The Electric Gospel – hołd dla klasyki rocka

materiały promocyjne

Autentyczne, rockowe brzmienie, gdzie mocne riffy, mięsisty bas i rytmiczna, ale niezagłuszająca całości perkusja budują emocje znane tej muzyce od lat. The Electric Gospel, czyli jednoosobowy projekt, za którym stoi Hubert Rudewicz, to jeden z ciekawszych przedstawicieli tego gatunku, interpretujący muzykę poprzez pryzmat własnego temperamentu, zachowując ducha epoki, w której rock był symbolem wolności, buntu i bezkompromisowej pasji.

Jak dziś tworzyć wysublimowanego rocka?

Pierwszy odsłuch utworów The Electric Gospel przywołuje na myśl zespoły takie jak: Rush, Kiss, Led Zeppelin czy The Doors. Podobnie jak w ich przypadku, każdy utwór ma tu swój wyraźny charakter. Nic nie jest tworzone pod jedno dyktando, a mimo wszystko bardzo dobrze słyszalny jest pazur i groove The Electric Gospel. To doskonale skrojony zespół, nie pod trendy, a pod serca, uszy i gusta tych, którzy z łezką w oku wspominają czasy muzyki pełnej wolności, unikatowości i próby wykrzyczenia wszystkiego, co ma się naprawdę do powiedzenia. Chociaż obecnie jest to świetnie pracująca maszyna, droga do jej skonstruowania nie była oczywista. Jak wspomina Hubert Rudewicz:

Niemal 20 lat grałem hardcore punk odmieniony przez wszystkie przypadki i czułem, że zmiana kierunku jest nieunikniona. Nie tylko pod kątem samej muzyki, ale i szacunku do siebie i owoców swojej pracy. Z bólem serca obserwowałem jak koledzy i koleżanki poruszający się w innych gatunkach muzycznych, z powodzeniem realizowali swoje ambicje i wiedziałem, że sam postawiłem sobie ograniczenia zamykając się w bardzo wąskiej niszy. Równolegle do grania muzyki uznawanej za dość ciężkostrawną, zawsze towarzyszyły mi jednak klasyczne, rockowe hiciory lat 60/70/80, więc naturalnym było dla mnie stworzenie projektu hołdującego tym brzmieniom. 

Mam o tyle szczęście, że przez te wszystkie lata nauczyłem się grać na każdym instrumencie wykorzystywanym standardowo w muzyce „gitarowej”, więc mogłem zacząć sam poprzez nagranie całego materiału w studio, a później dopiero skompletować skład do grania na żywo. Udało mi się znaleźć kilka bratnich dusz, które podzielają mój zapał i stworzyć z tego ciężko pracujący, zgrany zespół. 

W wydanych kompozycjach słychać nawiązanie do najlepszych lat muzyki rockowej, ale nie brakuje w tym również nowoczesnego spojrzenia. Dzięki czemu dostajemy coś zupełnie unikatowego, czego wciąż brakuje na polskim rynku muzycznym.

The Electric Gospel – byt niepokorny

O sobie mówią: Synowie marnotrawni social mediów, ulubieńcy radiostacji o profilu rockowym, zdobywcy nagrody Grammy, mitomani. W przypadku The Electric Gospel nie tylko muzyka tworzona jest według własnych zasad i upodobań, ale też promocja. Hubert Rudewicz mógłby zostać twarzą stanowiska o nazwie „social media ninja”, bo tak jak żółwie ninja pokazuje, że warto nieszablonowo zawalczyć z algorytmami, aby dotrzeć do szerszego grona odbiorców.

Jak sami przyznają:

Gramy rock’n’rolla, bo to jedyne co umiemy grać, ale za to robimy to naprawdę dobrze. Jeśli złapaliście się na narzekaniu, że wszystko teraz brzmi tak samo i nikt już nie płynie pod prąd, to dajcie nam szansę.

Płynięcia z nurtem muzycznej rzeki zdecydowanie nie można projektowi zarzucić. Mimo niesamowitej siły rażenia, ich muzyka wciąż pozostawia wiele niedopowiedzeń, utrzymując w emocjonalnym i energetycznym niedosycie.

Z ciekawostek, warto dodać, że dwóch członków The Electric Gospel poznało się podczas kręcenia teledysku do utworu „Troublemaker” – Jestem w stanie uwierzyć, że to ewenement przynajmniej w skali kraju.

Na początku był chaos, a co dalej?

Chaos najprawdopodobniej pozostanie. I dobrze, bo współcześnie zbyt wiele jest nadmiernie wygładzonych i wygłodniałych perfekcji projektów. W tym zespole wygląda to zupełnie inaczej. Muzyka tworzona jest z potrzeby wyrażenia siebie i swoich opinii, nie dla większych zasięgów, których, bądź co bądź, bardzo życzymy. Jak przyznaje Hubert, single często rodzą się pod wpływem chwili i emocji.

Niemal cały tekst do kawałka „Too Broke (To Break Your Heart)” powstał w samolocie do Japonii, którym leciałem na trasę koncertową z Moron’s Morons, gdzie w zastępstwie udzielałem się wokalnie. Już na miejscu, śledząc w mediach chaos początkowej fazy drugiej kadencji Trumpa, zacząłem pisać kawałek „See No Evil”. Ogólnie polecam ludziom w kryzysie weny nawet drobną zmianę planszy, działa za każdym razem!

Czego zatem możemy spodziewać się w przyszłości od The Electric Gospel?

Niebawem ukaże się singiel „Hallelujah”, który jest całkowitym przeciwieństwem muzyki, którą grałem dotychczas i którą wypuszczaliśmy już razem z chłopakami pod szyldem TEG. Utwór jest prawie całkowicie oparty na sekcji rytmicznej i specyficznym, niespotykanym raczej w punkrocku groovie. Jestem bardzo ciekawy reakcji słuchaczy…

Jak najnowszy singiel przyjmą słuchacze? Tego nie wiemy! Natomiast z całą pewnością wierzymy, że jest to jeden z tych zespołów zasługujących na całe rzesze fanów. I trafi zwłaszcza do miłośników rocka, o którym wiele osób mówi, że skończył się w połowie lat 80.

Zachęcamy do odwiedzenia kanału The Electric Gospel na YouTube i Spotify oraz obserwowania muzycznych działań projektu na Instagramie.

Zapraszamy również do zobaczenia innych artykułów z cyklu Poznaj Muzyków oraz posłuchania playlisty z utworami wszystkich Artystek i Artystów.