Prędkość dająca poczucie wolności – wywiad z Rafałem Rulskim, kierowcą wyścigowym

źródło: www.rulski.pl

Rafał Rulski to dwukrotny Mistrz Polski w wyścigach samochodowych, instruktor jazdy sportowej oraz konstruktor autorskich symulatorów 4Race SIM. Zamiłowanie do rywalizacji i szybkości odziedziczył po tacie, a obecnie przekazuje je również młodym zawodnikom, ucząc ich jazdy na torze wyścigowym. Już od najmłodszych lat, Rafał Rulski robił wrażenie na innych, podczas wyścigów. Czym się wówczas wyróżniał? Jak zmienił się ten sport na przestrzeni lat i w czym młodym kierowcom mogą pomóc konstruowane przez sportowca symulatory?

Proszę zapowiedzieć siebie.

Nazywam się Rafał Rulski. Jestem konstruktorem profesjonalnych symulatorów wyścigowych, rajdowych, kartingowych, driftingowych w szeroko pojętym motosporcie, jeżeli mamy na myśli e-sport. Ponadto sam również jestem kierowcą kartingowym i wyścigowym, czyli jeżdżę po torach. Raz na jakiś czas biorę udział w rajdach. Bardziej to są KJS-y (przyp. red. Konkursowa Jazda Samochodem) niż rajdy, ponieważ rajd Barbórki, w którym biorę udział jest ogólnopolskim rajdem podsumowującym cały rok wyścigów i rajdów w Polsce. Ścigają się tam najlepsi z najlepszych.

Kto pierwszy w Pana uwierzył?

Gdy miałem 10 lat, zawsze z moim tatą oglądaliśmy Formułę 1. W tamtych czasach guru F1 był Ayrton Senna. Było wtedy też wielu zawodników równie szybkich, ale on miał w sobie „to coś”, co mi się bardzo podobało, więc mu kibicowałem. Mój tata też wywodzi się z miłości do sportów motorowych, bo za młodu jeździł na motocyklach. Brał też udział w wyścigach amatorskich. Później zaraził mnie oglądaniem Formuły 1, a następnie przyszedł czas na to, że poprzez koneksje z różnymi znajomymi kupił mi gokarta. W 1991 roku zacząłem uczyć się jeździć na miasteczku ruchu drogowego. Tam było paru chłopaków, którzy już potrafili to robić i jeździli od jakiegoś czasu na gokartach, bo ich ojciec prowadził sekcję kartingową. Pewnego dnia powiedzieli mi, że szybko się uczę, mam dobrą linię jazdy, poprawiam czasy. W związku z tym zacząłem profesjonalnie ścigać się na gokartach przez 12 lat, a później jeździłem 11 lat w wyścigach samochodowych.

źródło: archiwum prywatne Rafała Rulskiego

Kiedy zrozumiał Pan, że wyścigi to właśnie to?

Pamiętam, że nawet jak jeszcze nie miałem gokarta, to te wyścigi były dla mnie zajawką. Jak tata zabierał mnie różnymi samochodami na różne place, we wszystkich porach roku i uczył mnie ósemek, układania rąk na kierownicy, zmiany biegów – zawsze mi to dobrze wychodziło. Lepiej niż w szkole uczenie się matematyki (śmiech). Wtedy już czułem, że to jest to!

Pan również dużo działa, aby zachęcać młodych ludzi do motosportu. Jakie są różnice między zawodami kartingowymi dziś i kiedyś?

Kiedyś, gdy wybieraliśmy się na zawody kartingowe, to dojazd organizowaliśmy na własną rękę. Jeździliśmy tam kamperami z jednym gokartem. Bardziej to wyglądało jak piknik, bo rodzice siedzieli, rozpalali grilla, pili sobie herbatę. My zaś biegaliśmy po torze, bawiliśmy się w berka lub jeździliśmy na deskorolkach i hulajnogach. Na pewno nie siedzieliśmy w telefonach komórkowych, bo wtedy też takich po prostu nie było (śmiech). Teraz te namioty są wielkie. To już wygląda bardzo europejsko, a nawet światowo. Przyjeżdżają teamy polskie, które mają dwa, trzy busy, wielki namiot, 10 zawodników, a każdy z nich ma 2 lub 3 gokarty. Jest tam włożona duża kasa, więc na pewno w Polsce się to bardzo rozwinęło.

źródło: archiwum prywatne Rafała Rulskiego

Skoro już Pan wspomina o wysokich kosztach, czy możemy w przybliżeniu dowiedzieć się, jakiego rzędu są to kwoty dla początkującej osoby?

W dobrym teamie, jedna eliminacja, która odbywa się w czwartek, piątek, sobotę i niedzielę, to jest koszt między 10-16 tysięcy złotych, bez kosztów noclegu, transportu. Takich eliminacji jest 8 w ciągu roku w Polsce. Natomiast, żeby jeździć szybko, to na pewno warto wziąć udział w kolejnych 8 w Europie, zazwyczaj we Włoszech, do których przyjeżdża się nie tylko na zawody, ale i testy. Podsumowując, trzeba odbyć między 14-18 zawodów w ciągu roku. Nie licząc testów, więc ostateczne koszty nie są małe.

Nie każdy zatem może sobie pozwolić na przygodę z tym sportem. A poza aspektami finansowymi, jakie predyspozycje powinien mieć sam zawodnik, chcąc uprawiać motosport?

Na pewno nie może się bać prędkości, wchodzenia komuś „pod pachę” czy wyprzedzania innych. Musi mieć charyzmę, być szczupły i wysportowany. Każdy myśli, że w tym sporcie dodaje się tylko gazu, hamuje, skręca i nie potrzeba siły. A wręcz przeciwnie. Jeśli nie masz odpowiednio wysportowanego ciała, mocnych pleców, brzucha, rąk, nadgarstków, dłoni – nie zrobisz nic. Po prostu trzeba mieć w sobie żyłkę sportową, która łączy się z całością.

źródło: archiwum prywatne Rafała Rulskiego

Otworzył Pan szkołę kartingową. Co młodym ludziom daje taka forma treningu na torze?

Do mojej szkoły zgłaszają się ludzie od 12 roku życia. Większość z nich chce spróbować jazdy profesjonalnym gokartem, gdyż wcześniej jeździli tylko na hali, a nie na torze otwartym. I rzeczywiście te osoby są pod wrażeniem jak to szybko jeździ, skręca, dobrze się klei. Na torze otwartym nie jest też tak ślisko jak na hali, ponieważ gdy gumy się rozgrzewają, tor staje się przyczepny. Taki gokart jeździ około 120-140 km/h. Ja prowadzę szkolenia najczęściej w Słomczynie albo Radomiu.

źródło: www.rulski.pl

Gokarty są mniej więcej takie same jak w prawdziwych Mistrzostwach Świata, Europy czy Polski. Prędkości również są bardzo zbliżone, więc każdy ma szansę dzięki nim spróbować tego na własnej skórze. Niestety taki jednodniowy trening od 9 do 16 kosztuje u mnie ok. 3 tysiące złotych. Natomiast zawsze na zajęciach staram się podejść do każdego indywidualnie. Już po pierwszym przejeździe wiem z czym dana osoba ma problem, co musi poprawić lub na co powinna zwrócić uwagę.

Stworzył Pan również profesjonalne symulatory wyścigowe. Jakie możliwości dają one młodym kierowcom?

Budowałem symulatory przez 4 lata. Od zawsze lubiłem grać na komputerze, m.in. na Amidze 500 w Formułę 1. Zawsze twierdziłem, że w symulatorach bardzo istotne jest poprawienie wciskania gazu, hamulca, szybkości skręcania, ułożenia rąk na kierownicy. W okresie zimowym, kiedy mało trenuje się prawdziwymi gokartami czy samochodami, taki symulator bardzo dużo daje. Wydaje mi się, że to w 80% pokrywa się z rzeczywistością. Udało mi się zdobyć wzór przemysłowy na całą konstrukcję. Razem ze znajomym inżynierem, który jest po robotyce i mechatronice na Politechnice Warszawskiej, wymyśliliśmy odpowiednie manipulatory – gaz, hamulec, sprzęgło, ręczny, sekwencyjne skrzynie biegów, wyświetlacze za kierownicą. Zrobiliśmy ten symulator tak, aby móc regulować pedały, przesuwać fotel, ustawiać kierownicę, monitor. Zatem jeśli ktoś chce spróbować jazdy np. starym BMW albo poczuć się jak kierowca Formuły 1, to ustawia sobie odpowiednio te wszystkie podzespoły i wówczas czuje się jak w prawdziwym aucie.

źródło: www.rulski.pl

Uważam, że symulatory pomagają poprawić feeling, płynność, czy przygotować się na stresujące sytuacje w trakcie wyścigu. Kiedy gram na jakiejś symulacji online z ludźmi z całego świata, czuję takie emocje jakbym siedział w prawdziwym samochodzie wyścigowym. Gdy kończę wyścig, trzęsą mi się ręce z adrenaliny. 

Czy jest jeszcze coś o czym Pan marzy w sporcie, ma Pan jeszcze wyznaczone jakieś cele?

Pewnie, że tak! Wziąłbym jeszcze udział w jakichś wyścigach samochodowych, bo taki stary nie jestem (śmiech). Widać to nawet po Krzyśku Hołowczycu, który uczestniczył teraz w Rajdzie Dakar, a jest starszy ode mnie jakieś 12 lat. W tamtym roku trochę się „odkurzyłem” i tak naprawdę zacząłem jeździć na te różne track day szybkimi autami, czyli Lamborghini, Ferrari, Porsche GT3. Myślałem, że będzie mi to gorzej szło, nie będę się tak rozpędzał, a okazało się, że jestem taki szybki, jak byłem, więc kto wie?

Trzymamy kciuki w takim razie! A czy gdyby teraz ponownie stanął Pan przed decyzją wyboru takiej ścieżki, wybrałby ją Pan raz jeszcze?

To ciężkie pytanie. Wiele razy miałem tak, że byłem bardzo szybki w danym dniu. Startowałem np. z trzeciego pola i chciałem być drugi. Mogłem wejść komuś „pod pachę”, opóźnić hamowanie, obetrzeć kogoś, bo tak się zdarza w wyścigach. Jednak z uwagi na to, że na początku nie miałem za dużo sponsorów, nie robiłem tak. Moim głównym sponsorem był mój ojciec, więc zawsze z tyłu głowy miałem obawę, że coś zepsuję, zniszczę wyścig albo spadnę z powrotem i nie dojadę trzeci, chociaż chcę być drugi. Prawdziwy kierowca wyścigowy nie może mieć takiego dysonansu i negatywnego myślenia w trakcie wyścigu. Powinno być tak – jeśli zepsujesz – trudno, to się naprawi, zaraz masz podstawione nowe. Jednak, aby podstawić nowe to musisz mieć budżet, a często wielu kierowców go nie ma. Chyba, że to robisz wyłącznie dla fanu i nie masz perspektyw.

źródło: www.rulski.pl

To były piękne chwile, fantastyczny czas. Nie każdy może doświadczyć stania na podium, lania się szampanem, dostawania szarf, uścisków prezesa itd. Nikt mi nie zabierze tych momentów. Na pewno z innym budżetem chciałbym zrobić to jeszcze raz, ale bez dobrego budżetu… nie wiem czy chciałbym. Wolałbym być dobrym golfistą.

Umie Pan żyć bez prędkości?

Oj nie! Ostatnio zacząłem brać moją córkę na gokarty, bo już ma prawie 7 lat. Wsiedliśmy do podwójnego gokartu. Ja prowadziłem, ona trzymała tylko ręce na kierownicy. Pan, który wsadzał ją do gokarta, powiedział, że jeśli będzie się bała, to ma mi dać znać, żebym zwolnił. I po trzecim okrążeniu, zaczyna mnie trącać. Podniosłem szybkę i mówię „Co? Za szybko?”, a ona odpowiada „Nie, tato, szybciej, szybciej!”. Śmiałem się, że prędkość ma we krwi. Nie ukrywam, że lubię szybko jeździć, ale na zwykłej drodze staram się jeździć zgodnie z przepisami.

archiwum prywatne Rafała Rulskiego

Czy chciałby Pan przekazać coś jeszcze na koniec naszym Czytelniczkom i Czytelnikom?

Wierzcie w siebie, nie poddawajcie się. Możecie marzyć i spełniać swoje marzenia, bo to jest bardzo istotne.

Zapraszamy Was do odwiedzenia Instagrama Pana Rafała Rulskiego, a także strony internetowej.

Zobacz także inne Rozmowy.