Każdy z nas ma tremę, nawet jeżeli jest to osoba doświadczona – wywiad z Dagmarą Jaworską

Jaka to melodia
fot. ZPR Media/Tomasz Radzik

Dagmara Jaworska to wokalistka, której głos pełen emocji i autentyczności nie pozostawia nikogo obojętnym. Oprócz wyjątkowego talentu, artystkę wyróżnia również promienny uśmiech, dzięki któremu zaraża pozytywną energią. W jaki sposób odczuwa muzykę? Jak wokalistka reaguje na hejt i dlaczego nagość nie jest dla niej tematem tabu?

Zapowiedz siebie!

Dagmara Jaworska, 25 lat. Choć od lat śpiewam i uczę śpiewu, to ukończyłam studia na kierunku sztuk plastycznych ze specjalizacją w mediach cyfrowych. Mimo że z wykształcenia jestem plastykiem, to z zawodu – muzykiem.

Czym jest dla Ciebie dźwięk?

Dźwięk jest dla mnie czymś, co musi mnie w pewien sposób poruszyć. Dźwięk postrzegam jako coś, co bardzo rozumiem wewnętrznie. Ciężko mi określić to słowo, ale jest to na pewno muzyka, jakaś cząstka muzyki, melodii. To coś co dotyka mnie w środku.

W jaki sposób odczuwasz muzykę?

Muzyka oddziałuje na mnie w pełnym wymiarze – zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Wydaje mi się, że osoby, które śpiewają lub grają na instrumentach, odczuwają muzykę w sposób głębszy niż przeciętny człowiek. Oczywiście nie chcę nikogo urazić, ale mam wrażenie, że artyści odbierają dźwięki całym sobą. Kiedy słucham muzyki, staram się w pełni utożsamić z tym, co ktoś chce przekazać. Niezależnie od tego, czy jest to melodia, tekst, czy gra na instrumencie, każdy dźwięk wywołuje we mnie emocje. Muzyka wnika w moje wnętrze, porusza moją wrażliwość i skłania mnie do głębokiego odczuwania tego, co słyszę.

Wielu ludzi uważa, że praca muzyka jest lekka, łatwa i przyjemna, co o tym sądzisz?

To z pewnością nie jest łatwa praca – kiedyś myślałam podobnie. Wymaga wielu wyrzeczeń, co nie zawsze jest dla wszystkich zrozumiałe. Ludzie często myślą, że wystarczy pojawić się na chwilę, zaśpiewać, zarobić i wrócić do domu, ale to nie tak. Praca nad emisją głosu to ogromny wysiłek. Jeśli mamy event, który obejmuje kilka setów po 45 minut lub godzinę, głos po prostu się męczy. Czasem czujemy to jeszcze przez kilka dni. Dodatkowo, wiele z tych wydarzeń odbywa się późnym wieczorem lub nocą, co oznacza nieprzespane noce. W trakcie trasy koncertowej spanie po kilka godzin dziennie jest normą – od rana do wieczora trwają próby, soundchecki, przygotowania. Często czekamy kilka godzin, by w końcu wystąpić na krótki moment.

Ta praca nie jest może ciężka fizycznie, ale psychicznie – zdecydowanie. Każdy z nas, nawet najbardziej doświadczony artysta, czuje tremę. Niezależnie od tego, czy to wesele, mały czy duży event, stres towarzyszy nam zawsze. W głowie mamy jedną myśl: chcemy, żeby ludzie byli zadowoleni i odebrali nas pozytywnie.

fot. ZPR Media/Tomasz Radzik

Myślę, że wiele osób po prostu nie nadaje się do tego zawodu i miałoby trudność z wystąpieniem przed publicznością. To wymaga nie tylko odwagi, ale też dużej odporności psychicznej – cech, których nie zawsze potrzeba w innych pracach. Oczywiście, nie chodzi mi o to, by deprecjonować inne zawody – sama wykonywałam w życiu różne prace. Przykładowo, praca na planie ,,Jaka to melodia?” trwa 3-4 dni, ale to bardzo intensywne dni, po 12-13 godzin dziennie. Od rana do wieczora trzeba być w pełnej gotowości, bez odpoczynku, czekając na swoją kolej do nagrania. Takie projekty wymagają też odpowiedniego rozplanowania miesiąca, żeby móc wziąć wolne w innej pracy – w moim przypadku zleceniowej.

Największe wyzwanie w zawodzie artysty to brak stabilności finansowej. Jeśli nie ma koncertów, nie ma również dochodów. To nie jest praca na etat, która zapewnia regularne wynagrodzenie. Zdarzają się miesiące, w których zarobki są minimalne albo nie ma ich wcale. Wiele osób mylnie zakłada, że praca w telewizji czy działalność artystyczna, zwłaszcza gdy zaczyna się zdobywać medialną rozpoznawalność, automatycznie oznacza wysokie zarobki i stabilne życie. Nic bardziej mylnego! Ta niepewność finansowa to ryzyko, które jest nieodłącznym elementem tego zawodu i każdy artysta musi się z tym liczyć.

Czy kształtując wokalnie inne osoby czujesz presję, dumę?

Jestem z nich bardzo dumna i szczerze mówiąc, nigdy nie przypuszczałam, że praca z młodzieżą przyniesie mi tyle radości. Pewnie dlatego, że sama wciąż czuję się trochę jak „młodzież” – bywam dziecinna i nie ukrywam tego. Mam w sobie coś z wiecznego dzieciaka i wydaje mi się, że to nigdy się nie zmieni. Kiedy po raz pierwszy powierzono mi grupę, czułam się nieco dziwnie. Na początku było to tylko sześć osób, a teraz po dwóch latach jest ich już ponad trzydzieścioro. To projekt państwowy, a nasze motto brzmi: „Śpiewać może każdy, kto tego chce.”

Nie stosuję surowej selekcji – nie dzielę dzieciaków na tych, którzy śpiewają lepiej i tych, którzy śpiewają gorzej. Jaki byłby w tym sens? To zajęcia finansowane z budżetu miasta i każda osoba, która chce spróbować swoich sił, ma u mnie otwarte drzwi. Najważniejsze jest to, aby pracować i pokazywać chęci. Jeśli widzę zaangażowanie, staram się przekazać uczniom wszystko, czego sama się nauczyłam.

Choć nie ukończyłam wyższej szkoły muzycznej i nie uczę w szkołach państwowych, jestem instruktorką, nie profesorem. Przez lata śpiewałam i uczęszczałam do szkół wokalnych, więc potrafię przekazać solidne podstawy, zwłaszcza że sama nadal śpiewam zawodowo. Daję moim uczniom swobodę, zachęcam do kreatywności i chętnie promuję polski repertuar, bo sama się na nim uczyłam. Wierzę, że śpiewając po polsku, lepiej przekazujemy emocje, bo doskonale rozumiemy tekst. W śpiewaniu ważne jest, aby wyrażać siebie całym ciałem, a to łatwiej zrobić, gdy śpiewamy w języku, który czujemy w pełni.

fot. ZPR Media/Tomasz Radzik

Zachęcam wszystkich do słuchania piosenek teatralnych, poetyckich czy musicalowych, bo one, moim zdaniem, najlepiej oddają prawdziwe emocje. Często jest tak, że to nie wyjątkowe umiejętności techniczne, ale oryginalność wykonania przyciąga uwagę. Ktoś może nie być mistrzem śpiewu, ale robi to w taki sposób, że po prostu chcesz go słuchać, bo jego interpretacja Cię zaciekawiła. Staram się przekazać moim podopiecznym, że nie trzeba być perfekcyjnie wyuczonym muzycznie – najważniejsze są emocje i szczerość. To, co mamy w sercu, powinniśmy przekazywać słuchaczowi.

Śpiew jest formą sztuki, która bardzo rozwija. Mam wrażenie, że artyści chcą bardziej zgłębiać świat i mają szersze spojrzenie na wiele rzeczy. Uważam, że osoby wrażliwe muzycznie (i nie tylko) lepiej rozumieją pewne aspekty życia i są bardziej otwarte. Dlatego zachęcam moje dzieciaki do śpiewania i przełamywania wewnętrznych barier, do pokonywania strachu przed występem na scenie. Nawet jeśli nie zostaną zawodowymi wokalistami, to przełamywanie własnych ograniczeń sprawia, że stają się silniejsze w życiu.

Kto wpłynął na Ciebie, że poszłaś w stronę muzyki?

Moja mama zawsze ładnie śpiewała, choć nigdy nie miała szkolenia wokalnego. Śpiewa czysto, ma dobry słuch, podobnie jak mój brat, a także babcia i prababcia od strony mamy. Tata jako dziecko grał na akordeonie, więc również miał muzyczne zdolności. Wydaje mi się, że te talenty odziedziczyłam po nich. Od zawsze lubiłam śpiewać i byłam bardzo otwartym, śmiałym dzieckiem. Kluczową postacią w rozwoju mojej pasji była pani Renata Gowin, nauczycielka muzyki w podstawówce. To ona dostrzegła, że wyróżniam się na tle innych dzieci i śpiewam czysto. Zaprosiła mnie do swojego chóru, a potem zaczęła zabierać na różne konkursy i festiwale, które – ku mojemu zaskoczeniu – często wygrywałam (śmiech).

Zawsze miałam jednak słomiany zapał, lubiłam próbować różnych rzeczy, ale nie zawsze je kończyłam. Zapisywałam się na kółka plastyczne, chodziłam na lekcje gitary, a potem spędziłam siedem lat w żeńskim chórze. Z chórem dużo podróżowałam po Europie, co z kolei rozbudziło we mnie pasję do podróży. Po tych doświadczeniach poszłam do liceum muzycznego im. Sobieskiego w Warszawie. Tam wzięłam udział w konkursie w Grodzisku Mazowieckim, gdzie poznałam Elę Zapendowską i zaczęłam uczęszczać do jej szkoły wokalnej.

Od niej nauczyłam się naprawdę wielu rzeczy. Choć słyszałam opinie, że ktoś, kto sam nie śpiewa, nie może dobrze uczyć śpiewu, to ja kompletnie się z tym nie zgadzam. Pani Ela może nie ma wybitnej barwy głosu, ale ma niesamowity słuch – potrafi wychwycić każdą nieczystość i precyzyjnie powtórzyć dźwięk. Dzięki niej nauczyłam się pracy z mikrofonem, ruchu scenicznego, emisji głosu i dykcji. To ona otworzyła mi oczy na polską piosenkę i nauczyła, jak interpretować teksty.

Mimo to, w pewnym momencie poczułam, że śpiewanie już mnie nie cieszy tak jak wcześniej i zdecydowałam się na studia plastyczne. Choć ukończyłam trzy lata, dyplomu jeszcze nie obroniłam – może kiedyś to zrobię, ale na razie nie czuję potrzeby. Ostatecznie zdecydowałam się wrócić do śpiewania. W ten sposób poznałam mojego chłopaka, który jest gitarzystą, i razem zaczęliśmy naszą przygodę z zespołem Melodia. W tym samym czasie otrzymałam propozycję pracy w moim rodzinnym mieście, co rozpoczęło nowy etap w mojej karierze.

Czy fakt, że malujesz wpływa na Twoją wyobraźnię muzyczną?

Oczywiście, że tak. Sztuka w każdej formie jest nierozerwalnie związana z wrażliwością. Nawet osoby, które jedynie odtwarzają dzieła, muszą podejść do tego emocjonalnie. Moje studia plastyczne bardzo mnie otworzyły. Dzięki nim nagość przestała być dla mnie tematem tabu. Często wstydzimy się swojego ciała, a ja nie do końca rozumiem dlaczego – w końcu wszyscy jesteśmy tacy sami. To oczywiście moja osobista opinia i nie chciałabym nikogo urazić, bo zdaję sobie sprawę, że to może być związane z religią, wiarą i różnymi przekonaniami. Mówię to z perspektywy artystki, osoby spoza tych kręgów.

Sztuki plastyczne rozwijają wyobraźnię, uczą inaczej postrzegać nie tylko nagość, ale i cały świat. Współpracowałam z wieloma osobami, które zajmowały się malarstwem, rzeźbą czy rysunkiem i każda z nich była wyjątkowa na swój sposób. Do dziś utrzymuję z nimi bardzo dobre relacje. Niektórzy nazwaliby ich „dziwakami” i może coś w tym jest, ale w pozytywnym sensie. Oni po prostu pokazują swoją wrażliwość, są sobą. Często trzymamy się schematów, jak powinniśmy się zachowywać, ale dlaczego? Dlaczego ktoś kiedyś to narzucił? Każdy ma prawo być sobą, o ile nie krzywdzi innych.

fot. Kasekimo

W takim razie jak postrzegasz nagość?

Jest to rzecz normalna, naturalna. Jeżeli nie nawiązujemy w żaden sposób seksualnie, nie kusimy kogoś, to dlaczego nie możemy w sposób subtelny pokazać piękna swojego ciała? Uważam, że jeśli ktoś to robi ze smakiem, z taką zachowaną formą intymności, to why not? Liczę się z tym, że nie wszystkim w życiu jesteśmy w stanie dogodzić i zawsze ktoś znajdzie jakieś „nie” na drugą osobę, ale wynika to dla mnie z kompleksów. Hejt wynika z tego, że ludzie są nieszczęśliwi. Ja mam na tyle roboty w swoim życiu, że mi się nawet nie chce tego robić. Nie siedzę i nie myślę, żeby kogoś krytykować, bo po co mam to robić? Nie sprawia mi to żadnej satysfakcji, nie czuję potrzeby. A jeszcze to, jak robią to ludzie w tych czasach, jest po prostu obrzydliwe, straszne. Dopóki ktoś nie robi nam krzywdy, nie uderza w nas w żaden sposób, to nie powinniśmy nikogo gnoić, gnębić, bo dlaczego? Każdy ma prawo mieć swoje poglądy.

Jak reagujesz na hejt?

Na początku było mi ciężko. Ja też nie jestem długo w tym świecie mediów. Nie dotyka mnie to tak bezpośrednio, bo mało ludzi mnie zna. Chociaż zdarza się, że gdzieś ktoś mnie zaczepia i to jest bardzo miłe. „O super, Dagmara z Dzikiego Ucha”. Oczywiście więcej osób zna mnie z Dzikiego Ucha niż z Melodii. Ale zdarzało się trochę nieprzyjemnych wiadomości prywatnych i komentarzy. Tyczyło się to sesji, którą właśnie udostępniły gazety. Nie mam im kompletnie tego za złe, bo też muszą z czegoś żyć i niestety na tym polega show biznes. Machnęłam na to ręką, bo nie mam zamiaru walczyć z wiatrakami. Ja jestem bardzo zadowolona z tej sesji. Pozdrawiam Łukasza, który ją robił. Sesja jest piękna. A to, że jeszcze ktoś ją udostępnił, to jest mi bardzo miło. Kiedy pojawiła się w Internecie to zaczęłam dostawać bardzo dużo wiadomości. Głównie od osób starszych. Były bardzo nieprzyjemne – że pokazuję gołą dupę, że tylko to potrafię, że do niczego więcej się nie nadaję, czy rodzice dzieci, z którymi pracuję wiedzą o tym i czy nic na to nie mówią? I nawet pamiętam, że wtedy któryś z rodziców stanął w mojej obronie i napisał „przepraszam, ale co to ma do umiejętności wokalnych Pani Dagmary?”. Na tych zdjęciach tak naprawdę nie było nic nadzwyczajnego. To, że był tam pokazany kawałek mojego pośladka, czy ramienia? W co drugim czasopiśmie możemy takie rzeczy zobaczyć. Tak samo w reklamach środków odchudzających jest pokazana naga kobieta, tylko z boku. Dostawałam też wiadomości o treści – „no to widzimy, że teraz Jaka to Melodia? jest fundacją na rzecz niezdolnych Jaworskich.” Pisali, że mąż mnie wkręcił do pracy i oni wiedzą jaki casting przeszłam, żeby się tam dostać. Powiem szczerze, że było mi przykro w pewnym momencie. To są rzeczy kompletnie wyssane z palca. Mówią to ludzie, którzy mnie w życiu mnie na oczy nie widzieli. Jest to przykre, że takie rzeczy piszą, że mają na tyle jadu w sobie i zawiści. Znają mnie tylko ze zdjęć z gazet i z Instagrama. Ale co mogą o mnie więcej powiedzieć? Nic. Nie wiedzą co robię na co dzień, jaka jestem, jak wygląda praca ze mną, jak wygląda moje życie prywatne. Nie wiedzą nawet tego, że nie mam męża, co jest śmieszne.

fot. Kasekimo

No cóż! Stwierdziłam, że po co mam się tym przejmować. To są ludzie kompletnie, w żaden sposób niewpływający na moje życie. Oprócz tego, że sobie to napiszą, to nic nie mogą zrobić. Ja dalej robię swoje i po prostu idę do przodu. Mniej wiem, dłużej żyję. A na pozytywne komentarze chętnie odpowiadam, odpisuje ludziom w prywatnych wiadomościach, gdy tylko widzę i daję radę czasowo. Bo w końcu to ja jestem dla ludzi. Myślę, że bez moich odbiorców bym nie istniała, więc należy im się szacunek.

Jaką radę dałabyś osobom, które chcą zacząć swoją przygodę z muzyką?

To zależy od wieku. Jeżeli są to osoby młode, dzieci w podstawówce, to jak najbardziej zachęcam do chodzenia na kółko muzyczne, do chóru. Przede wszystkim zajęcia emisyjne, warsztaty wokalne. Prywatne zajęcia, grupowe, czy szkoła wokalna. To jest jednak coś, bez czego nie da się śpiewać w przyszłości profesjonalnie. Ja też nie chciałbym robić z siebie jakiejś erudyty, ale po prostu część rzeczy umiem. Nie jestem perfekcyjna w tym, wielu rzeczy sama się uczę wciąż, ale żeby osiągnąć podstawy i gdzieś tam spełniać się zawodowo, jakiś warsztat trzeba mieć. To zależy też od możliwości finansowych. Mam świadomość, że nie każdego stać na prywatne lekcje, nie są one takie tanie. W dobie Internetu jest też mnóstwo tutoriali, osób które prowadzą emisję głosu za darmo. Są to też osoby wykształcone, które potrafią to robić, więc można śmiało korzystać.

Uważasz, że już odnalazłaś siebie muzycznie, czy nadal siebie szukasz?

fot. ZPR Media/Tomasz Radzik

Ciężko mi powiedzieć, czy ja się odnalazłam muzycznie. Ja nigdy nie byłam twórcą. Jestem odtwórcą i osobą bardzo wrażliwą muzycznie. Staram się to jak najbardziej zrobić emocjonalnie, ale nigdy nie siadałam i nie pisałam sama. Nie znaczy to jednak, że nie mogę być wokalistką. Uważam, że artysta może być też odtwórcą. Nawet interpretacja utworu jest już jakąś formą przekazania czegoś od siebie. Nie mogę powiedzieć, że odnalazłam siebie, ponieważ nie tworzę, ale na pewno to co robię, przekazywanie dzieciom mojej wiedzy i to, że mogę wykonywać utwory w programie Jaka to Melodia?, pośpiewać na kanale Dzikie Ucho jest sposobem na życie. Lubię to. Jest wygodny, daje mi w porządku dochód, wiadomo że jest on ruchomy, nie jest stały, ale póki jest, to się z niego cieszę. W tej branży nic nie jest pewne. Jednego dnia można być na górze, drugiego na dole, stracić pracę i po prostu szukać się od nowa.

Praca w radio, telewizji czy Internecie?

Każdą po części lubię. W radiu obecnie nie pracuję, ale to też dlatego, że musiałam coś wybrać. Nie jestem w stanie robić wszystkiego. Nie ukrywam, że praca w radiu była dla mnie bardziej rozwojowa. Pełniłam tam zupełnie inną funkcję. Byłam reporterem i redaktorem, więc jeździłam w teren, przeprowadzałam z ludźmi wywiady, później je montowałam. Byłam też serwisantką. Czytałam wiadomości przez dwa lata na antenie mojego lokalnego radia w rodzinnym mieście. Warsztat, myślę, że sobie troszkę podszkoliłam, ponieważ też pracowałam z osobami, które są doświadczone. Później przez chwilę byłam prezenterką, ale wolałam pracę w newsroomie, gdzie poznawałam nowych ludzi i jeździłam w teren. Nie była to praca łatwa, bo trzeba było też czasem jeździć w 3, 4 miejsca w ciągu jednego dnia. Później ten materiał trzeba było zmontować, co czasem zajmowało po kilka godzin. Potrafiłam wychodzić z redakcji naprawdę późno. Taka jest praca reportera, byłam do tego przyzwyczajona, lubiłam ją bardzo, ale zarobkowo lepsza jest telewizja. Jestem normalnym człowiekiem, który też ma kredyt, żyję na własny rachunek, a życie nie jest łatwe, ani tanie w naszym kraju. Musiałam coś wybrać.

fot. ZPR Media/Tomasz Radzik

Pracę w telewizji też bardzo lubię, bo mam tam super ludzi. O pracy w Telewizji Polskiej różnie ludzie mówią, ale pamiętajmy, że Telewizja Polska to bardzo duży zbiór osób, tysiące osób, które pracują dla tej stacji. I naprawdę nie łączmy tego stricte z polityką. To, że jest to telewizja państwowa, nie znaczy, że tam nie pracują też fajni ludzie. Oni mają też swoje poglądy na wiele rzeczy, ale jest to ich praca i muszą wykonywać swój zawód. Muszą z czegoś żyć. Przestańmy wiecznie hejtować ludzi pracujących dla Telewizji Polskiej. Niestety, czy są to operatorzy, dźwiękowcy, osoby pracujące przed i za kamerą, są to osoby, które z tego żyją od lat. Poza tym, praca w telewizji na pewno kosztuje mnie dużo więcej stresu niż praca w radiu. Bo liczę się z tym, że ludzie mnie widzą. Praca w telewizji też daje trochę więcej możliwości, bo jak ktoś się gdzieś pokaże, to łatwiej jest potem o pracę, koncert, występ.

Czy chciałabyś coś przekazać czytelnikom Zapowiedz?

Tak, chciałabym powiedzieć, żeby ludzie pamiętali o tym, aby swoje marzenia zawsze spełniać. Ja też pracowałam kiedyś w Anglii, w fabryce z owocami. To była najgorsza praca w moim życiu, ale swoje zarobiłam. Byłam wtedy na studiach, więc też pojechałam tam w konkretnym celu. Różne rzeczy w życiu robiłam i naprawdę jeśli ktoś ma jakieś marzenia to nigdy nie jest za późno.  Zarabiając z tego co kochamy, jesteśmy zdrowsi psychicznie i łatwiej nam przyjąć różne rzeczy z otoczenia, gdy żyjemy w zgodzie ze sobą. Staram się przekazywać ludziom, że nie do końca ważne są zawsze te rzeczy materialne, ale bardziej to, z czego my czerpiemy radość. Im więcej siebie realizuję, czym więcej spełniam swoich marzeń, to staje się szczęśliwsza. Ludzie mają ten problem, że próbują na siłę spełniać czyjeś oczekiwania, bo tak ktoś powiedział, np. „Bez studiów jesteś nikim”. Nie dajmy się zwariować i wmówić sobie, że bycie osobą, w jakiś sposób niezależną, jest czymś złym. To takie podcinanie skrzydeł, a zachęcam do tego, żeby jednak nie poddawać się. W granicach rozsądku oczywiście, bo maturę, czy tam szkołę, wiadomo, że warto skończyć. Dla mnie studia też nie są wyznacznikiem. Osobiście ich nie skończyłam i nie czuję, żeby mi to jakoś ujmowało za specjalnie, czy utrudniało życie.

źródło: archiwum prywatne Dagmary Jaworskiej

Uważam, że warto jest żyć, a nie wegetować. Życie z miesiąca na miesiąc jest po prostu smutne. Czy na tym to polega? Ono jest tylko jedno. Warto się cieszyć z tego co mamy i myśleć w drugą stronę, że ktoś chciałby być na naszym miejscu. Ja przynajmniej tak mam, że mnie to motywuje. Myślę sobie – Dagmara, chciałabyś więcej, ale z drugiej strony zobacz ile osób chciałoby mieć to, co ty. To sprawia, że więcej szacunku też nabieram do tego co robię, że sobie radzę. Chcę śpiewać, więc po co mam się męczyć na siłę w innej pracy. Bo ktoś mi powiedział, że mam iść na etat i zarabiać pieniądze? Chciałabym też zachęcić ludzi do podróży. To jest w ogóle moje hobby największe i bardzo dużo zarobionych pieniędzy na nie odkładam. Dają mi one takie poczucie, że świat jest taki ogromny, a to co my mamy tutaj, to jest tylko jedna mała plamka na całej tej kuli i tak naprawdę skupiamy się tylko na tym, co mamy wokół siebie. A świat jest na tyle piękny, że po co się ograniczać tylko do tego co jest tutaj. Nikt nam nie broni stąd wyjechać, zamieszkać na plaży, wyjechać na wieś i tam sobie żyć. Dlatego podróże dają mi trochę inne spostrzeganie świata i wartości. Polecam każdemu aby cieszył się z małych rzeczy, bo one pozwalają nam osiągać szczyty!

Zapraszamy także do odwiedzenia Facebooka Dagmary, gdzie znajdziecie informacje o Jej bieżących działaniach.

Zobacz także inne rozmowy.