CHRUST – zderzenie osobowości, które zamieniło się w sceniczny spektakl

fot. Monika Kutkowska

Historie zaklęte w tekstach często potrafią przenieść nas w zupełnie odległe meandry naszych myśli czy duszy. CHRUST to jeden z tych zespołów, który potrafi zrobić to w sposób nienachalny, ciekawy, jednocześnie pokazujący wartość – tak muzyczną, jak i ludowo-poetycką.

Wszystko zaczęło się w pandemii…

Ludzie zamknięci w domach w roku 2020, podczas pandemii COVID-19, wpadali na różne pomysły. Nie inaczej było w przypadku Karola i Darka, którzy za punkt honoru postawili sobie utworzenie zespołu grającego oryginalną, polską muzykę alternatywną, ale wyprodukowaną na jak najwyższym poziomie.

Mieliśmy kilka założeń. Miała to być muzyka z wyraźnym wydźwiękiem słowiańskim, ale jak najdalej od nacjonalizmu. Oparta na ciekawych bębnach, bogatych warstwach elektronicznych i z mocnym wokalem. Na początku były bębny i syntezatory, co wychodziło bardzo psychodelicznie i niszowo. Szybko zorientowaliśmy się, że potrzebujemy stylistycznie silnej wokalistki. Po pierwsze, żeby przełamać naszą męską energię, a po drugie, żeby wprowadzić w tę muzykę bardziej emocjonalny aspekt.

Zanim do zespołu dołączyła Małgorzata Oleszczuk, podjętych zostało kilka prób współpracy z innymi wokalistkami, jednak zakończonych fiaskiem. Jak technika była super, to organizacja pracy siadała. Jak organizacja była spoko, to kreatywność siadała – dodaje Karol.

Zwykło się mówić, że w życiu nie ma przypadków. Tak też można popatrzeć na historię Gosi, która rozpoczęła pracę w szkole Darka jako nauczycielka śpiewu. Od słowa do słowa postanowiła spróbować swoich sił w nowopowstałym zespole. Nagrała fragment własnego utwór na dyktafon, wysłała go Messengerem, a zainspirowany Karol poskładał całość i tym oto sposobem powstał pierwszy singiel CHRUSTu – „Hen Za Rzekę”. Gdy po odsłuchaniu wszystkim pojawiły się w oczach iskierki – cała trójka zobaczyła w tym coś więcej niż muzyczną próbę połączenia światów.

Jak dobrze dobrane puzzle

Nazywają się zespołem konsensualnym, w którym członkowie mają takie samo prawo głosu oraz ponoszą odpowiedzialność za efekt końcowy. Nie ma tu podziału prac. Wszyscy piszą teksty, muzykę, zajmują się organizacją, noszą kable i udzielają wywiadów. Panuje równość. Są zespołem nie tylko z nazwy, ale i od kulis. Jak się oddaje swoje serce, żeby coś istniało, to chcąc nie chcąc, wkłada się tam też swoje ego – przyznają. Mimo że każda z osób może wnieść swoją wizję, potrafią słuchać siebie nawzajem i znajdować wspólny kierunek. Czasem pojawiają się spory, ale traktują je jako część procesu twórczego, a nie przeszkodę. Dzięki temu ich muzyka i działania są autentyczne, bo naprawdę odzwierciedlają charakter całego składu. Dzielone doświadczenia i wzajemny szacunek sprawiają, że jest to doskonale słyszalne w odbiorze. Ich utwory budzą najróżniejsze emocje – od spokoju, po zachwyt i pobudzenie.

Tymczasem te same trzy ego, które wygodnie rozsiadają się w procesie twórczym, mieszczą się również w jednym Renault, załadowanym sprzętem.

Pomijając fakt, że wszyscy jesteśmy innych wyznań, płci, orientacji i pochodzenia, to wszyscy mamy zupełnie inne temperamenty i filozofie życiowe. Pewnie z tego powodu ten zespół ma w sobie coś oryginalnego i pewnie też dlatego nie raz trzaskałem drzwiami po próbie dźwięku i szedłem biegać dwie godziny, żeby uspokoić nerwy – wyznaje Karol.

Co więc może się wydarzyć w trasie? Absolutnie wszystko! Tym bardziej że podczas pierwszych nagrań, pojawiały się kłótnie i niesnaski. Na szczęście z tamtych sytuacji cała trójka wyciągnęła lekcje, nauczyła się ze sobą rozmawiać i stawiać czoła nieprzewidywanym sytuacjom. A tych zdążyło się już nieco pojawić, na przestrzeni lat – od porażenia prądem na scenie, po wystające ze sceny gwoździe, na której występują boso, aż po zachorowanie na COVID jednego z członków zespołu, przed ważną trasą koncertową. Jak wspomina Karol:

Próby dźwięku odbywały się beze mnie. Wchodziłem na sam wykon – w kominarce. Pot lał się ze mnie jak z kranu. I tak od miasta do miasta. Wtedy pomyślałem sobie, że tak pewnie jest być na przykład Cugowskim albo inną Madonną i było mi trochę łatwiej.

Inną anegdotą przywołaną przez zespół jest ich występ podczas jednego z folkowych festiwali, gdy na miejscu okazało się, że nie ma dla członków zespołu CHRUST wydzielonej garderoby.

Przebieraliśmy się w samochodzie i zaczęło lać z nieba. I to tak, że zawartość przepełnionych toi-toi zaczynała płynąć razem z błotem po zboczu pod scenę, z której to właśnie wystają gwoździe. Koncert opóźnia się już ponad trzy godziny. Wtedy ktoś pod wpływem nieznanych nam substancji puka w szybkę i z uśmiechem na twarzy mówi, że to nic takiego – bez problemu zawiezie nas swoim samochodem pod scenę, po tym błocie. Ja z Darkiem stwierdziliśmy, że to jest moment, w którym nie ma wstydu powiedzieć – nie gramy. Gdzieś trzeba postawić granicę. Zapytaliśmy Małgorzaty, gdzie ona by postawiła taką granicę. Odpowiedziała, że jak tornado powali drzewa na scenę, to wtedy nie zagra. No więc zagraliśmy. Z początku do pustej polany. Ale Małgorzata nawet w tych warunkach, o godzinie 3:00 nad ranem, ściągnęła ludzi z pola namiotowego pod scenę.

CHRUST – zespół w wielu odcieniach

Chociaż na co dzień kojarzeni są z odcieniami ziemi, korzeniami i ludowością, CHRUST jest niczym mieniący się wieloma kolorami diament. Głos Gosi jest niezwykły, charyzmatyczny i zwracający uwagę. Olbrzymie znaczenie ma również instrumentarium i pojawiająca się coraz śmielej elektronika. To połączenie tradycji z nowoczesnością oraz zupełną świeżością. Trio ma na siebie skonkretyzowany pomysł i konsekwentnie go realizuje. Ich kompozycje są przestrzenne, pełne nawiązań do historii Słowian. Hipnotyzują i powodują pewien rodzaj nostalgii, a zarazem rozbudzają to, co w człowieku najpiękniejsze – rodzaj wrażliwości odkrywany w sobie, który sprawia, że świat na chwilę zwalnia, a drobne emocje nabierają większego znaczenia.

Utwór „Zapiera Mi Dech” powstał we współpracy z Joanną Jabłczynśką, z którą CHRUST poznał się po jednym z koncertów w Kleszczelach.

Po wielu emocjonalnych i sprzętowych walkach koncert udało się zagrać, a po nim – po autograf podeszła do nas Joanna Jabłczyńska. Na początku jej nie poznaliśmy, dopiero potem, w garderobie, każdy zaczął pytać, czy ta babka co do nas podeszła, to nie przypadkiem ta z telewizji. Rok później nagraliśmy razem z Joanną singiel na nasz drugi album. Mieliśmy okazję spotkać się kilka razy i jak bór da to jeszcze razem coś wyprodukujemy.

CHRUST – muzyka nie dla mas

Gdy zapytałyśmy CHRUST w jaki sposób zachęciliby do posłuchania swojej twórczości, odpowiedzieli:

Jeżeli uważasz, że większość nowej muzyki popularnej brzmi tak samo, a każdy nowy utwór nadawany w radiu brzmi jak kopia kopii, to posłuchaj CHRUSTu. Nie gwarantuję, że Ci się spodoba – to nie jest muzyka generowana przez wytwórnie po to, żeby trafiła do jak największej liczby odbiorców. Ma jednak w sobie wrażliwość, która może Cię poruszyć.

Oprócz wrażliwości zdecydowanie można byłoby dodać w tym przypadku nietuzinkowość i oryginalność, przyciągającą uwagę z każdym kolejnym dźwiękiem, spojrzeniem czy wersem tekstu. Potwierdził to ich udział w preselekcjach do Eurowizji, który zebrał ogrom pochwał i przysporzył zespołowi fanów. W jakich okolicznościach zrodził się pomysł na utwór „TEMPO”, wykonany później w ramach konkursu?

Fiat Panda 4×4 straży granicznej. Białowieża. Granica Polsko-Białoruska. Noc, deszcz, kryzys migracyjny. Dariusz – nasz perkusista, w tej bardzo trudnej sytuacji patrolując granice, wpatruje się w ciemny las, i zaczyna robić notatki.

I chociaż ta kompozycja miała szczęście być nie tylko dokończoną, ale i zaprezentowaną światu wiele jest jeszcze takich, które do tej pory nie ujrzały światła dziennego. Jak przyznaje zespół:

Utwory tworzymy w taki sposób, że ktoś z nas przynosi na próbę notatkę. Czasem na kartce, czasem na dyktafonie, czasem po prostu z głowy ją gra na swoim instrumencie. Reszta szuka w tym inspiracji i komponuje swoje partie. Część takich pomysłów nagrywamy. Czasami na brudno, czasami na czysto, ale czegoś tam brakuje. Nie każdy ma pomysł jak to pociągnąć dalej. I często takie bardziej lub mniej skończone utwory lądują w szufladzie. Jednak korzystamy z nich, gdy już odpoczniemy i mamy nową energię do tworzenia.

CHRUST jest formacją, którą nie boi się procesu, także tego niepełnego, chaotycznego i odkładanego na później. Ich twórczość dojrzewa powoli, w rytmie prób, rozmów i powrotów do pomysłów, które wcześniej nie znalazły swojego miejsca. To zespół ufający intuicji i pozwalający muzyce oddychać, zamiast zmuszać ją do szybkich konkluzji. W tej cierpliwości i uważności kryje się siła brzmienia grupy. Utwory są zapisem wspólnej drogi. Nawet to, co trafia do szuflady pozostaje częścią ich historii. I być może właśnie dlatego muzyka zespołu CHRUST brzmi tak prawdziwie, bo powstaje bez pośpiechu, za to z pełnym zaangażowaniem.

Zachęcamy też do odwiedzenia kanału CHRUSTu na YouTube i Spotify oraz obserwowania muzycznych działań zespołu na Instagramie.

Zapraszamy również do zobaczenia innych artykułów z cyklu Poznaj Muzyków oraz posłuchania playlisty z utworami wszystkich Artystek i Artystów.