Słuchanie muzyki z wosku to pewnego rodzaju rytuał – kolekcja winyli Agnieszki

archiwum prywatne Agnieszki

Winyle towarzyszyły Agnieszce od wczesnego dzieciństwa, choć jeszcze wtedy nie mogła wiedzieć, jaką rolę będą później odgrywać w jej życiu. Fascynacja muzyką sprawiła, że albumów zaczęło przybywać, a kolekcjonowanie, jak sama przyznaje, stało się skutkiem ubocznym sięgania po płyty, do których lubiła wracać. Opowiedziała nam o swoich muzycznych początkach, wieloletnich zakupach u Łysego na krakowskim Kazimierzu i spotkaniu z Midgem Ure’em, które zaowocowało autografem z dość nietypową historią.

Zapowiedz swoją kolekcję!

Cześć, jestem Agnieszka i mam kolekcję płyt winylowych. Swoją pasją dzielę się z Internautami na kilka różnych sposobów, jednak najważniejszą częścią mojego internetowego życia jest Arytmia, czyli mój autorski profil. Jeśli spojrzy się na nasz salon, okazuje się, że to może bardziej kolekcja nośników, bo sporo jest też płyt CD, kaset, DVD czy BD. Jednak to właśnie winyle są tutaj największą pasją i przyjemnością.

Co wchodzi w skład Twojej kolekcji?

W skład kolekcji wchodzą płyty winylowe. Są to zarówno albumy, jak i single, klasyczne czarne, ale też kolorowe, do odtwarzania na 33 1/3 lub 45 obrotów na minutę. Dokładnej liczby nie znam.

archiwum prywatne Agnieszki

Jak to się zaczęło?

Płyty winylowe są ze mną od zawsze. Nie jestem w stanie stwierdzić, która była tą pierwszą i kiedy. Najzwyczajniej w świecie nie mogę tego pamiętać – byłam tak malutka, gdy już z nich słuchałam, chociaż robiłam to jeszcze nieświadomie. Na początku były to bajki i piosenki dla dzieci, które teraz w swoim pokoju mają moi synowie. Oczywiście posiadają również swój mały gramofon i bardziej nowoczesne płyty.

Z wiekiem winyli przybywało, części słuchałam z płytoteki rodziców, coś gdzieś dostałam, innym razem udało się znaleźć ciekawostkę na placu wśród innych staroci. Przez długi czas winyl był traktowany po macoszemu, chyba nie trzeba dodawać, że w sklepach nie istniał i nikt na nim nie wydawał albumów. Właśnie w tym okresie z dostępnością płyt było najciężej. Z biegiem lat wosk znów wrócił do łask, i nie ukrywam, że mam z tego powodu wielką radość. A raczej mamy, bo płyty winylowe uwielbiamy wspólnie z moim mężem.

archiwum prywatne Agnieszki

W jaki sposób ludzie reagują na Twoją kolekcję?

Bardzo różnie. Jedni podziwiają, inni nie zauważają, kolejni traktują jako część wystroju, a zdarzają się i tacy, którzy pytają co to jest.

Jak najczęściej trafiają do Ciebie nowe nabytki?

Teraz opcji jest sporo. Nie trzeba polować wyłącznie na straganach czy w antykwariatach. Poza tym mamy na tyle dużo pozycji, że raczej w takich miejscach nie znajduję już brakujących egzemplarzy. Płyty zamawiam przez internet, natomiast od około 18 lat te używane kupujemy u jednej osoby z krakowskiego Kazimierza. To Łysy, który momentami potrafi wyciągnąć coś spod ziemi. Czarodziej! Przez te wszystkie lata – myślę, że mogę tak powiedzieć – staliśmy się przyjaciółmi.

archiwum prywatne Agnieszki

Które egzemplarze są Twoimi ulubionymi albo mają szczególną wartość sentymentalną?

Ciężko byłoby mi wybrać jedną ulubioną płytę. W moim przypadku to niewykonalne. Mam kilka ciekawych pozycji, przede wszystkim ze względu na ich rzadkość, jak na przykład pierwsze tłoczenie „Scream” Ozzy’ego Osbourne’a. Są też limitowane i przepięknie wydane boxy, jak „Revisited” zespołu Laibach, a jeśli chodzi o sentymenty, to chyba najbardziej lubię płyty z autografami. Zazwyczaj wiążą się z nimi jakieś historie, a nie tylko stanie w kolejce po podpis. Na zdjęciu widać tylko część z nich.

archiwum prywatne Agnieszki

Jednym z moich ulubionych wspomnień jest spotkanie z Midgem Ure’em po jego krakowskim koncercie. Moje imię zawsze sprawia zagranicznym artystom problem w pisowni, nawet mimo literowania, więc zazwyczaj kończy się podpisem „Aga”, jednak nie tym razem. Midge stwierdził, że chce napisać zarówno męża, jak i moje imię w całości. O ile z Mateuszem poszło mu świetnie, tak na Agnieszcze trochę poległ. Jednak to sprawia, że autograf jest jeszcze bardziej wyjątkowy. Swoją drogą niesamowity gość z tego Midge’a! Jest bardzo przyjazny i uśmiechnięty, a gdy poprosiłam go o zdjęcie, to stwierdził, że to on powinien poprosić mnie o wspólną fotkę. Podejrzewam, że miałam wtedy wszystkie odcienie czerwieni na policzkach.

Czy w Twojej kolekcji jest coś, czego zdobycie było szczególnie trudne albo wiązało się z ciekawą historią „polowania”?

Bywają takie płyty, na które czeka się latami, czasem gdzieś pojawiają się na aukcjach. Są i takie pozycje, które wydają się wręcz nieosiągalne. Nie pozostaje nic innego, jak tylko czekać.

archiwum prywatne Agnieszki

Co ta kolekcja dla Ciebie znaczy, poza samym zbieraniem?

W moim przypadku zbieranie jest skutkiem ubocznym. Kolekcja w naszym domu jest użytkowa. Winyle mamy po to by ich słuchać. U nas to nie jest zbieranina krążków, ani kilku wydań tej samej płyty, tylko zbiór takich utworów, do których się wraca. Czyli albumy i single przez nas lubiane. Słuchanie muzyki z wosku to pewnego rodzaju rytuał, odpoczynek i obcowanie z dźwiękiem w jakości, która mi bardzo odpowiada. A, ponieważ wciąż brakuje nam trochę pozycji ze starszych rzeczy, a nowa muzyka cały czas powstaje, mam nadzieję, że jeszcze wiele winylowych przygód przede mną.  

Zapraszamy Was do odwiedzenia profilu Agnieszki na Facebooku i Instagramie.

Zachęcamy do zobaczenia innych artykułów z cyklu Kolekcjonerzy.