LEGO w muzycznej odsłonie – wywiad z Mikołajem Kozakiem, twórcą profilu Okładki z klocków

Mikołaj Kozak, twórca profilu Okładki z klocków

Mikołaj Kozak to człowiek, który udowadnia, że swoje pasje można łączyć. I to bez względu na to, jak bardzo odległe by od siebie nie były. W tym przypadku, efektem ich zespolenia jest instagramowy profil, na którym przedstawia swoje reinterpretacje popularnych okładek płyt w wersji LEGO. Dzięki temu, zyskujemy zupełnie nowe spojrzenie na okładki albumów takich zespołów i artystów jak np.: Natalia Przybysz, Maanam, Mata, Lady Pank, Myslovitz, Sanah czy Dawid Podsiadło. Jak wygląda proces twórczy Mikołaja, czym powinna wyróżniać się okładka, aby chciał wykonać jej reinterpretację, a także co było pierwsze – pasja do LEGO czy zainteresowanie okładkami płyt?

Zapowiedz siebie!

Hej, mam na imię Mikołaj i jestem twórcą instagramowego profilu Okladki z klocków. Publikuję tam reinterpretacje okładek polskich albumów muzycznych w wersji zbudowanej z klocków. Od kiedy zacząłem świadomie słuchać muzyki, moją uwagę zawsze zwracały towarzyszące im grafiki. Przyznaję, nieraz zdarzyło mi się sięgnąć i posłuchać albumu tylko ze względu na jego oprawę graficzną. 

Czym zajmujesz się na co dzień?

Na co dzień zajmuję się grafiką, fotografią, produkcją filmową i chłonę popkulturę.

Co było pierwsze, zainteresowanie LEGO czy okładkami płyt?

Ze względu na wiek, pierwszym zainteresowaniem były klocki LEGO. Wszystko zaczęło się w dniu moich narodzin, a właściwie kilka miesięcy przed nimi. Mój pierwszy zestaw LEGO to „Samochód lotniskowej straży pożarnej” (dla entuzjastów zaznaczę, że był to zestaw o numerze 6440), który odziedziczyłem po starszym bracie. W mojej rodzinie krąży pewna anegdota związana z tym zestawem. Kiedy moja mama była w ciąży ze mną, mój starszy brat jeździł tym samochodem, po jej ciążowym brzuchu. Może to właśnie wtedy zainteresowałem się duńskimi klockami? Zainteresowanie grafiką, okładkami płyt przyszło znacznie później. W momencie kształtowania gustu muzycznego, bardzo często zwracałem uwagę na okładki albumów. Spędzałem dużo czasu oglądając zawartości wydań, książeczki dołączane do wydawnictw oraz nadruki na samych płytach. Rodziło się we mnie zainteresowanie grafiką i fotografią.

Pamiętasz swoją pierwszą okładkę? Co przedstawiała i jak zrodził się pomysł jej nowej odsłony w LEGO?

Pierwszą okładką, którą zrobiłem w wersji LEGO, była grafika albumu „BOKKA – Life on Planet B”. Nie wszyscy o tym wiedzą, ponieważ ta okładka finalnie trafiła na mój profil, ale nie była pierwszą opublikowaną tam grafiką. Co przedstawiała? Tutaj muszę w kilku słowach nakreślić ideę stojącą za zespołem BOKKA. Grupa ukrywa swoją tożsamość za specjalnie przygotowanymi maskami i to właśnie jeden z takich kamuflaży, pojawił się na okładce ich albumu. W mojej wersji była to wariacja okładki wykorzystująca charakterystyczną geometrię główki minifigurki LEGO. Zdecydowałem się na reinterpretację tej grafiki jako pierwszej z kilku względów. Kiedy wpadłem na pomysł tworzenia takich klockowych reinterpretacji, zbiegło się to z premierą wydawnictwa zespołu BOKKA. Dodatkowo miał to być test, czy w ogóle taki projekt ma sens, a ta okładka, która była konturową grafiką nadawała się do tego idealnie. Do jej przygotowanie nie musiałem angażować dużych zasobów, ani zdmuchiwać warstwy kurzu z pudełka z zapomnianymi w tamtym momencie klockami LEGO. W ogólnym rozrachunku byłem zadowolony z efektu końcowego. Jednak sam projekt i kolejne reinterpretacje przeleżały w szufladzie przez dobre trzy lata, zanim postanowiłem do nich wrócić i utworzyć profil z okładkami.

No dobrze, trochę skłamałem, ona była bardziej inspirowana klockami LEGO niż faktycznie „zrobiona” z klocków LEGO. Pierwszą okładką w pełni zbudowaną z klocków LEGO, była oprawa albumu „Karaś/Rogucki – Ostatni bastion romantyzmu”. Wynikało to z powrotu do projektu sprzed kilku lat i prostoty zdjęcia, które przedstawia oryginalna okładka – idealnie odpowiadała ograniczonej anatomii minifigurek LEGO.

Jak wygląda proces tworzenia przez Ciebie reinterpretacji danej okładki?

W początkowym okresie funkcjonowania profilu, robiłem zdjęcia prawdziwych klocków LEGO, po czym spędzałem godziny w Photoshopie dokonując koniecznych zmian. Obecnie „szkic” okładki wykonuję w jednym z programów do wirtualnego składania klocków. Dzięki przejściu na taką metodę, nie mam ograniczeń w dostępności elementów LEGO. Dodatkowo mogę szybciej dokonać modyfikacji w całej konstrukcji, zmienić położenie danych elementów, czy dokonać korekty postury minifigurek, bez konieczności ponownego „rozkładania” studia fotograficznego. To znacznie przyspiesza pierwszy etap pracy.

Okładka płyty Tribute do Krzysztof krawczyk w wersji lego

Drugi krok nie uległ żadnej zmianie. Szkic okładki przekształcam w Photoshopie, tak aby jak najbardziej zbliżyć się do oryginalne wersji grafiki. Najczęściej zaczynam od fryzury, ponieważ w dużej mierze to właśnie ona decyduje o podobieństwie plastikowej postaci do swojego ludzkiego odpowiednika. Później dopasowuję odpowiednie kolory dla danych elementów jak włosy, ubrania i inne odpowiedniki rzeczywistości zbudowanej z klocków. W kolejnym kroku rysuję mimikę i szczegóły na torsikach, co nie ukrywam jest bardzo satysfakcjonujące, bo staje się to dobrym reprezentantem rzeczywistości. W ostatnim kroku pracuję nad światłem, cieniami i ogólnym lookiem oddającym charakter danej okładki. Zachęcam do zajrzenia na kanał YouTube, na którym publikuję filmy z przyspieszonym procesem powstawiana każdej grafiki.

Ile czasu pracujesz nad wykonaniem okładki?

Oczywiście, czas jaki poświęcam na wykonanie okładki jest zależny od konkretnej grafiki. Decyduje o tym ilość elementów, które muszę zinterpretować. Były takie prace, które wykonałem w ciągu godziny, ale też i takie, na które poświęciłem ponad 20 godzin. Myślę, że możemy to uśrednić do 5-6 godzin.

Widzisz rosnące zainteresowanie swoim profilem? Jak myślisz, z czego ono wynika?

Od pewnego momentu (około roku) liczba obserwujących oscyluje w tej samej granicy. Mam wrażenie, że w ostatnim czasie wpadłem do jakiejś drugiej kategorii algorytmu Instagrama – ewidentnie mnie nie lubi. A tak zupełnie na poważnie. Liczba polubień poszczególnych postów, sprowadza się do popularności danych muzyków, ich sympatii, rozpoznawalności grafiki. Zdecydowanie jest to główny czynnik. Innym bardzo ważnym aspektem jest ilość udostępnień posta i to właśnie tutaj upatruję niechęć instagramowego algorytmu do mnie. Obecnie udostępnienie postu, nawet przez samych muzyków, nie przynosi już takiego zainteresowania jak dawniej. Tak, wiem, że brzmi to jak cierpienia młodego instagramera, ale rozmawiamy o liczbach i zasięgach, więc takie narzekania musiały się pojawić. Jednak podchodzę do tego z dystansem.

Okładka płyty Zbigniewa Wodeckiego w lego

Odnoszę wrażenie, że sam profil zamknął się w pewniej bańce odbiorców. Z jednej strony są to fani klocków LEGO, z drugiej strony fani muzyki, ludzie z branży muzycznej, wytwórnie płytowe, ale też artyści wizualni, twórcy grafik, fotografii itp. Na pewno wszystkich, przynajmniej w pewnym stopniu, musi skupiać, jakby na to nie patrzeć, nie do końca oczywiste połączenie muzyki i klocków LEGO.

Czym musi wyróżnić się okładka płyty, abyś chciał wykonać jej reinterpretację LEGO?

W wyborze kieruję się swoim gustem, ale też propozycjami jakie dostaję od obserwujących profil. Śledzę konkursy graficzne, takie jak „Konkurs 30/30” lub „Cover awArts” organizowany przez decybeledizajnu.com, które nagradzają twórców okładek. Oczywiście poza gustem, upodobaniami i konkursami są też inne czynniki. Staram się, żeby wybrane przeze mnie okładki posiadały postać, najlepiej w nieskomplikowanej pozie. Preferuję bardziej zdjęcia studyjne, niż takie, które przedstawiają elementy, krajobraz. Taki wybór wynika po pierwsze z ograniczonej anatomii minifigurek LEGO, a po drugie odnoszę wrażenie, że im więcej elementów, które muszę przerobić na wersję klockową, tym gorzej dla finalnej grafiki. Jest to związane z różnicami między proporcjami naszego świata, a tego świata zbudowanego z klocków LEGO.

Masz swoje ulubione okładki?

I to jest bardzo trudne pytanie. Nigdy nie prowadzę swoich rankingów ulubionych rzeczy – ulubiony film, książka, album, a w tym przypadku okładka. W takim licytowaniu zawsze odnoszę wrażenie, że wybierając jedne pozycje, automatycznie odrzucam inne też wartościowe rzeczy. Nie podając konkretnych grafik, opiszę co przyciąga moją uwagę w okładkach. Nie lubię okładek, które perfidnie i bez żadnego pomysłu czy to na samo zdjęcie, czy towarzyszącą mu grafikę i typografię „wpychają” odbiorcy artystę/muzyka. Chodzi mi o coś takiego jak dzieje się na okładkach Disco Polo. Fuj. Kolejna kategoria to „grafik płakał jak projektował”, czyli miszmasz wszystkiego. Im więcej na okładce, tym lepiej – wiadomo i logo jeszcze większe. Mogę to zestawienie uzupełnić o okładki z kategorią nieczytelna typografia, pokroju metalowych kapel, które bardziej przypominają korzenie roślin lub rozbłysk pioruna na tle nieba. W ostatnim czasie widziałem kilka takich tworów na rapowych okładkach i do tego w zupełnie niepasującym do całości kolorze.

Miało być co mi się podoba, a wyszło coś przeciwnego. To teraz czas na kilka pozytywnych rzeczy. Podobają mi się zdjęcia z pomysłem, ciekawym oświetleniem, gdzie część detali jest ukryta w cieniach i dopiero kolejne spojrzenia na okładkę pozwalają dostrzec nowe szczegóły. Lubię też połączenia zdjęć z grafiką wektorową, ciekawą kompozycją i ułożeniem wszystkich elementów grafiki w spójną całość. Podobają mi się również okładki, które są tylko grafiką. Oczywiście nie jest to jakiś rodzaj przepisu na perfekcyjną okładkę, która ma szansę zaistnieć na profilu czy narcyzowanie. To tylko kilka spostrzeżeń gościa, który przerabia świetne projekty graficzne na ich klockowe odpowiedniki, bo bez dobrych okładek, nigdy nie byłoby Okładek z klocków.

Co uważasz za swój największy dotychczasowy sukces?

Nie jest to konkretna rzecz, a praca jaką udaje mi się wykonywać. Zarabiam na tym, co jest moją pasją. Nigdy nie musiałem narzekać, że muszę chodzić do pracy, która mnie nudzi, wyczerpuje. Czerpię dużą przyjemność z tego co robię. Mogę podpisać się pod słowami Konfucjusza „Wybierz pracę, którą kochasz, i nie przepracujesz ani jednego dnia więcej w Twoim życiu”. To uważam za swój największy sukces, bo cały czas bawię się tym, co robię.

Mikołaj Kozak

Chciałbyś na koniec przekazać coś jeszcze naszym Czytelniczkom i Czytelnikom?

Zapraszam wszystkich do odwiedzenia mojego profilu Okładki z klocków i zostawienia tam czegoś od siebie. Mam nadzieję, że zostaniecie ze mną na dłużej i znajdziecie tam dużo radości oglądając swoich ulubionych twórców w nieco innej wersji. Wspierajcie też polską muzykę, kulturę, sztukę, bo twierdzenie, że polskie to znaczy gorsze już dawno wyszło z mody i najwidoczniej macie dużo do nadrobienia.

Zachęcamy Was do zaobserwowania profilu Okładki z klocków na Instagramie, a także kanału na YouTube.

Zobacz także inne Rozmowy.