Osoba z niepełnosprawnością? Nie znam!

niepełnosprawność

Nie! Ten tytuł to nie clickbait! To jedna z popularniejszych odpowiedzi jakiej udzielają ludzie, na pytania wiążące się z tą grupą społeczną. Nie znam, nie widuję, to znaczy, że w zasadzie takich osób nie ma. A są! I naprawdę warto przemyśleć kilka kwestii. A my w tym Wam nieco pomożemy, bo od czego jesteśmy?

Jednak powolutku

Przede wszystkim, jeżeli Wy też należycie do osób odpowiadających w ten sposób – nie martwcie się! Po pierwsze, nikt z nas nie jest doskonały, po drugie nie dostaliśmy odpowiedniego podłoża społecznego i edukacyjnego. Powód? Zarówno w społeczeństwie, jak i edukacji osoba z niepełnosprawnością uważana jest tylko i wyłącznie jako osoba na wózku. A to wszystko dlatego, że nie ma się co oszukiwać, takie osoby najbardziej rzucają się nam w oczy. I tak, pani w szkole uczy nas o istnieniu tej grupy społecznej, ale jako przykład zazwyczaj podaje właśnie osobę na wózku. W zasadzie, to również w tym momencie kończy się jej rola edukatora. Nie mówi w jaki sposób się zachowywać, a jakich zachowań wręcz unikać. W rezultacie dostajemy grupę osób z niepełnosprawnościami, którzy są niezadowoleni z formy pomocy jaką oferują im osoby bez żadnej niepełnosprawności, a ci z kolei uważają osoby z niepełnosprawnością za buców, którzy nie chcą przyjąć wielkodusznej pomocy. Kiedyś nawet byłyśmy świadkiem jak niewidoma dziewczyna z laską próbowała przejść przez jezdnię. Podszedł do niej chłopak, bez pytania chwycił ją za rękę i ciągnął wzdłuż pasów. Dziewczyna się wyrwała, oznajmiając tym samym, że potrafi poradzić sobie z przejściem przez jezdnię. Chłopak natomiast się nie poddawał. Gdy rozwścieczona dziewczyna krzyknęła: „Puść mnie!”, chłopak to zrobił i odpowiedział, również w nerwach: „Ty ślepa niewdzięcznico! Już nigdy nie pomogę osobie niepełnosprawnej”. Po czyjej stronie leży błąd? Po stronie edukacji. Chłopak zrobił bowiem dokładnie to, czego nauczyła go pani w podstawówce, czyli pomógł człowiekowi niewidomemu, gdy uznał to za stosowne. Kogo potępi społeczeństwo? No nie, nie! Nie system edukacji, a niewidomą dziewczynę za brak przyjęcia pomocy i chłopaka chcącego pomóc jej przejść przez jezdnię.

Dlatego my, postanowiłyśmy napisać krótki tekst, za to z przykładami z życia i tym, w jaki sposób konkretne osoby z niepełnosprawnościami widzą pewne kwestie. Oczywiście obie nie mamy żadnego rodzaju niepełnosprawności, dlatego postanowiłyśmy spytać o tę kwestię naszych znajomych. Wszystko po to, aby ukazać chociażby przekrojowy obraz tego co się dzieje.

Głusi, niesłyszący, ale nie głuchoniemi

Jako, że ten rodzaj niepełnosprawności jest nam najbliższy, to zaczniemy właśnie od niego. Kilka lat temu podjęłyśmy naukę Polskiego Języka Migowego. Najpierw w Krakowie, potem w Katowicach u cudownej Katarzyny Szymury (element reklamy, ale Kasiu -> 🤟). Zaczęłyśmy w to wchodzić i z biegiem czasu rozumieć te problemy osób głuchych, które nie są rozumiane przez nas słyszących. Po pierwsze, nie należy używać określenia głuchoniemy, bo osoby te mają swój język, czyli język migowy. I chociaż nie mogą mówić tak jak my, słyszący – porozumiewają się językiem wizualno- przestrzennym – migowym. I tu owszem, zazwyczaj pojawia się kontrargument – No, ale nie mówią, nie? Nie mówią fonicznie, ale „mówią” rękoma. To tak jakbyśmy mówili, że osoby mieszkające w Egipcie są nieme, bo nie potrafimy ich zrozumieć, jeżeli nie znamy ich języka. No chyba to tak nie działa. 😉 I nie! Nie krytykujemy tu każdego, kto nie podjął się tej nauki, ale zachęcamy do zrozumienia. Osoby niesłyszące niekoniecznie dobrze czują się, gdy wiedzą, że określamy ich mianem głuchoniemych.

Motyl jest międzynarodowym symbolem głuchych, a wielokolorowe skrzydła motyli są nawiązaniem do piękna i barwności języka migowego.

Wiemy, wiemy, głuchoniemy brzmi ładniej i kulturalniej. (zresztą tak też nas od dziecka uczono). Ale dla nas! Nie dla głuchych. Dlatego zanim kolejny raz wypowiecie to słowo, zastąpcie je określeniem „niesłyszący” lub po prostu „głuchy”. Nikt się przecież nie obrazi. 😉 Podobnie, co jakiś czas pada pytanie, czy istnieje tylko jeden rodzaj języka migowego. Nie. Każdy naród ma swój własny. I tak spotkamy się z American Sign Language, Polskim Językem Migowym, Český znakový jazyk itd. A co więcej, w języku migowym, podobnie jak w językach fonicznych istnieją regionalizmy. Po co tak komplikować sobie życie? To samo pytanie można by zadać osobom słyszącym. Dlaczego ludzie na całym świecie nie porozumiewają się w jednym języku?

I pewnie po przeczytaniu powiecie – chwali się Wam to, że uczycie się języka migowego. Jednak nie do końca wszyscy tak uważają. Będąc jeszcze na studiach, podczas prezentacji zaliczeniowej jednego z przedmiotów podjęłyśmy właśnie temat osób głuchych. Jedna z dziewczyn zarzuciła nam „zbytnie chwalenie głuchych i robienie z nich świętych”. Nikt z głuchych świętych nie robił, po prostu we wszystkim nie padły negatywne słowa. Pojawiło się określenie „szpanujecie językiem migowym”. I wiecie co? Może i miało nas to obrazić, ale byłyśmy z tego bardzo dumne. Dumne, bo przynajmniej niektórzy zaczęli o tym języku mówić. 😉 Co więcej, to samo również powiedzieli inni siedzący na sali, zatem chyba nam się coś udało, czyż nie? 😉

Komunikacja i problemy osób głuchych

Jak bez znajomości języka migowego komunikować się z osobami głuchymi? Wystarczy kawałek kartki, długopis i odrobina cierpliwości. Cierpliwości, bo nie każdy głuchy zna bowiem odpowiednie zasady gramatyczne języka polskiego. Przykładowo my zapytamy: Jak masz na imię? lub Czy wiesz która jest godzina?, a głusi zapytają o to samo w sposób: Imię Twoje jakie?/ Imię Twoje jak wygląda? i Godzina która? Wszystko oczywiście przy odpowiednim użyciu mimiki, która stanowi również część gramatyki w języku migowym. Dzięki niej również łatwiej jest wyczytać znaczenie i kontekst wypowiedzi, czyli np. rozróżnić czy osoba niesłysząca stwierdza jakiś fakt, czy zadaje nam pytanie.

Problemy? Przede wszystkim zrozumienie ze strony społeczeństwa. Wydaje Wam się, że takiego problemu nie ma? Polecamy zaobserwować profil Migamy PJM-em na Facebooku bądź Instagramie. Kasia czasami dzieli się na stories problemami, jakie napotyka, np. u lekarza. Widoczne jest to zwłaszcza teraz, w dobie koronawirusa, gdzie lekarz proponuje głuchym osobom wizytę na telefon. Rozumiecie bezsens? Ale to nie wszystko. Niedawno była również głośna afera związana z jedną z youtuberek, Billie Sparrow, która pokazywała międzynarodowy znak miłości w języku migowym, a została osądzona przez polityków o propagowanie znaków satanistycznych. Inne sytuacje mają miejsce chociażby w kawiarniach, gdzie kelnerzy wypraszają z lokalów osoby głuche, bo boją się, że tym samym narażą innych gości, np. na dostanie filiżanką w głowę. Co jest chore, bo taka sama sytuacja mogłaby się zdarzyć, np. osobie słyszącej z silną gestykulacją.

No i oczywiście rozmiar tłumacza w TV. Ostatnio każdy zachwycał się tłumaczkami podczas jednego z koncertów. Ale nic dziwnego, że zaczęli się nimi zachwycać słyszący, bo w końcu było je widać. Wyobrażacie sobie jak wzrosłoby zainteresowanie i szacunek do zawodu tłumacza, gdyby ten w TV nie był rozmiarów mrówki, w dodatku przykrytej paskiem informacyjnym? I naprawdę, takich sytuacji można by wymieniać sporo. A to wszystko być może nie miałoby miejsca, gdyby ktoś wcześniej odpowiednio wyedukował społeczeństwo.

A dla osób, które jeszcze nie widziały wspaniałej pracy tłumaczek podczas koncertu, wstawiamy jeden z utworów:

Osoby na wózku

Te osoby najczęściej kojarzone są z osobami z niepełnosprawnością. Ale ponownie – nieco w tym względzie zawiniła edukacja. W społeczeństwie jest ciągły strach, gdy powiemy do osoby na wózku „chodź”, albo rzucimy żart o nogach. Dlaczego? Serio, pytamy dlaczego? Bo nikt nam, jeszcze na poziomie szkoły podstawowej, nie powiedział, że osoby z niepełnosprawnością to nie buce, które będą się napinać za każde złe słowo. No i owszem, są i takie osoby. Ale czy wśród osób bez niepełnosprawności takich nie ma? No są! To trochę jak z żartami o blondynkach. Jedna, gdy go usłyszy roześmieje się, a nawet opowie innej osobie, a druga zacznie płakać, poczuje się urażona i umieści na Facebooku post, że to jest nie fair obrażać akurat dziewczyny o tym kolorze włosów.

No i skoro takie osoby są widoczne, to pewnie nie mają problemów, nie? A no mają! Po pierwsze podczas komunikacji, gdy rozmawiają z jedną osobą, która nad nimi stoi. Nie zawsze tu oczywiście chodzi o okazanie wyższości, ale nawet o to, że gdy ktoś kucnie to osoba na wózku po prostu go lepiej słyszy. Logiczne, prawda? Ale to nie jedyne przeciwności z jakimi się borykają. Bo o ile motorniczy już coraz częściej dostrzegają osoby na wózku i chętnie pomagają im wejść do tramwaju (o ile tramwaj nie jest jeszcze sprzed czasów wojny), o tyle architekci nawet nowoczesnych budynków mają to gdzieś. Studiowałyśmy na wydziale supernowoczesnym. Przeszklona winda, budynek jak z magazynów. Luksus. Tyle, że nie dla wszystkich. Ok, była winda, było wejście bez progu i schodów. Ale w zasadzie to tyle. I rzeczywiście, osoby na wózku mogły swobodnie wejść na wydział i przemieszczać się między piętrami, ale w salach wykładowych nie mogły podejść bliżej, do rzędów znajdujących się z przodu, o co często prosili wykładowcy, bo nie było jak. Na dół prowadziły bowiem schody. Przypominamy – to był nowy budynek! Ale to nie jedyna trudność. W całym tym luksusie nie mogło również zabraknąć automatycznego oświetlenia. I takie też było w WC. Zapalało się, gdy był wykonany jakiś ruch. Jest natomiast jeden problem. Czujnik światła nie wychwytywał osób na wózku. Także owszem, skorzystanie z toalety jest możliwe, ale w totalnych ciemnościach. Idąc dalej, wejścia do sklepów, restauracji itd. – progi, wąskie przejścia, ruchome schody, które bardzo często zastępują windy. Dziwne, nie? Ale prawdziwe.

Osoby niewidome

O jednej historii związanej z osobami niewidomymi już wspominałyśmy na początku. Ale tu trzeba przyznać, że osoby te wzbudzają chyba najwięcej ciekawości, bo każdy chce wiedzieć, czy widzą ciemność, a może jakieś prześwity. Odpowiedź brzmi: różnie, jednak totalna ciemność zdarza się bardzo rzadko. Tematykę osób niewidomych podejmowałyśmy również w naszym wpisie o Steviem Wonderze – swoją drogą bardzo żałujemy jego tak wczesnej publikacji, gdy liczba naszych czytelników była mniejsza. Tam również znajduje się wideo, w którym sama osoba niewidoma odpowiada na najczęściej zadawane przez widzów pytania. Ale i tutaj sytuacja wygląda chyba coraz lepiej. W Warszawie i Toruniu pojawiły się specjalne miejsca, gdzie każdy może wejść i poczuć się dokładnie tak jak niewidomy. Warunkiem uczestnictwa natomiast jest zobowiązanie się do nieopowiadania o swoich doświadczeniach z tego miejsca, tak aby inne osoby, które również postanowią się tam udać, nie do końca wiedziały co tam zastaną i czego mogą się spodziewać.

Niewidzialny Dom w Toruniu

Niewidzialny Dom w Toruniu !!!reż.: Mateusz Borys, zdj. Jakub Frąckowiak, WTK

Opublikowany przez Invisible House in Torun – Niewidzialny Dom w Toruniu Środa, 1 maja 2019

Coraz więcej serwisów internetowych dodaje już również specjalne grafiki dla osób z niepełnosprawnością wzroku, a w muzeach jest często specjalny przewodnik pisany systemem Braille’a. Niestety sytuacja osób niewidomych wciąż pozostawia wiele do życzenia, np. obecność płytek dla niewidomych. Okazuje się bowiem, że to nie zawsze architekci mają tu problem. Czasem leży on po stronie społeczności lokalnej.

Postarajmy się traktować osoby niewidome jak równe sobie i przede wszystkim – nie traktować ich ulgowo. I tu ponownie – jasne, że są osoby z tych użalających się albo niezbyt miłych – ale wśród widzących też jest takich całkiem sporo. Na słowo malkontent na pewno przychodzi Wam do głowy co najmniej jedna osoba.

Tu opowiemy anegdotkę naszej koleżanki. W rozmowie z niewidomym opowiadała mu historię o pięknie wydanej książce, w której każda pierwsza litera, rozpoczynająca rozdział była napisana w ozdobny sposób. Następnie rzuciła: Musisz to zobaczyć, serio! To najlepsze co Twoje oczy ujrzą! Chłopak uśmiechnął się i oznajmił, że cieszy się z jej entuzjazmu, ale przecież jest niewidomy. Po czym zaczął śmiać się do rozpuku i dodał: Ale nie wątpię, że gdybym mógł to zobaczyć to też bym to uznał za najpiękniejsze lub nawet jedyne, po czym wciąż się śmiał. Gdy koleżance zrobiło się głupio i zaczęła go przepraszać, chłopak dodał tylko, że w zasadzie bardzo go to cieszy, bo traktuje go normalnie. Proste! 😉

Przy okazji, właśnie zaczęłyśmy robić wszystko, aby nasz blog również był dostosowany do osób niewidomych, ponieważ na ten moment nie jest. Trzymajcie za nas kciuki, a wszystkie osoby mające bloga zachęcamy do tego samego! 😉

Osoby głuchoniewidome

Tu napiszemy tylko kilka zdań, bo były już opisane poszczególne rodzaje niepełnosprawności. Natomiast chcemy zaznaczyć, że są również osoby, które są głuche i niewidome. Osobiście nie znamy takich osób, ale chciałybyśmy podzielić się historią zasłyszaną od naszej znajomej, która opowiadała o tym, jak ta grupa również fantastycznie sobie może radzić. I tu znowu, wszystko zależy od charakteru danej osoby, ale istnieje para głuchoniewidomych podróżników, którzy samodzielnie zwiedzają świat na własną rękę. Jeżdżą pociągami i doświadczają miast oraz krajów za pomocą innych zmysłów. Piękne to jest! Tu również ważny jest sposób komunikacji. I zachęcamy do obejrzenia świetnego materiał na ten temat:

Przy okazji – jeżeli możecie – wspierajcie finansowo wszelakie organizacje pomocy osobom głuchoniewidomym. Tam naprawdę potrzebne są pieniądze, gdyż ta grupa jest niestety często niezauważalna przez państwo. Jeżeli chcecie wesprzeć, a nie wiecie gdzie szukać – napiszcie do nas na Facebooku, Instagramie albo na maila. Powiemy do kogo lub jakiej instytucji możecie się odezwać. 😉

Osoby z ADHD i autyzmem

Temat rzeka! W tym przypadku przede wszystkim należy liczyć na otwartość innych, jak i odrobinę wrażliwości. W dodatku edukacja. Wciąż wiele osób w naszym kraju uważa bowiem, że zarówno ADHD, autyzm, jak i rodzaje tych zaburzeń – to wymysł. Znacie na pewno stwierdzenie – ma niegrzeczne dziecko, wiec musi to czymś tłumaczyć. Nie do końca tak jest i zdecydowanie powinniśmy o tym wiedzieć. Powinniśmy to nagłaśniać i mówić wprost, że to tak samo ludzie, tylko żyjący często w swój własny sposób. Niestety, zdarzają się również wykluczenia. Wujek jednej z nas został skrytykowany przez inną panią w kościele za niewłaściwe wychowanie i zachowanie swojego syna. Gdy odpowiedział starszej pani, że dziecko ma autyzm, kobieta poprosiła o zaprzestanie szukania wymówek i opuszczenia świątyni.

Co do ADHD – polecamy również profil Michała Góreckiego na Instagramie. Świetny człowiek pokazujący jak funkcjonują na co dzień osoby z ADHD, a także szerzący wiedzę na ten temat wszędzie, gdzie tylko jest to możliwe.

Zespół Downa

I tu również napiszemy tylko kilka zdań. Dobrze wiemy, że ten rodzaj choroby wiąże się z ogromną chęcią bliskości z innymi osobami i nadmierną szczerością. Swoją drogą, tę nadmierną szczerość mógłby chociaż w połowie posiadać każdy. A mimo to, takie osoby również nie są często mile widzianymi gośćmi w wielu miejscach. Dlaczego? No właśnie! Dlaczego? One również mogą odnieść sukces i często dochodzą do niego o wiele cięższą pracą niż inni. Świetny przykład znajduje się w serialu Jeszcze nigdy! (Serial tandetny, ale ten motyw bardzo fajny.)

To nie wszyscy!

To oczywiście nie są wszystkie grupy osób z niepełnosprawnościami. Często niepełnosprawność nie jest bowiem widziana na pierwszy rzut oka, czego dowodem jest chociażby blog Hungry4life. Dziewczyna sprawia wrażenie zdrowej, natomiast tak naprawdę od kilku lat nic nie je i nie pije. Jest żywiona pozajelitowo, poprzez specjalną rurkę, która dostarcza składniki odżywcze do serca. I oczywiście jesteśmy za tym, abyście reagowali zawsze, gdy miejsca parkingowe dla niepełnosprawnych zajmuje jakiś buc, odpowiadający: Nikt nie stoi, a ja tu na szybko i tu jest najbliżej. Ale zanim na kogoś nakrzyczymy – zapytajmy. Bo może właśnie ktoś tak samo jak Hungry4life jest karmiony przez rurkę i jak najmniej wysiłku fizycznego jest wręcz dla takiej osoby zalecane.

I na koniec – jeżeli możecie – wspierajcie takie osoby, ale nie na siłę. Dowiadujcie się, edukujcie innych, szanujcie, ale przede wszystkim – postarajcie się traktować je jak równych sobie. Niech dostaną taką pomoc od Was, skoro nawet zasiłki lądujące u nich na koncie bankowych potrafią zasmucić niejednego. 😉 Dajmy sobie i innym radość! Jeżeli jakaś osoba z niepełnosprawnością okaże się być bucem – trudno, zdarza się. Ale co, jeżeli w tym gronie znajdzie się ktoś taki, kogo właśnie Wy szukacie. Nie tylko na partnera, ale też na przyjaciela, znajomego, czy chociażby współpracownika. Nie bójmy się lubić innych i dajmy sobie wzajemnie szansę. Bo warto!