Moda, która o Ciebie dba – wywiad z Moniką, właścicielką marki Gazela

Gazela to marka odzieżowa, dbająca o naturalne środowisko, której właścicielką i założycielką jest Monika. Każdy materiał, z którego w efekcie końcowym powstają ubrania, ma za zadanie uprzyjemnić nam codzienne życie, otulając nasze ciała naturą. Monika podpowiada w jaki sposób stworzyć swoją własną, minimalistyczną szafę kapsułową, a także mówi dlaczego tak istotny jest dla niej kontakt z klientem. Rozmowa jest też dowodem na to, że marki odzieżowe mogą być ekologiczne, jeżeli prowadzone są w rozważny sposób. Jak to wygląda w praktyce? Przekonajcie się sami.

Zapowiedz siebie!

Jestem Monika. W tym roku będę miała trzydziestkę. :). Założyłam markę odzieżową Gazela prawie dwa lata temu i to jest takie moje trzecie dziecko. Zrodziło się ono z pasji do naturalnego stylu życia. Główne hasło mojej marki, to moda blisko natury – mocno rezonuje we mnie, określa mój styl życia, moje wartości. Gazela jest marką, która zrodziła się z pragnienia bycia blisko natury. Tworzę ubrania z naturalnych materiałów, które świetnie wpasowują się w ideę szafy kapsułowej.

Dlaczego zdecydowałaś się postawić na naturalne tkaniny? To jest o tyle ciekawe, że gdybyś postawiła na „masę”, pewnie miałabyś większy wybór, np. materiałów.

Masz rację! Gdybym postawiła np. na poliester byłoby mi łatwiej z wyborami tkanin i… taniej. Bo poliester jest totalnie tani! Miałabym tańsze produkty i szersze grono odbiorców… Tylko, że mnie to nie kręci… Chciałam robić coś co w mojej ocenie wprowadza istotną zmianę i polepsza życie moich klientek! Chcę tworzyć coś w co wierzę, a wierzę w naturalne tkaniny, a nie w poliester, którego nie noszę. Bardzo mi się marzył taki powrót do korzeni, do czasów kiedy w garderoby kobiet były wypełnione naturalnymi tkaninami: lnem, bawełną, wełną. Materiały syntetyczne to niedawny wymysł ludzkości. Syntetyki są świetnie pod kątem kosztów produkcji, ale to by było na tyle. Syntetyki nie oddychają, elektryzują się – chodzenie w ubraniach z poliestru to wątpliwa przyjemność. A naturalne tkaniny to inna sprawa. Nasze ciało w nich oddycha. W naturalnych tkaninach mamy totalnie inną termoregulację. W lnie czy bawełnie nasze ciało lepiej zniesie upały niż w poliestrze!

Kobieta w ciemnej sukience na ramiączka, odwrócona tyłem. Przed nią kwiaty. Marka Gazela

No właśnie! Mówisz, że nie masz takich rzeczy w szafie. Czyli wyznajesz zasadę, że jeżeli sama być czegoś nie nosiła, czy coś się nie sprawdza, to również tego nie sprzedajesz? Lubisz nosić to, co sprzedajesz?

Zdecydowanie lubię nosić Gazelowe ubrania! Projektuję ubrania biorąc pod uwagę wygodę ich noszenia i użyteczność. A ja jestem totalnie użyteczną kobietą! Kocham piękno i użyteczność i staram się to wyrazić w swoich projektach. Chociaż… kiedyś na sesji zdjęciowej jedna z modelek zadała mi to samo pytanie. Odpowiedziałam jej wtedy podobnie, że lubię nosić nasze rzeczy, ale te ubrania to moja praca i czasem mam ochotę się od niej odciąć. 🙂 Dlatego czasem robię reset i wprowadzam do swojej głowy odpoczynek w postaci nieswoich ubrań. 🙂

A decydując się na zakup rzeczy spoza Twojej marki, zwracasz uwagę na to, w jaki sposób zostały wykonane?

Niestety tak. Mówię niestety, ponieważ czasem jest mi ciężko coś znaleźć. Siedząc w branży mam nie tylko wiedzę na temat materiałów, ale też tego jak ubrania powstają. Chcę wspierać odpowiedzialną modę. Nie tylko ekologiczną, ale także etyczną. Dlatego oprócz składu interesuje mnie też to w jakich warunkach pracują ludzie, którzy produkują moje ubranie i czy są godnie opłacani. Często moje poszukiwania kończą się na zakupach z drugiej ręki, które bardzo lubię i rekomenduję. 🙂 W second – handach możemy spotkać naprawdę jakościowe perełki! Często takich ubrań z drugiej ręki, używanych nie ma co porównywać pod kątem jakości do tych z popularnych sieciowych witryn. W większości sieciówki nie dbają o jakość ani materiałów, ani odszycia…

Kobieta stojąca na skałce w jasnej bluzie i spódnicy. Marka Gazela

Fajnie, że wspomniałaś o jakości. Często za jakością idzie też cena. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, dlaczego cena końcowa produktu jest tak, a nie inna. Jak Ty, z perspektywy osoby posiadającej swoją markę odzieżową, byłabyś w stanie taką zależność wytłumaczyć?

Z zewnątrz wygląda to tak, jakby ktoś zarabiał bardzo dużo pieniędzy. No, ale już wewnątrz wygląda to zupełnie inaczej. Czym się różnimy od mody fast fashion? Tym, że ja staram się sprawdzać swoich dostawców. Zawsze dopytuję i robię wszystko, aby materiały, z których szyjemy były pochodzenia europejskiego oraz wyszukuję certyfikatów. Chcę, aby materiały były certyfikowane, żeby były produkowane z jak największym poszanowaniem dla środowiska naturalnego. To jest jedna rzecz. Drugim aspektem jest skala. Jak masz dużą skalę to masz inne ceny w hurtowaniach, u producenta i w szwalni również. Kolejna rzecz to produkcja polska, a produkcja azjatycka. Krawcowe u mnie w szwalni nie zarabiają najniższej krajowej, a umowa o pracę to standard. Kiedy wchodzę do szwalni, jestem dumna, że właścicielka szwalni, z którą współpracuję ma taki biznes. Nierzadko finansowo nie jest to łatwy wybór. Ale ona wychodzi z takiego założenia, że tak powinna. I oczywiście w cenę wchodzi też jakość wykończenia. To są rzeczy, na które przeciętny klient nie zwraca uwagi, bo wcale nie musi się na tym znać. Ciężko to zauważyć, gdy nie jest się wyedukowanym w tym temacie. Natomiast jakość zwraca się w noszeniu. 🙂 Nie bez przyczyny mówimy o sztuce krawieckiej. Stworzenie projektu, który dobrze leży na sylwetce to sztuka, na którą składa się wiele prób odszyć danego modelu. Oczywiście oszczędzać można na wielu rzeczach, ale my tego nie robimy. Na przykład w tej koszuli, którą mam teraz na sobie jest odpowiednio dobrana gęstość ściegu. Dlatego ta koszula nie będzie się rozchodzić po praniu. Poza tym mamy tutaj też kołnierz oraz mankiety, które mają w środku specjalną klejkę krawiecką. Wykonanie takiego podklejenie zajmuje szwaczkom czas, który kosztuje. 🙂 Ale dzięki temu te elementy koszuli ładnie się układają. Do tego dochodzą np. guziki z masy perłowej, które są kilkukrotnie droższe od plastikowych.

Kobieta w jasnej koszuli z długim rękawem. Marka Gazela

Mówiłaś też dużo o środowisku. Co oprócz np. nieużywania plastikowych guzików, jako marka, robicie dla środowiska? Bo jednak marki odzieżowe nie do końca kojarzą się z czymś, co jest przyjazne dla środowiska…

Przede wszystkim staram się nie nadprodukowywać rzeczy. To jest temat mało znany, ale zdarza się, że wielkie marki odzieżowe, wybierają dwie opcje. Gdy wybiorą oddanie rzeczy do ciucholandów, to jest to opcja dobra. Natomiast często zdarza się, że nowe rzeczy są po prostu palone. Tak, palone. Też byłam w szoku jak przeczytałam to pierwszy raz. Dodatkowo, jeżeli zostają nam jakieś skrawki materiału, to produkujemy z tego gumki do włosów, aby wykorzystać maksymalnie materiał. Rozmawiam też na bieżąco ze szwalnią, aby optymalizować procesy. Wszystko po to, aby nie było odpadów. Jeśli z jednej tkaniny mamy spodenki i koszulki, to je tak robimy, aby jak najbardziej zmaksymalizować materiał i nie produkować zbyt wiele odpadów. Kolejna rzecz to taka drobnostka, ale jak patrzę w co zapakowane są paczki do mnie to sobie myślę, że wcale to taka drobnostka nie jest. Pakujemy rzeczy w kartony i nie owijam ich taśmą. Posiadają one jedynie delikatny paseczek klejowy. Nie dość, że nie ma tego owijania taśmą, to jeszcze wygląda to po prostu elegancko.

Kobieta siedząca na krześle, w długiej czarnej sukience. Marka Gazela

Staram się też patrzeć na to jakich materiałów używam i w jaki sposób są one pozyskiwane. Na przykład len jest taką tkaniną, która jest sama z siebie ekologiczna. Len jest bardzo mało wymagający w uprawie. Nie podlewa się go żadnymi nawozami i pestycydami. Nawet wodą nie trzeba go podlewać zbyt wiele. Jest wytrzymałą i odporną rośliną. I co ciekawe, cała roślina jest wykorzystywana prawie w 100%. Z dolnej części, z łodygi, robiona jest przędza. Natomiast nasiona to siemię lniane. A jeżeli używam bawełny, staram się, żeby to była bawełna organiczna. Jeżeli to jest wiskoza, też staram się żeby to była wiskoza ecovero. Jest ona pozyskiwana z obniżeniem szkodliwości środowiska. Ale trzeba pamiętać, że jedna strona to producent, czyli ja, a druga strona to konsument. Po stronie konsumenta stoi odpowiedzialność za to co kupuje. Dlatego tak bardzo kocham ideę szafy kapsułowej, czyli takiej, w której mamy ograniczoną ilość ubrań, ale świetnie się w nich czujemy i maksymalnie je wykorzystujemy!

Trochę wyprzedziłaś nasze pytanie. Jakie rady dałabyś osobie, która chciałby zmienić swoją szafę na minimalistyczą?

Przede wszystkim należy zacząć od tego, co się ma we własnej szafie. Należy to przejrzeć. Kiedyś myślałam, że trzeba zacząć od kupowania. To był błąd, bo powinniśmy zobaczyć co jest w naszej szafie. Trzeba radykalnie podejść do tego co się nosi, a czego się nie nosi. Warto zadać sobie pytanie, co mi sprawia wręcz dziką przyjemność, gdy to noszę, a czego nie włożyłam już od roku, albo może dwóch, w dodatku nie zanosi się na to, abym to niedługo założyła. Trzeba przyjrzeć się temu jak my funkcjonujemy na co dzień. Jeżeli jesteśmy mamami pracującymi, czy chodzimy do biura i potrzebujemy mieć smart casualowy styl, to odpowiedzmy sobie na pytanie czego my w tej szafie potrzebujemy.

Kobieta siedząca na krześle. W bluzce z długim rękawem i spodniach.

Nie do końca jednak jestem przekonana do tego, aby każdy wybierał pastelowo-beżowo-szarą garderobę, bo ona nie jest dla każdego. Ja akurat taki styl promuję, bo on ze mną rezonuje. Jeśli ktoś lubi ostre kolory albo kwieciste wzory, to można mieć garderobę małą, ale soczystą. Natomiast pierwszym krokiem, który bym w takiej sytuacji zrobiła, to odpowiedziałabym sobie na pytanie – w czym najczęściej chodzę? Czego brakuje mi w mojej szafie i ciągle o tym myślę? Co by sprawiło, że ta moja codzienność się zmieni. Ja tak miałam z podkoszulkami albo basicowymi t-shirtami. Miałam je, ale one były bardziej takie po domu. Często mi było szkoda pieniędzy, aby taki t-shirt sobie kupić. Aż w końcu uświadomiłam sobie, że bardzo dużo czasu bym w takim t-shircie spędziła, więc czemu ja mam za niego nie zapłacić więcej pieniędzy? Przecież będzie mi służył na dłużej.

Czy gdybyś była konsumentem, zdecydowałabyś się na swój produkt?

Oczywiście… jeśli utożsamiałabym się ze stylem oraz wartościami, które promuję. Ubrania, które tworzę nie są dla wszystkich. Skupiam się na odbiorcach, którzy doceniają kunszt wykonania, dla których ważna jest transparentność i odpowiedzialność. Moimi klientkami są miłośniczki naturalnych tkanin. Jeśli jako odbiorca czujesz, że mówię o Tobie, zapraszam do Gazeli. 🙂 

Kobieta w beżowej bluzie. Za nią skałki i morze.

A jak to jest z Twoimi projektami. Zdarzył się taki, w którego uwierzyłaś, a gdy zaczęłaś go testować okazał się nietrafiony?

Tak. To była lniana spódnica jesienna, którą testowałam w tamtym roku. Nawet zrobiliśmy sesję temu produktowi… I to nie był zły ani niedopracowany produkt. Tylko ja go nie czułam. A nie wypuszczam tego, czego nie czuję. Wypuszczam takie produkty, które będę potrafiła najzwyczajniej w świecie sprzedać. Wracając na chwilę do poliestru – nie potrafiłabym go sprzedać. Nie potrafiłabym sobie przykleić uśmiechu i oznajmić jak wspaniała jest to bluzka. Ja testuję też wcześniej ubrania. Chodzę w nich i patrzę jak mi w nich jest. Zwracam uwagę na to jak się układają i zachowują w ruchu. Zdarza się oczywiście też tak, że w pierwszej fazie jestem zachwycona produktem. Wypuszczamy go i klienci mówią o swoich odczuciach w stylu: szkoda, że to nie jest takie i takie. I to jest dla mnie bardzo ważny feedback. Mamy taki produkt, który będziemy updatować. Natomiast nie wypuściłam go z takim założeniem, że był niedopracowany czy nie wyszedł. To jest 100% wartościowo produkt, ale musieliśmy lekko go zmienić, aby był zgodny z upodobaniami klientów.

Nam się w ogóle w Twoim prowadzeniu Instagrama i w Twojej relacji z klientami podoba to, że często pytasz swoich odbiorców o opinię. Czy taki kontakt z klientem, np. za pośrednictwem Instagrama jest dla Ciebie istotny?

Tak, bardzo istotny. Nawet pierwszy raz to Wam powiem, bo wpadło mi to do głowy kilka dni temu, że marzy mi się w związku z tym, otwarcie swojego pierwszego sklepu stacjonarnego. Jest to oczywiście w tej chwili pieśń przyszłości. Natomiast dla mnie relacja z klientem jest bardzo ważna i daje mi dużo energii. Czasami, kiedy dostaję wiadomości od klientów, to się po prostu wzruszam. Myślę sobie wtedy, że ta moja praca, która za kulisami bywa nie tylko ciężka, ale i mozolna, nie idzie na marne. To takie poczucie, że komuś pomagam, że dzięki temu co robię zmienia się jakaś cząstka jego życia. Bo mój zachwyt swoimi własnymi produktami to jedno. To jest fajne i miłe. Tylko ja nie produkuję ubrań dla siebie, a dla moich klientek. Dlatego każdy taki feedback i wiadomość od klientek są dla mnie bardzo ważne i niezwykle budujące. Ja się bardzo też odnajduję w takiej społeczności kobiet. Myślę, że kobiecie jest potrzebna druga kobieta.

Kobieta w długiej, ciemnej sukience. Opiera się o balustradę. W tle budynki.

Jakie rady dałabyś komuś, kto decyduje się na założenie własnej marki odzieżowej?

Nie róbcie tego (śmiech). Trochę żartuję. Mam teraz trochę cięższy okres w swojej działalności, więc postaram się powiedzieć coś pozytywnego. Generalnie jest tak, że wiele kobiet decyduje się na swoją działalność w okresie urlopu macierzyńskiego. To jest taki klasyk i ja też tak miałam. Dlatego powiedziałabym – bardzo dużo się rozwijaj. Inwestuj w siebie i swoje umiejętności. Staraj się rozwijać i robić malutkie kroki na przód. Ale takie naprawdę malutkie. Nie rzucaj się na głęboką wodę. Testuj! Działaj powoli. Ja się nastawiłam na to, że pewne rzeczy pójdą szybciej. Dlatego podjęłam takie kroki, jakich nie powinno się na początku stawiać. Na przykład miałam za dużo produktów. W pewnym momencie zorientowałam się, że jestem sama i robię wszystko w mojej marce, a tego jest tak dużo.

Kobieta siedząca na stołku. Ubrana w jasną bluzę z kapturem i ciemną spódnicę.

W ogóle na początku byłam totalnym Januszem marketingu, musiałam się go nauczyć. Tak samo musiałam się nauczyć, takich, już dziś dla mnie głupich rzeczy, np. jak wstawić produkty do sklepu, jak go obsługiwać. Ale też jak wysyłać paczki czy podpisać umowę z kurierami. Tak samo nie wiedziałam jak obrabiać zdjęcia. To wydają się takie drobne rzeczy, ale jak się je wszystkie ze sobą zbierze to robi się ich wtedy cała masa. I to jest tak, że gdy masz swój projekt, to jak coś ma pójść nie tak, to pójdzie. Zawsze tak jest. Ostatnio wypuszczaliśmy bluzki basicowe z bawełny organicznej. I naprawdę się do tego przygotowałam. Wcześniej mieliśmy zrobione i obrobione zdjęcia. Produkty były zoptymalizowane pod kątem SEO. Naprawdę miałam wrażenie, że wszystko jest dopracowane na ostatni guzik. I co? Wtyczka, którą zainstalowaliśmy aby naliczała rabaty, nie działała. Nie przewidzisz pewnych rzeczy. Naprawdę trzeba mieć dużo pokory i cierpliwości. Ale przede wszystkim nie rzucać się na głęboką wodę, tylko iść do celu małymi kroczkami. Nie należy wydawać też pieniędzy tam, gdzie nie jest to potrzebne. Nie trzeba na początek wydawać ileś tysięcy na marketing, zwłaszcza jeśli nie wiesz jak to robić. Tak samo strona wizualna jest niezwykle ważna. Jednak na początek naprawdę nie jest nikomu potrzebna strona za kilkanaście tysięcy złotych. Chodzi o to, aby do tego podejść bardzo skrupulatnie. I jeszcze jedna, równie ważna rada – liczyć. Bo super jest prowadzić markę odzieżową. Tyle, że marka odzieżowa to też jest biznes. I on się musi spinać. Musisz mieć na podstawowe rzeczy jak faktura w szwalni, ZUS, pracę księgowej. Niestety – można popłynąć. Zwłaszcza, gdy nie ma się doświadczenia i wiedzy.

Mówiłaś, że marka ma dwa lata. Czyli została ona założona przed pandemią. Jak udało Ci się przetrwać ten czas?

Nie było to trudne z tego względu, że ja nie wiedziałam jak się funkcjonuje poza pandemią. To był start i ja zdobywałam klientów w pandemii. Nie wiem jak wygląda prowadzenie marki przed pandemią. Druga sprawa jest to fakt, że nie robiłam nadprodukcji. Nie miałam poczucia stworzenia kolekcji i strachu przed tym, że się nie sprzeda. Nie miałam też pracowników i dalej nie mam. To był też plus. Nie było mi więc ciężko przetrwać, bo nie robiłam radykalnych posunięć, takich jak, np. kredyt na 100 000. Nie zainwestowałam też w swoją markę wszystkich swoich oszczędności. Jasne, popełniam błędy, a nawet całą masę błędów, ale to są błędy na małą skalę. Moja firma od nich nie upadnie. Nie ma dla mnie dużych minusów pandemii. Za to plusem była praca zdalna mojego męża. Dlaczego? Bo gdy dzieci były w domu, to ja miałam szansę w ogóle pracować. Zaczęliśmy się zmieniać podczas opieki nad dzieckiem.

Kobieta w czarnym kombinezonie, z szerokimi nogawkami.

Czy chciałabyś coś przekazać naszym Czytelnikom na koniec?

Mam dla naszych czytelników 2 przesłania. Jedno dotyczące misji Gazeli o tworzeniu lepszej, bardziej odpowiedzialnej mody: Wasze wybory zmieniają świat. To wy moi drodzy klienci decydujecie, w którym kierunku podąża rynek. On się realnie zmienia pod wpływem Waszych decyzji zakupowych. Wystarczy zobaczyć jak (dosłownie) wybuchł rynek produktów BIO. To jest odpowiedź na zapotrzebowanie. Tak samo może się stać z branżą fashion.

Kolejne dotyczą misji w życiu. Życzę Wam tego, abyście podążali w Waszym życiu za tym co naprawdę jest dla Was ważne. Miejcie odwagę być zmianą. Albo przez Wasze codzienne wybory, albo przez pracę, którą wykonujecie. Trzymam za Was i Wasze zmiany kciuki!

Zapraszamy Was również na Instagrama i Facebooka Gazeli.

Zobacz także inne rozmowy.