Rzeczy z drugiego obiegu kiedyś i dziś – wywiad z Patrycją z WE ARE VINTYL

fot. Agnieszka Skawiańczyk

Niegdyś skazane na śmietnik lub posępne spojrzenia innych ludzi. Dziś, doceniane przez wszystkich estetów i miłośników planety – rzeczy z drugiego obiegu. Jedną z ich miłośniczek jest nasza Rozmówczyni Patrycja, która od kilku lat rozpowszechnia wiedzę na ten temat. Dlaczego to robi? I przede wszystkim, czy według Patrycji, da się przeżyć bez kupowania nowych rzeczy, bazując jedynie na szukaniu perełek, które dla kogoś przestały mieć wartość lub straciły na swojej użyteczności?

Zapowiedz siebie!

Cześć, jestem Patka i możecie mnie kojarzyć z profilu WE ARE VINTYL (jeśli nie, to zapraszam do nadrobienia :)). Od kilku lat działam w obszarze mody odpowiedzialnej – precyzyjnie w przestrzeni marketingu i fotografii. Na tej modowej drodze zapragnęłam także stworzyć własne miejsce, które będzie skupiało społeczność zainteresowaną drugim obiegiem i właśnie tym sposobem powstał wspomniany WE ARE VINTYL. Staram się przekazywać na profilu treści edukacyjne, promujące lumpeksy i vintage ubrania, odpowiedzialne zakupy oraz pokazywać kulisy mody. Cieszę się, że od kilku lat trend świadomej mody napędza także polski rynek, a lumpeksy stały się powodem do dumy! To tylko napędza mnie do tworzenia nowych treści. W ramach WE ARE VINTYL współtworzę też cyklicznie wydarzenie Targów Jedwab, czyli butikowych targów mody vintage. Pojawiamy się cyklicznie z selekcją naszych wspaniałych wystawców w Krakowie, Katowicach i może niebawem w kolejnych miastach w Polsce.

Lumpeksy kiedyś i dziś – czy Twoim zdaniem te miejsca zmieniły się na przestrzeni lat?

Ogromnie. Kto pamięta lumpeksy lat dziewięćdziesiątych z pewnością zachował w pamięci intensywny i bardzo charakterystyczny zapach tych miejsc, dużo większy nieład, ale też przede wszystkim bardzo często wstyd związany z kupowaniem w takich miejscach. Lumpeksy jeszcze kilka lat temu kojarzone były z gorszym wyborem i nikt za bardzo nie wychylał się z tłumu, by przyznać, że regularnie pojawia się na nowych wystawach. Jak dobrze, że wszystko zmieniło się o 180 stopni! Zapanowała moda na lumpeksy, ale jednocześnie te miejsca zmieniły swój obraz – więcej w nich porządku, dobrej organizacji i brak żrącego zapachu w powietrzu. Z minusów – coraz więcej szybkiej mody na wieszakach i zadziwiające nierzadko ceny.

Patrycja ubrana w żółty sweter i niebieską chustę na głowie.
archiwum prywatne

Ostatnio dużo mówi się o komercjalizacji lumpeksów oraz o tym, że w takich miejscach królują te same, poliestrowe rzeczy co w sieciówkach? Co uważasz na ten temat?

To co trafia do lumpeksów jest odbiciem tego, co kupujemy jako konsumenci. Skoro sieciówki są tak popularne, a szybka moda równie szybko opuszcza na rzecz nowych trendów nasze szafy to logiczne jest, że właśnie tego typu towar ląduje w drugim obiegu. Faktycznie, jest tego przesyt, a stary dobry vintage coraz sprawniej ukrywa się między SHEIN i Primarkiem, to warto szukać i grzebać w poszukiwaniu perełek – jest ich w dalszym ciągu naprawdę całkiem sporo.

Dlaczego tak bardzo lubisz miejsca, w których możesz kupić rzeczy z drugiej ręki? Co według Ciebie je wyróżnia?

Jestem typem poszukiwaczki. Podczas zakupów lubię adrenalinę i tą niepewność co dziś przyniesie los i… towar w lumpeksie. A tak serio, drugi obieg to masa zalet, która od zawsze do mnie przemawia! Wcześniej na pierwszym miejscu stawiałam niższe ceny, teraz jednak podium oddaję na rzecz świadomych i odpowiedzialnych wyborów zakupowych. Mogę dać drugie życie rzeczy, która mogłaby wylądować na śmietniku i nosić ubranie przez kilka następnych sezonów czy nawet lat? Proste, że w to wchodzę!

Patrycja ubrana w garnitur. Nad nią napis: vintage
archiwum prywatne Patrycji

Czym według Ciebie charakteryzuje się dobry lumpeks?

Po latach praktyki mogę śmiało powiedzieć – w każdym lumpeksie można znaleźć to coś. Wystarczy regularność i niepoddawanie się. Na jedną perełkę może przypaść 5 innych wizyt w lumpie z pustymi rękami. To norma. A jeśli chodzi o osobiste preferencje to uwielbiam lumpeksy z towarem ze Skandynawii – dużo dobrego można tam znaleźć. No i tak jakość. Dużo lepiej odnajduje się też w mniejszych, lokalnych second handach, zamiast tych sieciowych.

Jak zacząć swoją przygodę z drugim obiegiem jako kupujący?

Sprawdzić swoją najbliższą okolicę i odnaleźć na mapie lumpeksy. Po kilku wizytach zapewne rozpoznacie, w który dzień warto się tam pojawić. Dla początkujących polecam, by pierwsze wizyty w second handach planować w dni, kiedy mamy na spokojnie czas pochodzić po danym miejscu – bez pośpiechu, by skupić się na większości wieszaków, przekładać uważnie towar. To pomoże Wam trochę oswoić się z klimatem takich łowów, a jednocześnie zminimalizują się szanse na to, że wyjdziecie z pustym koszykiem i myślą w głowie pod tytułem: „nie umiem szukać w lumpeksach”. Tak naprawdę nie potrzeba do tego jakiegoś specjalnego talentu – naprawdę. Czasem wystarczy czas i spora dawka cierpliwości. Dodatkowym wsparciem dla Was na pewno może być też mój e-book „Na moje oko vintage”, który otrzymacie bezpłatnie po zapisie do mojego newslettera. Polecam go szczerze, bo wiem jak wiele osób przekonał do zakupów z drugiej ręki, ale też skutecznie ułatwił te lumpeksowe początki.

Patrycja siedzi na przystanku.
fot. Agnieszka Skawiańczyk

W sytuacji kiedy czujecie, że nie odnajdujecie się w stacjonarnych lumpeksach i takie zakupy nie są dla Was, spokojnie – jest coś takiego jak dobrze znane vinted. Spróbujcie tam sił! Filtry sortowania ubrań przez marki, rozmiary czy wyszukiwanie przez określone frazy powinny bardzo Wam pomóc. Powodzenia!

Jakie korzyści, poza ochroną środowiska, niesie ze sobą kupowanie rzeczy z drugiego obiegu?

Mogłabym je wymieniać i wymieniać, ale ustalmy sobie limit 3 najważniejszych i najbardziej przekonywujących z mojej perspektywy! Numer jeden to zdecydowanie jakość. W lumpeksach często znajdziemy ubrania, które mogą być nawet starsze od nas – czy to nie jest niezaprzeczalny dowód na świetne wykonanie i niezniszczalny stan? Dokładnie. Tym sposobem z powodzeniem możemy być pewni, że w naszej szafie dana rzecz bez problemu przeżyje kolejne świetne lata. Numer dwa to oryginalność. Mimo że lumpeksy zalała fala szybkiej mody, to wciąż możemy tam znaleźć wiele unikatowych perełek jak np. handmade swetry, marynarki szyte na wymiar czy dawno zapomniane świetne vintage marki. Często nie ma szans na to, by ktoś miał drugi egzemplarz takiej rzeczy. Dla mnie to piękne i jestem przekonana, że ten argument przemawia do osób ceniących oryginalność.

Sprzedaż rzeczy z drugiej ręki – czy to dobry pomysł na biznes?

Jasne! Widać to chociażby na Instagramie, gdzie kolejne vintage shopy pojawiają się jak grzyby po deszczu. Ja ogromnie się z tego cieszę i jestem przekonana, że to dopiero początek.

Patrycja w koszuli i marynarce vintage.
archiwum prywatne

Co poradziłabyś osobom, które chciałyby się tym zająć?

Wybrać się na pierwsze targi vintage i pokazać swoją selekcję klientom. Zobaczyć co najbardziej się podoba innym, jaki jest typ naszego odbiorcy, ale przede wszystkim poznać osoby, które czują podobną zajawkę do Waszej. To naprawdę napędza do działania. Widzę te nowe spotkania na każdej edycji naszego Jedwabiu i jestem szalenie dumna z tego, że dajemy przestrzeń nie tylko do sprzedaży, ale też integracji branży.

Dodatkowo, by ułatwić tworzenie własnych biznesów w tej branży, stworzyłam kurs „Rozkręć drugi obieg”, który miał premierę w październiku. Zawarłam tam całą moją wiedzę marketingową zdobytą przez ostatnie lata i podzieliłam się konkretnymi wskazówkami, które sama chciałabym poznać jeszcze 3 lata temu, kiedy dopiero powstał WE ARE VINTYL. Jestem szczęśliwa, że mogę tym sposobem dodać inspiracji innym.

Jak nauczyć się wyceniać rzeczy z drugiego obiegu?

Wycena to najbardziej problematyczna część tego biznesu dla wielu, ale myślę, że jest powiązana z doświadczeniem, które po czasie po prostu się nabiera. Jest to trudne zwłaszcza w przypadku unikatów, gdzie potrzebna jest często ogromna wiedza do rozpoznania chociażby okresu wykonania czy pochodzenia. Jeśli mamy jednak do czynienia z rzeczą, którą znajdziemy w sieci (wyszukiwanie obrazów Google zmienia życie), śmiało przejrzyjmy oferty innych, nie ograniczając się tylko do Polski. Użyteczne będą tutaj serwisy jak Grailed czy Vestiaire Collective.

Lustro vintage, w którym odbija się Patrycja. W tle targ staroci.
archiwum prywatne Patrycji

Czy Twoim zdaniem możliwa jest całkowita rezygnacja z nowych ubrań oraz kupna nowych rzeczy do domu?

Odpowiem krótko: nie. Nauczyłam się nie popadać w skrajności. Danie sobie ograniczeń na zasadzie NIGDY i WCALE nigdy nie wróży nic dobrego. Owszem, dla wielu nie będzie to dużym problemem, ale pamiętajmy, że nie ma się co „biczować” za okazjonalne i pokierowane potrzebami zakupy nowych rzeczy. Takie właśnie podejście pozwala budować mi prawdziwie odpowiedzialną szafę.

Chciałabyś na koniec przekazać coś jeszcze naszym Czytelniczkom i Czytelnikom?

Drugi obieg ma zupełnie inną twarz niż jeszcze kilka lat temu. Warto dać mu szansę i tym samym otworzyć się na budowanie świadomości konsumenckiej. Moda ma także tą nieprzyjemną twarz, o której warto wiedzieć… ale pamiętajmy, że każda nasza codzienna decyzja zakupowa ma wpływ na zmiany w tym obszarze! To jak, do zobaczenia na lumpeksowym szlaku?

Zapraszamy Was do odwiedzenia strony internetowej i Instagrama WE ARE VINTYL.

Zobacz także inne rozmowy.