chce się przebić, a jak to zrobić? Trzeba podążać za trendami, tańczyć, wygłupiać się. Zauważcie, że największe kariery robią właśnie ci, którzy działają w ten sposób. To wyzwanie, bo rynek muzyczny zmienił się diametralnie. W latach 90. wystarczyło wypuścić piosenkę, wytwórnia widziała w niej potencjał, wysyłała ją do MTV, i nagle jej autor stawał się gwiazdą grającą na stadionach. A dzisiaj? Mogę wydać 20 świetnych piosenek, ale jeśli nie ma mnie na TikToku, to praktycznie nie istnieję. Z drugiej strony, mogę stworzyć jeden hit, być geniuszem TikToka i osiągnąć większy zasięg niż ktoś, kto tworzy wspaniałą muzykę.
Nie oszukujmy się – słucham sporo alternatywnej muzyki, ale na TikToku nie ma dla niej miejsca. Coraz mniej jest też odbiorców takiej muzyki. Moim zdaniem to wynik tego, że ludzie są „wypaczeni” przez social media, gdzie liczą się tylko viralowe hity. Sam, szukając nowej muzyki, mam problem, bo trudno znaleźć coś oryginalnego – słucham głównie muzyki z lat 90. i 2000. Wyjątkiem jest mój ukochany Coldplay, którego twórczość znam na wylot. Niestety, dziś wszystko zaczyna brzmieć bardzo podobnie i trudno się czymś wyróżnić, bo wydaje się, że „wszystko już było”. Jeśli ktoś znajdzie sposób na wyróżnienie się, często staje się viralem i nagle jest sławny w ciągu miesiąca. To nieustanna walka o viral. Taki mamy rynek i trzeba się do niego dostosować.
„Follow You” został wydany na prośbę Twoich fanów. Jest to utwór w języku angielskim. Jak się czujesz, gdy przekazujesz swoje emocje i przemyślenia w tym języku?
Generalnie wcześniej w ogóle nie śpiewałem po polsku. Kiedy szedłem do The Voice i dostałem do zaśpiewania piosenkę po polsku, to wręcz prosiłem, żeby mi tego nie robili (śmiech). A ostatecznie okazało się, że przez pierwsze trzy etapy śpiewałem właśnie po polsku. Uczyłem się śpiewać po angielsku, bo moje śpiewanie zaczęło się od zespołu Coldplay, który odkryłem na początku 2012 roku. Zakochałem się w ich muzyce, kupiłem całą dyskografię. W tamtym czasie bardzo słabo znałem angielski, bo myślałem, że nigdy mi się nie przyda, ale to się zmieniło. Śpiewałem fonetycznie razem z Chrisem Martinem i jakoś mój angielski teraz brzmi całkiem normalnie – przynajmniej tak mi się wydaje (śmiech).
Pisałem też piosenki po angielsku. Nawet piosenka „Idę”, początkowo była napisana po angielsku, a później została przetłumaczona na polski. Angielski jest dla mnie tak naturalny, że słuchanie muzyki po polsku czasem bywa trudne, a co dopiero pisanie w tym języku. Ale wiem, że jesteśmy w Polsce i muszę śpiewać po polsku – polska muzyka ma tu lepszy odbiór. Nie ukrywam jednak, że o wiele lepiej czuję się, gdy śpiewam po angielsku – łatwiej mi wtedy przekazywać emocje. W „Follow You” wydaje mi się, że te emocje są wyraźnie słyszalne. To w 100% mój tekst i moja muzyka, dokładnie tak, jak chcę brzmieć i co chcę grać.
Sprzedawanie muzyki po angielsku w Polsce jest bardzo trudne, a jednocześnie ciężko jest z nią przebić się za granicą. TikTok też jest ograniczony – jeśli mamy polskie napisy, to raczej nie będzie się wyświetlał w Anglii czy Niemczech. Mimo to, „Follow You” trafiło na światową listę folkową na Spotify, co było dla mnie super osiągnięciem. Myślę, że mój album będzie w połowie po angielsku, a w połowie po polsku. Powiedziałem wytwórni, że zależy mi, aby oprócz polskich singli pojawiły się również utwory po angielsku, bo czuję to naprawdę dobrze. Kocham ten język i na pewno w przyszłości będzie go u mnie jeszcze więcej.
Czy w takim razie marzysz może o duecie z jakimś zagranicznym artystą bądź artystką?
Jest naprawdę wielu artystów, których bardzo cenię. Uwielbiam Imagine Dragons, a że wkrótce będą w Polsce, to oczywiście wybieram się na ich koncert. Miałem już okazję być na ich występie w Berlinie – było niesamowicie, i marzyłbym o tym, żeby kiedyś coś z nimi zrobić. Coldplay – kocham bezgranicznie! No i Oasis, które właśnie się reaktywowało.
„Od kiedy jesteś” to utwór dla Twojej partnerki. Co oprócz miłości inspiruje Cię do pisania piosenek?
Przeżyłem naprawdę wiele różnych rzeczy i mam o czym pisać. Posiadam sporo mniej radosnych piosenek, które na razie leżą i czekają na swoją kolej. Oczywiście moją największą inspiracją jest Ola – to ona sprawiła, że moje życie się całkowicie odmieniło. Ludzie często pytają, dlaczego tak dużo jej w moich social mediach, a to dlatego, że była przy mnie od samego początku. To ona wysłała mnie do The Voice, towarzyszyła mi na każdym etapie programu i przy wszystkich wydarzeniach telewizyjnych. Dla nas to zupełnie naturalne.
Jeśli chodzi o inspiracje, to bywa różnie. Czasami zdarza się, że przez dwa miesiące mam blokadę twórczą i nie jestem w stanie nic napisać, a potem nagle powstaje dziesięć piosenek naraz. Inspiracja potrafi przyjść w najmniej oczekiwanych momentach – podczas jazdy samochodem, na spacerze czy w restauracji. W takich chwilach muszę szybko zapisać pomysł, idę wtedy do toalety, żeby go nagrać. Zdarza się, że jestem pod prysznicem i krzyczę do Oli: „Dawaj telefon, bo mam melodię w głowie, muszę ją nagrać!”. Często właśnie z takich spontanicznych momentów rodzą się nowe piosenki.
Podczas pisania jesteś raczej Artystą obstającym przy swoich pomysłach, czy lubisz słuchać rad innych?
Myślę, że jestem trochę trudny w pracy, ponieważ mam dość dużą wiedzę techniczną, którą wcześniej zdobyłem. Często przynoszę producentowi gotową piosenkę i dostaję feedback, że to jest fajne, ale są rzeczy do zmiany. Bardzo trudno jest mi się z tym pogodzić, zwłaszcza że już się z utworem osłuchałem. Czasami pojawiały się napięcia, bo lubię postawić na swoim. Uczę się jednak, jak być bardziej elastycznym, a niedługo będę pracował z bardzo znanym producentem. Wiem, że muszę być bardziej powściągliwy i podchodzić do tego z dystansem, bo to osoby, które mają na koncie wiele hitów, więc warto im zaufać.
Jednak sam proces tworzenia jest dla mnie bardzo ważny. Piosenki takie jak „Na co mi to”, „Idę” czy „Follow You” to utwory, które napisałem samodzielnie. Mam ich naprawdę sporo, więc być może w przyszłości zacznę pisać również dla innych artystów.

Chciałbyś na koniec przekazać coś naszym Czytelniczkom i Czytelnikom?
Chciałbym, żeby kilka osób spojrzało na moją historię i zobaczyło, że jednak się da. Niektórym sukces przychodzi w kilka miesięcy, a niektórym w 10 lat. Ja jestem tą osobą, która osiągnęła go po 10 czy nawet 12 latach, ale się nie poddałem. I tu chodzi nie tylko o muzykę, a wszystkie dziedziny. Wielu z nas dzieli jeden kroczek od czegoś wielkiego, więc mam nadzieję, że żaden z Czytelników się w tym momencie nie poddaje, przeczyta to i zacznie spełniać swoje marzenia.
Zapraszamy Was do odwiedzenia Instagrama, Facebooka, TikToka oraz Spotify Dominika Dudka.
Zobacz także inne Rozmowy oraz artykuły z cyklu Poznaj Muzyków.









Tutaj możesz zostawić komentarz: